tabloid online w stanie spoczynku
czwartek, 31 stycznia 2008
Prezydent Leś Oleś i jego trzoda chlewna, z braku laku i kompetencji wymyśliła sobie wojenkę małą, zgrzebną i nieco prostacką. Nic dziwnego, bo przecież cóż można oczekiwać po facetach klasy świnki Piggy. To tak jakby Lesia Olesia wsadzić do Trabanta i kazać mu się ścigać w wyścigu Nascar. Co gorsze gość jadąc tym zapierdzianym Trabantem wierzy, że jest najlepszy i bzyknie wszystkich i wszystkich rozprowadzi po dwóch okrążeniach. I nawet pisać się już o tym nie chce i szczerze mówiąc, za chuja nie jest to śmiesznie, no bo ileż można drzeć łacha z narodowej Kukiełki i ileż można słuchać i dziwić się głupocie występującego z ramienia Kukiełki prosiaka? I jak słyszę i czytam, że to dopiero początek, że tzw. Pałac szykuje się do wojny totalnej, która za moment wybuchnie, to ze zdumienia przecieram oczy. I czekam na pierwszy strzał w tej wojnie, którym bez wątpienia goście pałacowi postrzelą się we własną nogę.

środa, 30 stycznia 2008
Wasz ukochany presiedente Lesio Olek i Tak Dalej ma być gościem uroczystych obchodów 40 rocznicy owego słynnego spektaklu „Dziadów". I to jest pierwsza dobra wiadomość: będą wreszcie Dziady z udziałem kumpla. Druga wiadomość jest jeszcze lepsza. Otóż państwowa spółdzielnia wyprowadzania psów na spacer, taszczenia zakupów i od czasu do czasu ochrony, bardziej znana pod nazwa BOR, nałożyła szlaban na fotki tego gamonia. Nie będzie można uwiecznić facjaty pana Lesia Olka, ponieważ ma być chroniona "prywatność wizerunku prezydenta RP". I powiem szczerze: to jest decyzja i ruch w strasznie dobrym kierunku. Niech go czym prędzej schowają i nigdy już nie pokazują. To, że nie będzie go można fotografować, oznacza bowiem, że nie trzeba go będzie potem oglądać w gazetach albo i w telewizorze. Jakaż to by była ulga. Ale to brzmi zbyt pięknie, żeby było prawdziwe. Więc myślę sobie, że jak miną te Dziady, to wizerunek el presidente zostanie znów uwolniony i znów będziemy musieli oglądać to Słońce Bałtyku, niczym kukłę na patyku.
Natomiast już zupełnie na marginesie i trochę poważniej pytam, jak można chronić „prywatność wizerunku" osoby publicznej w publicznym miejscu? I cóż to takiego się zdarzyło lub zdarzyć się może, że w tym akurat momencie tak zatroszczono się o jakość owego wizerunku? No fakt, zaśnie. Ale to żadna sensacja, bo on na ogół wygląda jakby spał, a na dodatek dręczył go zły sen. Zastanawiam się też, czy w ogóle powinni tam być wpuszczeni dziennikarze, bo przecież nie można wykluczyć, że jakiś wredny żurnalista zapyta, czy aby słynne „Spieprzaj dziadu" nie odnosi się w jakiś sposób do spektaklu. A jak ktoś - nie daj boże - krzyknie „Spieprzajcie dziady", wcale nie mając na myśli tych od Dejmka? Będzie poruta.
Kościół nie ścierpiałby, gdyby prawo państwowe wtrącało się do katechizmu. Gdyby mówiło co jest dobre, a co jest złe, co trzeba skreślić a być może i dopisać. Więc my wszyscy, także ci co udają że wierzą, nie życzymy sobie i nie ścierpimy, by katechizm zastępował prawo państwowe.
wtorek, 29 stycznia 2008
PiS jest strasznie oburzony, że Prezydium Sejmu nie przyjęło kandydatury Macierewicza do komisji śledczej badającej rzekome naciski na służby specjalne. „To skandal i granda" - grzmi Gosiewski. Skandal i granda to byłby wtedy panie pośle gdyby Macierewicz został członkiem komisji. Bo członkiem parlamentu to w zasadzie może zostać każdy, zaś członkiem komisji już niekoniecznie. W komisjach nie leczą. Leczą w zakładach zamkniętych.

Nasz czcigodny i jak wiadomo powszechnie(gdyby ktoś nie wiedział) szanowany pan prezydent, się kurewsko nudził. Chcąc przeciąć swe cierpienia postanowił pogawędzić sobie z ministrem Sikorskim. A że ten akurat był za granicą... Nieważne. "Dawać mi tu chuja w te pędy" - postanowił władca, tupiąc w dębowy parkiet, gustownym butem rodem z CCC. Sikorski, bywalec salonowy i goguś o nienagannych manierach, przepełniony jak najbardziej miłością wielką do pana prezydenta, odstawił grzecznie na bok napoczętego omleta i wsiadł w samolot. Gadali półtorej godziny, generalnie o dupie Maryny, no bo o czym można gadać z kurewsko nudzącym się prezydentem? Szkoda było czasu, a zwłaszcza napoczętego omleta. Stało się jednak.
Jeśli ktoś nie chce pomagać, to przynajmniej niech nie przeszkadza" - powiedział Tusk komentując całe to dość kabaretowe zdarzenia, pomysłu i autorstwa wszystkich ludzi prezydenta. Ładnie i delikatnie powiedziane, choć moim zdaniem kompletnie bez sensu. Bo Tusk liczy na dialog ze ścianą. Ale od lat zaś wiadomo, że ze ściana się nie pogada. To po pierwsze. Po drugie, niechaj pan mi wytłumaczy panie premierze, jak pan sobie wyobraża ten stan bezczynności w prezydenckim pałacu? No, bo jeśli gość ten i jego drużyna pionierów przestana przeszkadzać i bez sensu plątać się między nogami, to zastygną w kompletnym bezruchu. I co wtedy z Małym Mzimu, co z tym złośliwym i upierdliwym owadem? Oszaleje jeszcze bardziej. Czy o to panu chodzi? Niechaj pan lepiej przyjmie do wiadomości, że Lech Aleksander i Tak Dalej będzie dalej przeszkadzał ze wszystkich sił swoich, bo tylko to potrafi, bo tylko to mu wychodzi i tylko to jest jedynym publicznym dowodem jego istnienia. To jego przeznaczenie i życiowa, a być może i dziejowa misja.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9