tabloid online w stanie spoczynku
środa, 31 stycznia 2007
Jak tylko usłyszałem co kol. premier powiedział w tzw. radiu publicznym, to natychmiast odstawiłem kawę, rzuciłem rogalika, i otarłszy pysk rękawem, zawyłem jak wieś długa i szeroka: Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, tudzież Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz...To skurwysyny, faszyści i krzyżacy - pomyślałem sobie - zawłaszczyli nam media, ukradli licencję na indoktrynowanie, na całą prawdę, nawet jeśli jest to gówno prawda. I gdyby nie patriotyczny do cna i do dna „Nasz Dziennik", to cienko by było z nami narodzie. A to śniadanie naprawdę mi nie szło, no bo jak słyszy się takie głupoty, wypowiadane zresztą przez - chcąc nie chcąc - czołowego polityka (przynajmniej na razie), no to człowiek traci rezon i apetyt i naprawdę kurwa nie wie, czy śmiać się, czy może raczej płakać. Ja rozumiem, że tego typu pierdoły o zgermanizowaniu prasy, wypowiadałby jakiś podrzędny pastuch z rządu, ale powiedział to niestety sam szef, baca rzec można, a to już rodzi dreszcze. Były już kiedyś takie czasy, kiedy prasa też była zła i nie sprzyjała socjalistycznej władzy, bo wiadomo kto w niej pracował i jakie miał korzenie. Na szczęście szybko i gładko ten problem rozwiązano. Teraz prasa znów nie sprzyja ludowej władzy i znów wiemy kto za tym stoi. Tym razem niemiecki kolonizator. Pohukiwania premiera wskazują, że warto być może sięgnąć po sprawdzone rozwiązania. Tylko wpierw te wszystkie szmaty należy znacjonalizować i unarodowić.
Bez wątpienia Niemcy to wrzód na dupie kaczystów. Niechęć po części może być zrozumiała, bo ileż to całkowicie bezkarnie można pisać o kartoflach i prawić inne tego typu komplementy? Ale ponieważ do ich tłustych dupsk, tych całych redaktorków z Tagezeitung, nijak nie można się dorwać, no to teraz zatańczymy sobie z nimi w Polsze. Te ich świńskie gazety, łapskami polskich najemników niepochlebnie piszą o rządzie Jarosława, kłamią i manipulują, no towarzysze dobierzmy się im do dupy. I pan premier w radiu to właśnie delikatnie chciał powiedzieć. Po zastanowieniu, rozgrzeszam go jednak z tego potrząsania szabelką, no bo gość złamał ostatecznie skrzydełko, jedzie non stop na amfie i znieczuleniu, może mieć więc mętlik we łbie. No, a jaka głowa, takie myśli.

Hasła na mury: > Prezydent szczęściarz: piękna żona, tanie państwo < (by_revelstain&co)

wtorek, 30 stycznia 2007
Niech ten Goryl wreszcie wrzuci sobie na luz. Co tydzień to jakiś nowy, popisiany pomysł. I nie ma rady na takiego wariata, bo - jak ktoś mądrze zauważył - wszyscy psychiatrzy wyjechali już do Anglii, i tym pacjentem nie ma już kto się zająć. Stąd siedzi w tym sejmie i bredzi. Niewykluczone, że się czegoś nałykał. Pewnie raz w życiu postanowił użyć prezerwatywy. Przekonany był jednak, że to środek doustny. Boże, jeśli naprawdę istniejesz, miej w opiece Mariana Piłkę.

Z cyklu: Rymy częstochowskie
>> Zapuść wąsy, przyklej trochę futra,
będziesz wyglądał jak senator Putra <<

