tabloid online w stanie spoczynku
czwartek, 30 listopada 2006
Śląska prywatka faszystów dla niepoznaki zwanych Wszechpolakami, wzbudziła niepokój pana premiera. Nazwał to skandalem bodaj i jeszcze coś dla niepoznaki nagadał, że on niby taki pryncypialny, zmartwiony i generalnie demokrata. W podobnym tonie zachował się wicepremier Koń, choć temu owies tradycyjnie uderzył do łba. Plótł bowiem coś o jakiejś prowokacji czyli, że to nie Wszechpajace tylko przebierańcy. Najpewniej (jak wykaże dochodzenie ziobrowej prokuratury) w ten oryginalny sposób, bawiła się młodzieżówka SLD wspólnie z Demokratami. Niezależnie jednak jakie puste słowa wypowiedzą jeszcze premier i wicepremier, to i tak będą to... puste słowa i zwykła ściema. Premier chociaż nie faszysta jest zakładnikiem wicepremiera faszysty, bo przecież nie kto inny jak Koń, jest honorowym przewodniczącym owych faszystowskich Wszechpajacy i jak każdy przewodniczący wie mniej więcej co „jego" organizacja robi. Premier nie może jednak pogonić z rządu kolejnego przestępcy, bo ten rząd rozleci mu się w pizdu. A jak nie ma rządu, to jedyną perspektywą jest kurnik i miękkie lądowanie na talerzu jako danie po pekińsku. I niechaj pan premier nie mówi więcej, że imprezka ta to skandal. Bo nie pierwsza to tego typu imprezka o której z pewnością pan premier musiał słyszeć. Pomijam drobny fakt, że gazety wielokrotnie publikowały fotki „dobrze bawiących" się faszystów, w tym nie tylko członków Wszechpajacy, ale przyszłych członków rządu Rzeczpospolitej 4½. I to jest skandalem, że premier grzmiąc „skandal" trzyma we własnym rządzie faszystowskie śmieci. To go jakoś nie bulwersuje. Zresztą nie kto inny jak pan premier, sprawnie posługuje się językiem wręcz nacjonalistycznym (to nie znaczy że faszyzuje), i na kolankach biega do pewnej rozgłośni w Toruniu, bynajmniej nie postępowej i otwartej ideologicznie. W tymże radiu postawy i poglądy Wszechpajacy zdaje się nie wywołują szczególnej konsternacji, a nacjonalizm i rasowo-religijna ksenofobia są powszechnie akceptowalną i szanowaną normą. Więc niech pan premier nie udaje, że ma czyste ręce i że nagle dowiedział się o czymś, o czym do tej pory nie miał pojęcia. Biegając do Rydzyka i potakując mu we wszystkim, trzymając w rządzie i publicznych instytucjach faktycznych i utajonych faszystów, nie da się otrzepać rąk i uniknąć moralnej choćby odpowiedzialności. Tak więc niech pan nie robi ściemy. Dymać to pan może swojego kota, ale nie nas.
środa, 29 listopada 2006
Kwak 1. Niczym piorun zelektryzowała mnie wiadomość: premier będzie miał nową mównicę. Stara jest owszem dobra, żeby nie powiedzieć luksusowa, ale kurna nie może być tak, że nie widać za niej paplającego gościa. Niestety, Jarosław nie dorósł do mównicy. Napisano, że nowy mebel będzie „zdobiony hartowanym szkłem i z pulpitem który da się regulować stosownie do wzrostu premiera". Z końcówki zdania wynika, że premier nasz kochany, co rusz zmienia wzrost i w ogóle zmienia się niczym kameleon. W dni parzyste jest wyższy, w nieparzysty niższy. Pocieszające jest tylko to, że nie zmienia poglądów. Goście od marketingu kręcący się obok Big Jarosława podkreślają, że nowa mównica i nowa aranżacja sali konferencyjnej, może poprawić odbiór przekazywanych przez premiera treści. Tak naprawdę się wyrazili, i raczej nie żartowali. „Poprawić odbiór przekazywanych treści..." - nic tylko tarzać się ze śmiechu. Jaki odbiór, jakie treści...??? Kasa w błoto. Bo nawet jeśli dzisiejszy premier zostawi tę genialną mównicę w spadku następnemu premierowi, to i tak do niczego się ona nie przyda. No bo na chuj komuś mównica która sięga do kolan?

