tabloid online w stanie spoczynku
środa, 28 lutego 2007
Tak się składa, że znam „prezesa" Urbańskiego rzec można z mocno zamierzchłych czasów. Wtedy to przypadkowo spotkaliśmy się w miejscu i instytucji, o których on niechętnie pewnie pamięta i którego to śladów próżno szukać by w jego oficjalnym życiorysie. Szczerze mówiąc nie dziwię się, bo incydent ten - jak mniemam - ani rusz nie pasuje do wizerunku rycerza IV RP a'la Szef i Mentor Kaczyński Lech and his little Brother Jaro, Leader of the Pack. Ba, mógłby naputać mu to sporo kłopotów. Nie zamierzam dalej drążyć tego tematu, bo jedynym dowodem w sprawie mogą być jedynie moje wspomnienia. Zgodnie bowiem ze słynnym powiedzeniem pana premiera - „jeśli były dokumenty w tej sprawie, to na pewno zostały zniszczone". Ale niech tam! Zmierzam do tego, że teraz ten ponoć nieskalany „bojownik o lepszą sprawę" zostaje karbowym telewizji publicznej. Jest oczywiście o co walczyć, bo w obiegowej opinii pis-dzielców, powołujących się też na tzw. elektorat, publiczna TV w skandaliczny sposób flekuje partię ich ukochaną. Bezpartyjny oczywiście Andrzej Urbański, i absolutnie apolityczny ma się rozumieć, zrobi COŚ by państwowa telewizja odzyskała wiarygodność i rzecz jasna pion. I dziwi mnie tylko jak to się stało, że świętej pamięci prezes Kwiatkowski stojący za kampanią prezydencką Kwaśniewskiego, był politycznym komisarzem i skandalicznym przykładem upolitycznienia telewizji, zaś prezydencki urzędnik, od lat stojący na baczność przez tymże prezydencikiem, to dowód odpolitycznienia TVP i gwarancja jej niezależności. Nie kumam tego niestety. Ale chuj z tą telewizją, niech tonie. I tonie faktycznie, bo jak czytam, oglądalność lekko - delikatnie mówiąc - spada, a to oznacza ciężkie, bardzo ciężkie czasy. Przy czym uwaga, nie najlepsza to wiadomość dla prywatnych telewizji! Sfrustrowane barkiem należytego dotarcia do ludności rodzimej Kaczory, zrobią wszystko, by w krótkim czasie udupić wszystkich prywatnych i niezależnych i pozbyć się źle mówiących o kaczej rodzinie konkurentów. Studiowanie przez Jarosława „Krótkiej historii WKPB" jak widać, przynosi powoli spodziewane efekty.
wtorek, 27 lutego 2007
Wracam jeszcze do tego tematu, bo nie wszystko mi się zgadza. Tak naprawdę to nic mi się nie zgadza, ale mniejsza z tym. Skupmy się na jednym tylko wątku. Macierewicz, Kaczyński (jeden i drugi), plus paru klakierów, przez całe tygodnie jeśli nie miesiące, powtarzali nam, jaką to potęgą jest to WSI, jak rządzą skrycie całym krajem, począwszy od szaletów publicznych, poprzez huty, kopalnie, media, instytuty, stocznie, cegielnie, na ministrach skończywszy. To więc pytam naiwnie: jak to się do kurwy nędzy stało, że taka wszechpotężna siła, niczym nieokiełznana, dopuściła do wyboru w 2005 roku tych wszystkich pisich popaprańców? Przeoczenie, błąd w sztuce, zlekceważenie przeciwnika? A skoro gdzieś tam dali dupy ci wszechpotężni magowie i Bondy z WSI, to jakim prawem miesiąc później, nieco - jak rozumiem - już mądrzejsi, dopuścili do wyboru na tron mamrotającego gościa o przykrótkim wzroście? Przecież doskonale wiedzieli czym jest to pchające się do władzy towarzystwo i czym ten układ im grozi. Wychodzi na to, że albo to idioci i dyletanci, albo - co prawdopodobniejsze - żadna to potęga i średnie zagrożenie. Nie bardzo bowiem sobie wyobrażam, żeby w jakimkolwiek kraju w którym służby specjalne miały by siłę i pozycję przypisywaną im przez Macierewicza i spółkę, patrzyły spokojni na to, co się dzieje i co się święci. Ludność głosowała by rzecz jasna tak jakby chciała, ale wybrani byliby ci co trzeba. Nie chce nawet snuć przypuszczeń, jaki los mógłby spotkać największych krzykaczy będących wbrew. I jeśli już to nasze WSI nie było takie potężne (no pal sześć te wybory), ale jednak silne, to jakim prawem pan Macierewicz spokojnie ukręcił im łeb. Jakie to służby specjalne, które spokojnie patrzą jak ich wróg gra im na nosie, pluje w oczy a na koniec podrzyna gardło? Oj, zdaje się, że z jednej strony wielka to tandeta, a z drugiej totalna ściema. Uśmiać się można po pachy: służby specjalne, tysiąc albo lepiej wyszkolonych oficerów i to czasem w niezłej szkole, ponoć strasznie niebezpieczni, do tego tysiące agentów, kasa i środki, no i całe to towarzystwo bezradnie patrzy jak kończy ich bodaj dziesięciu gości, czasem nie do końca zrównoważonych. Chcieli walczyć z światowym terroryzmem, a wyruchał ich zwykły Macierewicz! Nawet nie podobny do Osamy.