poniedziałek, 29 stycznia 2007
W iście sensacyjnym, godnym gadzinówki stylu, publiczna telewizja ujawniła kolejne nazwiska „ludzi mediów" ponoć związanych ze służbami „zła", korzeniami zakotwiczonych w PRLu. Uprzedzono tym samym nieco tzw. „Pana Prezydenta", który zamierzał nazwiska te i pewnie kilka innych, ujawnić wszystkim głodnym krwi i głów bodaj 1 lutego. Kit im wszystkim w ucho. Nowe nazwiska wywołały natychmiast falę narodowego lamentu w wykonaniu niby pro-państwowych prawicowych głupków. I im też kit w ucho, albo - dosadniej - pewną część ciała w inną część ciała. I tylko do końca zrozumieć nie mogę, dlaczego na totalne potępienie zasługuje służba dla wywiadu wojskowego, bądź co bądź państwa polskiego. Jakie by ono nie było, to było ono jednak polskie. Zarówno ja, jak i Kaczyńskie, Ziobry, Szczygły, Kamińskie, a także moi sąsiedzi, przyjaciele i wrogowie, wszyscy mieliśmy polskie dowody osobiste, od czasu do czasu polskie paszporty, płaciliśmy polskim złotym, urzędowy był język polski, polskie były koleje, znaczki pocztowe, uczelnie, polska była nawet opozycja i towarzysz Pierwszy Sekretarz. Wiele innych rzeczy było polskich i niezawisłych, i w zawiązku z tym całe to pierdolenie o zdradzie, warte jest funta kłaków, lub tyle co profesorski tytuł pewnego obywatela. I jeśli już szukamy tych „zdrajców" i skundlonych z wywiadem ludowego państwa, to nie mniej chętnie zobaczył bym listę nazwisk, jak rozumiem „znamienitych Polaków", którzy za parę baksów gorliwie służyli np. CIA, i to nie zawsze w dobrej wierze i z poczucia patriotycznego - jak nam się dziś wmawia - obowiązku. I nie myślę tylko o nijakim Kuklińskim, bo to tylko marionetka, która urosła do rangi symbolu. Gości tych było znacznie więcej, tyle że są tacy, którzy potrafią trzymać ozor za zębami i nawet za 50 lat nie pisną ani słowa, oraz tacy, jak nasi prawicowo - nawiedzeni rodacy, którzy wypaplają wszystko byle by dopiec bliźniemu i załatwić swoje małe porachunki.
Bóg nie istnieje, ale dla tych dla których istnieje, bywa sprawiedliwy. Czasami
niedziela, 28 stycznia 2007
Jak najbardziej popieram pomysł całkowitego zakazu pornografii, zarówno jej produkowania, rozprowadzania tudzież posiadania, zaproponowany przez mojego ulubionego niedorozwoja pana posła Piłke Mariana. Dość bezwstydnego oglądania dup męskich i damskich, cip i ptaszków, będących najczęściej w akcji i reakcji, ku zgorszeniu dzieci, młodzieży i babć w moherach. Dosyć skurwysyństwa i chodzenia z jajami na wierzchu. Tako rzecze ten unikat, czyli Piłka Marian. Jak zwykle intelektualnego wparcia dała mu jego ukochana Liga Rodzin i to chyba przesądza o losach całego tego pomysłu. Możemy być spokojni o pornosy, koledzy z Ligii nie takie rzeczy położyli. Choć przyznam szczerze, że osobiście to bym się nawet cieszył z takiego zakazu. Wreszcie coś znów zaczęło by smakować, wreszcie wstrząsnął by mną dreszczyk emocji, bo łamać zakazy władzy to przyjemność niesłychana i obowiązek każdego liberalnego obywatela. Niewykluczone nawet, że z czasem wszystko przerodziłoby się w niezłe widowisko. Bo gdyby tak delegacja polskiego wymiaru sprawiedliwości z ministrem Ziobro na czele, udała się z delegacją do Chin, to przywiozła by pewnie walizkę albo dwie, nowych doświadczeń i skutecznych rozwiązań. Tak więc z utęsknieniem bym czekał na pierwszą publiczna egzekucję pornofilów, na Placu Marszałka Piłsudskiego, przy dźwiękach „My Pierwsza Brygada z dziada pradziada", która to pieśń byłby już zapewne oficjalnym hymnem naszego Narodowego Wojska Polskiego. Pierwszego skazańca strzałem w potylice osobiście wykończył by nadprokurator Ziobro, pozostałych zaś ci, którzy wykupili wcześniej pozwolenia na odstrzał (pierwszeństwo rzecz jasna mieliby członkowie rządu Najjaśniejszej). Następne egzekucje pornofilów, pedofilów, nosicieli marysinych listków, gangsterów wszelakiej maści, feministek, lesbijek i pedałów, wrogów ludu i wrogów Rodzeństwa, rozstrzeliwałby już standardowy pluton egzekucyjny, osobiście dobierany jednak przez ministra Sikorskiego, spośród oswojonych z widokiem krwi „Afgańców" polskiego chowu. Jedynie gawiedź, by wejść na Plac Marszałka Też Agenta, musiałaby płacić za bileciki. W niektórych oddziałach Radia Maryja, na wiernych słuchaczy czekałby by jednak bezpłatne zaproszenia do Sektora Pierwszego, a nawet na zwyżkę dla fotoreporterów. Zróbmy więc porządek raz a dobrze. Polak Chińczyk dwa bratanki. Strzałem w potylice oczyścim stolice. ..................(foto_by sexblog)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8