Kwak 2. Kolejna wieść jest równie elektryzująca. Otóż tu i ówdzie poszło info, że przegrany w Warszawie Borat Marcinkievic, może zostać... ministrem edukacji. Tak sprawę widzi bohater notatki Kwak 1. Widzi dobrze, czuje źle. Bo czuje mianowicie, że pogonienie Konia oznaczać może koniec tzw. koalicji. I w zasadzie jest to jedyny problem. Bo ów chłam z LPR liczy się jeszcze w sejmie. Na co dzień nie istnieje i wart jest mniej więcej tyle co rozdeptany karaluch. Truchło robacze. Zresztą naczelny Karaluch LPRu, kiedy tylko doniesiono mu o zamiarach Jarosława, zareagował natychmiast. Zabulgotał mianowicie. Stuknąwszy obcasami, uniósł w górę prawą dłoń i rzekł: „jeśli ten konus zrobi Borata ministrem edukacji, jeśli zabierze mi moje zabawki, to to oznaczać może tylko jedno. Wojna". Liga wyjdzie z rządu, nie ma koalicji, nie ma premiera, Pis przechodzi w zwis, Lepper zamyka się w solarium (a co lepszego ma do roboty), no many, no future, no fuckin' Rzeczpospolita 4½. Jednym słowem chujnia!

Z Forum:Dlaczego ta miernota Giertych jest takim robalem. Wlezie gdzie go nie chcą i jeszcze straszy, że bez niego to choćby potop. Cała praca nad modernizacją szkoły sprowadza się do kilku populistycznych haseł i dbania, żeby nikt nie poruszył tematów naprawdę trudnych i ważnych. I to jeszcze kiedy widzi, że jego żałosne podrygi do niczego nie prowadzą. No może tylko to przegranej z Krasnalami ... co paradoksalnie - skoro może wyjść narodowi na dobre - uzasadnia jego durne działania. I chyba to jest jedyny pozytywny odcień działalności tej miernoty. (...) W tej sytuacji Marionetkiewicz na stanowisku min. edukacji - z racji znawstwa tematu - byłby odpowiedni. Co więcej nawet zaakceptowałbym tą propozycję chociaż PISuarów nie znoszę jak psów". (by_dyrci)

Nowy premier, stara mównica, klasyczny widok...

wtorek, 28 listopada 2006
Jeszcze raz powtarzam: nieustanne bełkotanie kaczych synów o tym, że przyczyną porażki Borata Gorzowskiego i zwycięstwa Dziewicy Hanny jest poparcie tej ostatniej przez Kwaśniewskiego, to niezamierzony - jak rozumiem - gest w kierunku ex-prezydenta. Big Jarosław w swoim zacietrzewieniu (jak to u małych ludzi) posunął się tak daleko, że nie zauważył nawet, iż demonizując rolę Kwacha w całej tej sprawie BUDUJE MU JEDNOCZEŚNIE POMNIK. Jest to pomnik wielkiego polityka, przynajmniej jak na polskie standardy, który mimo, że od miesięcy nie uczestniczy ani w życiu publicznym ani politycznym, nadal jest postacią niesłychanie wpływową i charyzmatyczną. Podkreślam: to nie moja ocena, to wniosek z przebiegle marketingowych działań Kaczojarosława na rzecz Kwachoaleksandra. Bo jeśli (zgodnie ze słowami premiera), Obywatel Kwaśniewski jednym prostym gestem jest w stanie odwrócić wynik wyborów w stolicy kraju, pstrykając palcem jest w stanie pogrążyć „wybitnie zdolnego" kandydata Przewodniej Siły Narodu, to znaczy że wielką osobowością jest i drzemiącą siłą. I jeśli Jarosław dalej zastanowi się nad tym co powiedział, to jeszcze bardziej się zestresuje i przestraszy. Bo co będzie drogi mój premieruniu, jeśli tenże Kwach, „utajony tygrys, zaczarowana moc", któregoś dnia ziewnie, przeciągnie się i powie: „No dobra chłopaki, koniec tej zabawy i wypierdalać mi stąd. Teraz ja tu rządzę"? Po pana oświadczeniu panie premierze, ludność tubylcza tak właśnie zaczyna to rozumieć, przewiduje że to się stanie. I jeśli kandydat Olek pójdzie (oby) do wyborów, to - także dzięki panu panie premierze - nie będzie nawet trzeba leśniczego, żeby wypierolić was z tego lasu. Amen!

