tabloid online w stanie spoczynku
niedziela, 31 stycznia 2010

W kolejnej książce o drogim papie z polskim paszportem, zawarta jest informacja, jakoby gość ów biczował się paskiem, oraz spał nagi na podłodze, by w ten sposób „zbliżyć” się do Chrystusa. Parę rzeczy mnie tu zainteresowało. Po pierwsze owe „zbliżanie się” do Chrystusa… Wszak to jawne potwierdzenie homoseksualnych ciągot kleru. Skala zjawiska jest przeogromna, tym bardziej że oni maja wręcz taki obowiązek. Papa Wojtyła ze swoimi zachowaniami tylko potwierdza trend. Jeśli więc ktoś nie do końca rozumie skąd te homo-ekscesy w kościele, to teraz łatwiej mu to pojąć. Jak księża nie mają mieć takich skłonności, skoro jedynym ich celem w ich życiu, pasją, słodyczą i łaską wielką, jest znalezienie sposobu na „zbliżenie się” do innego chłopa?

Po drugie, niepokoi mnie pewne nie życiowe podejście do problemu. Cóż bowiem dziwnego jest w tym, że papcio nasz ukochany spał sobie nago? Wedle mnie co drugi facet, śpi nago i jakoś nie robi się z tego szczególnej sensacji, ani nie pisze o tym w gazetach. Tak, to prawda, trudno znaleźć gościa który spał będzie na podłodze i jeszcze przed figurką jakiegoś geja, no ale czasami w życiu zdarzają się zachowania niestandardowe. Bądźmy wyrozumiali dla dziwaków.

Po trzecie, nim ostatecznie potępimy papcie, weźmy pod uwagę i taki drobny fakt, że to co nie przystoi normalnemu i psychicznie zdrowemu człowiekowi, zwłaszcza mężczyźnie, jak najbardziej pasuje do księdza, nawet w stopniu papieża i bywa w pełni wytłumaczalne. Jeśli „cywila” każe się więzieniem za pedofilię, to oficerowi kościoła daje się awans wysyłając do innej parafii. Tam jest dużo świeżego mięsa, niech więc sobie pograsuje w innym, bardziej przyjaznym otoczeniu. W ostatecznej ostateczności zawsze można go wcielić do watykańskiej służby dyplomatycznej i wysłać w rejony, gdzie nikt dupy nie zawraca sobie pedofilami, zwłaszcza w sutannach. Pamiętajcie również, że dla niektórych dzieci ojciec, to po prostu „ojciec”, a dla innych ojciec, to na wszelki wypadek „wujek”. Chciałoby się rzec, co kraj to obyczaj.

sobota, 30 stycznia 2010

„Wykonałam kilka telefonów w twojej sprawie. Panuje opinia, ze jesteś jebaka. Zrobimy więc tak. Znam wiele wysychających miejscowych cipek, wpływowych kobiet, których mężowie zapomnieli o domowych ogródkach. Potrzebują kogoś młodego i pełnego spermy. Czyli ciebie. Pojeździsz po mieście i wyczarujesz sobie drogę do umysłów i majtek tych nie dymanych potworów. Ani się obejrzysz jak wszyscy zaczną cie pożądać."

piątek, 29 stycznia 2010

Decyzja Tuska o wycofaniu się z prezydenckiego wyścigu nawet mnie cieszy. Oznacza bowiem, że rosną szanse Lecha „Spieprzaj Dziadu” Kaczyńskiego, czyli oznacza to również, że w Polsce nadal będzie wesoło, i nadal będziemy mieli jakże wdzięczny obiekt do „darcia łacha”. Jestem nawet w stanie zgodzić się ze zdaniem jakiegoś tam Krasnodębskiego, ponoć profesora, który twierdzi, że nasz ukochany gnom wygra w pierwszej turze. To możliwe i prawdopodobne. Popatrzcie na to w ten sposób. Teraz, wszystkie te kandydaty, to sakramenckie dziady, miałki żwir bez właściwości. Na ich tle, obywatel Spieprzający Dziad, to dziad wyjątkowego sortu, rzec można super dziad, zdecydowanie wyróżniający się w stawce. Nic więc dziwnego, że wyrastając ponad słynną już polską dziadowską przeciętność, skupiał będzie uwagę elektoratu. Bo być dziadem do kwadratu, to wielka rzecz, znacznie, ale to znacznie podnosząca szanse wyborcze. Zawsze dziad który się wyróżnia, jest lepszy od dziada który się nie wyróżnia. I w tym też sensie obywatel Kaczyński ma dziś wielkie szanse by w peletonie dziadów założyć zaszczytną żółtą koszulkę (na razie bez żółtych papierów).

czwartek, 28 stycznia 2010

Wtorkowe seminarium zorganizowane przez Obserwatorium Wolności Mediów Fundacji Helsińskiej poświęcone było krajowej radzie radiofonii. Jaki jest podstawowy wniosek i obserwacja? Otóż rada radiofonii jest niczym dupa. Nic nie rozumie i nie ma mózgu, a jedyne na co ją stać, to cykliczne popierdywanie. Pierdzeniem tym steruje zwieracz, nazywający się Kołodziejski. To wszystkie komplementy, które można powiedzieć o tym ciele. Reszta powinna być albo milczeniem, albo totalnym wkurwem skutkującym rozklepaniem tego chlewu bejsbolowym kijem. Rada radiofonii, to nie zaczątek, to godny już następca i zastępca Towarzyszki Cenzury. Z tą różnicą jednak, że Cenzura rezydowała na Mysiej, a to chujstwo chowa się na Sobieskiego. Zgadzam się również z tezą, że jedynym sensownym zajęciem tejże rady, i sensem jej istnienia, jest w tej chwili permanentne nękanie mediów i nieustanne próby dojenia ich z kasy, stosując absurdalne zarzuty. W zasadzie im zarzut bardziej absurdalny, tym większa „kara” nakładana przez te szemrane towarzystwo. W wielu wypadkach jest to najzwyklejszy chamski szantaż. Myślę sobie, że aby uniknąć spięć i sytuacji dwuznacznych, rada radiofonii czym prędzej, wzorem Towarzyszki Cenzury, winna wydać swoją wersje tamtejszej czerwonej księgi, gdzie byłoby zapisane co wolno publikować, a czego absolutnie nie. I niechaj ktoś odważy się w tym dziele napisać, że pod żadnym pozorem nie można krytykować urzędników aparatu kościelnego, dozgonnej przyjaźni z Watykanem, oraz działalności Komitetu Centralnego tym razem usadowionego na ulicy Miodowej. Byłoby to o wiele bardziej uczciwe, niż dzisiejsze działania wedle własnego widzi mi się, kilku sfrustrowanych debili.

środa, 27 stycznia 2010

Nie milknie jakoś dyskusja wokół „skandalicznej” wypowiedzi Andrzeja Czeczota w Radiu TOK FM. Mimo, że to już cholernie nudne i mało interesujące, pozwolę sobie tylko na jedną drobną uwagę. Jeśli w przekrwionych oczach panów Terlikowskich i spółki dowcip Czeczota był tak straszną obrazą kościoła i wiary, taką szkoda niesłychaną zadaną katolikom, to ja naiwnie pytam: kto tu do kurwy nędzy wyrządza większą szkodę zarówno katolikom jak nam wszystkim? Księża permanentnie, z rozmysłem i na potęgę molestujący dzieci, czy może Czeczot opowiadający o tym dowcipy? Co jest bardziej szkodliwe, wołające o pomstę i odrażające? I kogo bezwzględnie powinno się karać, niekoniecznie rękoma kabaretowej Rady Radiofonii?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9