tabloid online w stanie spoczynku
sobota, 28 lutego 2009
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Gazety przekonuje, że „całkowicie odnowiony jestem". Stąd też te wszystkie dęte reklamówki, te trzy emerytki wokół niego, te mądre zdania, przepisane żywcem z Super Expressu, czyli organu prasowego wszystkich badziewiaków. Na takie tetryczenie starego kawalera mogą się nabrać jedynie całkowicie głusi i całkowicie ślepi. Zamiast męża stanu jednak, mamy to co zawsze, tym razem ukryte pod warstwą pudru, mamy coś na kształt transwestyty nie mogącego się zdecydować czy chce być chłopem, czy może dworcową dziwką. Zresztą, gdyby takie panny kręciły się po dworcu ten - jak się mawia - najstarszy zawód świata dawno by już zanikł. Nawet nie muszę was szczególnie przekonywać: niezależnie od garniturów, koszul i krawatów zawsze będzie to nabuzowany, zakompleksiony i zapuszczony gość, nie tyle mąż stanu, co... no, powiedzmy żona stanu.
PS. Przepraszam wszystkich tych którzy noszą nazwisko Kaczyński. Wiem, że w tych czasach nie jest wam łatwo, wiem, że nigdy w najgorszych snach nawet, nie przypuszczaliście, że nazwisko które nosicie będzie synonimem nieudacznictwa, pieniactwa i zwykłego politycznego kurestwa. Nie przejmujcie się jednak i dzielnie znoście zniewagi, bo w gruncie rzeczy przecież żadną miarą nie dotyczą one was. Ot, przez zwykły przypadek i złośliwość losu, dwóch gości nosi to samo nazwisko co wy, nazwisko , z którego WY jesteście dumni.
piątek, 27 lutego 2009
Przedziwne bywają objawy polskiej paranoi . Od lat i od czasów jak tylko pamiętam, a dużo pamiętam, ciastkiem stricte warszawskim była wuzetka. Wydawało się, że tak było, jest i będzie. Ale reformatorów i poprawiaczy rzeczywistości jest ci u nas dostatek. Nie może tak być, orzekli, aby słodkim symbolem stolicy było jakieś ciacho, upamiętniające nazwą budowniczych stalinowskiej trasy W-Z. To nic, że ciacho jest dobre, o niebo lepsze od glutowatej kremówki papieskiej, przypominającej perfumowane smarki nie powiem kogo. To nic, że ciacho to wrosło w Warszawę niczym Syrenka. Lustracja dopadła słodkości.
Nijaki Jan Olczak (zapamiętajcie to nazwisko), prezes warszawskiego cechu rzemiosł spożywczych ma kwity na wuzetkę niczym Cenckiewcz i Gontarczyk na Wałęsę. Ponieważ ciacho to kolaborowało z komuną, to musi zniknąć. Olczak filozoficznie dodaje: „Mam nadzieję, że Warszawa doczeka się wreszcie swojego ciastka i mieszkańcy będą napawać się jego smakiem. Zasłużyli na to". Otóż sądzę, że mieszkańcy jeśli na cokolwiek zasłużyli, to na pewno nie na to, żeby bele jaki chuj mówił im jakie ciastka mają jadać ze smakiem, bo taki jest rozkaz z góry. Nikt nie każe Olczakowi żreć wuzetki, niech więc Olczak nie każe nam żreć jakiegoś słusznego ideologicznie syfu. To po pierwsze.
Po drugie, do chóru lustratorów cukierniczych dołączył również Łukasz Blikle spadkobierca i szef kiedyś renomowanej warszawskiej firmy cukierniczej. Jemu też wuzetka kojarzy się ze... Stalinem. Jedyne co można w tej sytuacji zrobić, to bezradnie rozłożyć ręce. No, nie ma niestety leków na genetycznych idiotów. Tatusiowi i dziadkowi pana Łukasza, jakoś nie przeszkadzało, że przez dziesięciolecia robili z komunistami świetne interesy. Piekli pączki po które przylatywały sekretarki z pobliskiego KC PZPR. Teraz to rodzinkę uwiera. Jeśli mają więc jakiś problem moralny, jeśli pragną lustracji, to niechaj w pierwszej kolejności zlustrują sami siebie, a dopiero w ostatniej kolejności wuzetkę. I niechaj się wezmą do roboty, bo słynne do niedawna pączki Bliklego, coraz bardziej przypominają kłębek suchych trocin dla niepoznaki polanych lukrem i posypanych pomarańczową skórka. A wuzetka bez względu na stado paranoików i tak będzie żyła całkiem dobrze swoim własnym życiem.
czwartek, 26 lutego 2009

Jak czytam od czasu do czasu blog Wojciecha „Trzy Promile" Wierzejskiego (trzeba wiedzieć co czynią dyżurne głupki), to strasznie się martwię moją i naszą wspólną ślepotą. Zanurzeni bowiem po uszy w kibicowaniu innym głupkom, wydawało by się nieco lepszego sortu, nie zauważyliśmy jaki skarb bokiem nam się wymyka. Ten skarb nazywa się Roman Giertych!
Otóż z blogu tegoż Wierzejskiego wynika czarno na białym (a nawet czarno na czarnym), że tenże Giertych już w roku 2000 przewidział, że jest strasznie chujowo i kryzys mamy za pasem. Kiedy inni pseudo ekonomiści nurzali się w rozpasaniu i rozpuście, i nie zauważali oczywistych sygnałów, że liberalny świat oto chyli się ku upadkowi, Roman Giertych wszystko wiedział i przewidział, a swymi diagnozami podzielił się z narodem w książce „Lot orła".