Hasło na mury: >Marcinkiewicz = NO! NO! NO! < (by_revelstein)

poniedziałek, 27 listopada 2006
No i ma ci premier używanie. Tyle miesięcy minęło i - jak mawia Kuczyński - „układu ani sladu", a tu nagle msz ci! Jest układ. I to jaki! Z byłym prezydentem w tle, który miał czelność poprzeć kandydata wroga. A myśmy tak koło niego chodzili, tak prosili... Olek, kurwa, bądź człowiek, poprzyj Kazia a nie to babiszcze z Platfusów. Jak wygramy, to może nawet i to biuro co oddamy, a Byniek Ziebro to na bank już się od ciebie odpierdoli. Tylko Olo, pamietaj! Kaziuk i jeszcze raz Kaziuk. On ci nasz". No ale Olo wypiął dupę na kandydata Przewodniej Siły Narodu (PSN). Teraz Kaczor Mądrzejszy toczy pianę i przyrzeka zemstę. Układ będzie ścigany i tępiony z jeszcze większą determinacją, bo Układ jest wszechobecny. I w tym sensie te wybory są błogosławieństwem dla PiSu (PSN), bo gdyby nie daj Boże Borat Marcinkievic wygrał w Warszawie, to kogo oni by kurwa ścigali: Układ po którym nie ma śladu, który rozmył się jak mgła? A tak wróg znów istnieje i rysuje się w ostrzejszych barwach. I bój to jest nasz ostatni...
Dziś lud roboczy wsi i miasta
W jedności swojej stworzył PiS,
Co się po ziemi wszerz rozlewa,
Jak świt łamiący Układów moc.

(Fragment Międzynarodówki, nieco tylko stuninngowany na doraźne potrzeby politycznej manipulacji).
Nasz Kazimierz „Borat" Marcinkiewicz wraca do swojego Kazachstanu. Takiej wersji wydarzeń pisiory na poważnie nie rozważali. Według strategów tego Kórnika, Borat Marcinkiewicz był zdecydowanym kandydatem do zawłaszczenia Warszawą, który miągwę HGW miał łyknąć na śniadanie. No ale pani Hanna była oścista i utkwiła w gardle naszemu Kazachowi. Jest więc problem. Niespodziewaną porażkę Borata już tłumaczy się wszechobecnym „układem", dodatkowo wzmocnionym przez znienawidzonego przez drobiowy klan Kwachem. Patrzcie jaki posłuch ma ten ex-prezydent wśród narodu. Przyjechał na dwa dni, powiedział że on zagłosuje na Hannę i odjechał. A naród pomny kto tu rządził i mający szacunek do niektórych przedstawicieli władzy (nawet byłych), karnie stawił się do urn, postawiwszy wpierw krzyżyki we właściwym miejscu. To musi boleć! Kwaśniewski po roku swej prezydentury był najlepiej postrzeganym politykiem w Polsce i takim pozostał praktycznie do końca swej prezydentury. Następca, po roku politycznej wegetacji jest co najwyżej (przez grzeczność) przedmiotem taktycznego milczenia, a w praktyce obiektem niewybrednych żartów, czyli pośmiewiskiem. No, ale miało być o Warszawie. Tyle że, co tu pisać? Stało się tak jak miało się stać. Żarciki, słodkie miny i szmelc-dowcipy nie trafiły na zbyt podatny grunt. „Ja być Borat z Gohszowa i ja kohać Warszawa i być presydent bardzo hcieć... Wy na mnia glosować a ja w odbyt wam wejść. I być dobsze, bo Pis dobra i Borat być dobra". Niestety, na ten film ludność stolicy nie poszła do kin.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7