(by_gondek)

Niniejszym informujemy wszystkich płacących abonament i wspierających rządzącą Partię Pozbawionych Rozumu, iż Prezes Bronisław Wildstein padł!!! Widzisz Bronisławie, myślałeś, że Jarek to facet z klasą. A on ani klasy ani kasy.
poniedziałek, 26 lutego 2007
Czyli - jeśli dobrze rozumiem - wszystko co było a co nie jest akceptowane przez „nowe elity", co datuje sie przed rokiem 1989 a najlepiej przed 2005, to syf, kiła i komunistyczna propaganda? Mam zapomnieć więc i nie zachwycać się już więcej Wajdą, Cybulskim, Łomnickim, Beksińskim, Kantorem, Niemczykiem, Tomaszewskim, Kieślowskim, Wilhelmim, Gajosem, Andrzejewskim, Szajną, Hasiorem, Dunikowskim... plus jeszcze przynajmniej setką innych nazwisk. Mam o nich nie pamiętać, opluć ich czyli sprawiedliwie osądzić, bo artyści ci pławili się w komunistycznym luksusie, służyli zdradzieckiej władzy i jej kulturze, grali, robili filmy, pisali książki i wystawiali przedstawienia, malowali i robili kariery korzystając z mecenatu PRLu. W prostych i nieskomplikowanych rozumkach pisiorów, są więc pewnie ludźmi niegodnymi, łże-autorytetami, zdrajcami narodowej sprawy, osobnikami którymi nie ma co się zachwycać. Nic się nie liczy, najważniejsza jest rewolucja. „Bo my, społeczeństwo wolnej i niepodległej IV Rzeczpospolitej, wychowamy sobie nowych artystów, godnych tego mina, realizujących estetyczne interesy naszych politycznych celów. Czas skończyć ze sztucznymi elitami III RP i jej komunistycznej poprzedniczki. My stoimy tu gdzie stoimy, oni zawsze stali tam gdzie ZOMO." W zakutym łbie tak sobie układa plan nowej kulturalnej rewolucji, czołowy „polityczny artysta" tej już lepszej ponoć Polski. No cóż, błazen, to niestety też artysta drogi panie Jarosławie. Wysoko latasz, krótko będziesz spadał!
sobota, 24 lutego 2007
Po przebrnięciu przez Raport tow. Macierewicza, a bardziej może, po wysłuchaniu różnych opinii, w tym bluzgów ludzi, którzy z nie bardzo zrozumiałych powodów stali się „bohaterami" tego donosu, wiem na pewno jedno. Otóż drodzy obywatele i obywatelki: niechaj nigdy, ale to nigdy w życiu, nie przyjdzie wam do łba, żeby zrobić coś dla Polski, lub - jak wolicie - dla Ojczyzny. Jeśli chcecie mieć święty spokój, żyć bez stresów, nie być obiektem inwektyw i podejrzanych spojrzeń sąsiadów, jeśli nie chcecie uchodzić za zdrajców, przestępców i sprzedawczyków, miejcie Polskę i jej interes głęboko w dupie. Niech pismo węzełkowe Majów, lub artykuł z izraelskiej gazety, tłumaczy sobie Antoś i jego sfora, wy zaś siedźcie cicho i ani mru, mru. Co wam bowiem przyjdzie z uścisku spoconej dłoni Macierewicza i marnych trzystu złotych zapłaty (może więcej, może mniej)? Chwila satysfakcji dziś i miejsce na latarni jutro, kiedy znów zmieni się układ u koryta, a przecież się zmieni... Więc jeszcze raz proszę: nie napinaj się obywatelu! Roluj kogo możesz, olewaj polityków, baw się i używaj życia póki jeszcze ci się chce oraz dymaj patriotyzm. Jednym słowem zadbaj o ciebie, bo Polska z pewnością o ciebie nie zadba. Jej już nic nie pomoże.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7