     „Mamy tu - pisze Wierzejski - pokazaną genezę kryzysu światowego, analizę mechanizmu funkcjonowania światowego systemu finansowego i dość precyzyjnie podaną prognozę kryzysu (...) Gdy wtedy pisał o tym Roman Giertych, wyglądało to na jakieś obsesje antyzachodnie, czy antykapitalistyczne. Tymczasem podał on najbardziej wiarygodny scenariusz zdarzeń. Trudno przy takiej okazji powtórzyć po raz kolejny: „a nie mówiliśmy?"...

Czuję się więc poważnie zawstydzony, ja maluczki, niewdzięczny pół-obywatel Najjaśniejszej i Najśmieszniejszej Rzeczpospolitej, że tak nieroztropnie zlewałem pana Giertycha ciepłym moczem. Nie dochodziło do mojej zakutej pały, że Oni przewidzieli to, co lada moment miało nastąpić, że jeżeli komuś w Polsce można ufać i brać to na poważnie, to tylko LPRowi i jego wielkiemu pod każdym względem, i och i ach, liderowi Romanowi „Koniowi" Giertychowi. Zasadnym więc jest też pytanie, co do kurwy nędzy warci są ci wielcy niby ekonomiści światowego liberalizmu, co mi po sławnym noblistach z ekonomi, po co na mej półce stoją książki różnych guru światowej ekonomii? Cóż oni znaczą, co znaczą ich uczelnie, zaplecze i doświadczenie, skoro taki sobie raczej niewyględny prawniczyna z zapyziałej Polski, w dwa wieczory (no, może w trzy) skumał i opisał wszystko nad czym oni łamali sobie łby przez lata. Dziękuje ci Wierzejski żeś mi wskazał nowego bohatera, dziękuję ci Polsko, żeś na świat wydała tak uzdolnionego syna i ducha świętego amen.

środa, 25 lutego 2009

Drodzy parafianie i parafianki (zwłaszcza te cnotliwe), konkubiny i konkubenci, obywatele i obywatelki rozmiłowani w bogu, wy wszyscy którym głęboko na sercu leży dobro ojczyzny i poszanowanie wiary ojców, dziadów i pradziadów. Najwyższy już czas żeby zaprotestować! Otóż 15 sierpnia Wy i Wasz kościół obchodzicie wielkie ponoć wasze święto: wniebowzięcia najświętszej Marii Panny. To ważny dla was dzień. Tymczasem elementy wrogie, libertyńskie i moralnie skompromitowane, zapewne z podszeptu szatana szyją na ten dzień wredną prowokację. W Warszawie ma wystąpić z jedynym koncertem w Polsce nijaka Madonna. To wredna suka i pizda, swym wyuzdaniem deprawująca wasze dzieci i wnuki, aborcjonistka, puszczalska, szatani pomiot, a nade wszystko zbrodniarka szargająca dobre imię Madonny. Nie możecie na to pozwolić!!! Ona nie powinna występować w tak wielki dla Polaków dzień, ona w ogóle w Polsce nie powinna występować w żaden dzień, Szlaban, szlus, persona no grata, dziwka, zdzira, do prokuratora z nią.
Niech tylko Orzechowski napisze zgrabny donos. On w tym jest wprawny, bo nie jeden donos już pisał. Ten ostatni, na izraelskich autorów programu „Like a Virgin", to prawdziwy majstersztyk. Niech więc Mirek działa. Tym bardziej, że tu sprawa jest prosta. Nie trzeba układać się z żadną ambasadą, nigdzie nie trzeba jechać. Jak się tylko suka zjawi, natychmiast sukę w kajdanki i do ciupy. I żadna tam deportacja. Sądem 24-godzinnym skazać dziwkę na dożywocie. Niech wie, że nie można bezkarnie obrażać wiary polskiego narodu, nie można z Maryi czy Madonny robić puszczalskiej, dymającej się z każdym napotkanym w parku Żydem, nie można prowokować nieobyczajnych zachowań w tak wielki dzień. Niech sprawiedliwość znaczy sprawiedliwość.
Parafianie działajcie, czym prędzej działajcie, bo inaczej znów was przekręcą sprzedajne zdrajce, finansowane przez określone grupy z Brooklynu. Do boju i na wieki wieków amen!

wtorek, 24 lutego 2009
Milowymi krokami zbliża się dzień kinowej premiery mega-hitu „Popiełuszko". Wszystkich, którzy do tej pory nie nabyli biletu uprzejmie informuję, iż dysponuje jeszcze pewną ilością wejściówek uprawniających do obejrzenia tego dzieła. Większość miejsc jest niestety stojących, ale jest jeszcze kilka wolnych w klęcznikach przed ekranem. Zainteresowanych proszę o kontakt sms-owy (691 142 261) celem rezerwacji naprawdę ostatnich już biletów. Szczęśliwcom życzę mocnych wrażeń. Dla słuchaczy Radia Maryja - 30% zniżki. Powodzenia.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7