tabloid online w stanie spoczynku
poniedziałek, 30 listopada 2009

Pewien wredny chuj i pijus z Gdańska powiedział: „Kościół zachowuje neutralność jeśli chodzi o wybory polityczne. Natomiast jeśli chodzi o wybory samorządowe, Kościół ma te same prawa i obowiązki. Księża powinni się w nie włączyć, to znaczy głosować i wskazywać właściwych kandydatów”. Ta menda uważa się więc za niezwykłego mądrale i sądzi, że wszystko mu wolno. Fakt, Polska jest kabaretowym krajem, ale nie aż tak bardzo jak ten cały Watykan, mocarstwo pedofilów wielkości psiej budy, które de facto fiuta tego zrzuciło tu na spadochronie. Pewne rzeczy uchodzą w Polsce bezkarnie, ale jest granica, której nawet taki pijany przebieraniec nie powinien przekraczać. A teraz zgadnijcie drodzy i bogobojni parafianie o kim tu piszę. Na wszelki wypadek ani nie zaprzeczam, ani też nie potwierdzam.

Poddani prezesa, tego, który z „ziemi wolskiej” podążał, za nic mają brata jego jedynego, chwilowo prezydenta. Ci poddani bowiem, chcą zakwestionować (znaczy zaskarżyć) traktat lizboński. To spisek niestety i totalna niesubordynacja. Bo jak to tak? Ten pan prezydent tyle się narobił, tyle nachodził przy tym traktacie, większość punktów sam negocjował, pocił się, sapał, walczył, chciał dobrze a może nawet najlepiej, przez chwilę nawet stał się abstynentem (plotka?), w każdym razie flaki sobie bidok wypruwał, i nagle… I nagle banda idiotów, zdrajców i sprzedawczyków, ten cały jego wysiłek chce przewrócić do góry nogami. Jarek, kurwa, weź to bydło twardą ręka za ryj, bo ci brata do cna psychicznie wykończą. Ta menda Giżyński, i ten psychol Macierewicz jaja sobie robią.

To nic że mają trochę racji. Nie po to przecież nasze dziadki krew z siebie wiadrami wylewali, nie po to z fasonem szli na śmierć, żeby teraz jakimś traktatem cały ten farmazonizm rozmienić na drobne. No, ale pal tam niepodległość, jeśli tylko autorytet tego pana prezydenta miałby ucierpieć. A my patrioci, wierzymy panu prezydentowi, bo on wie co robi i gorąco protestujemy przeciwko próbom podważenia jego autorytetu przez grupę niedorozwojów. Wolszczaków i wypierdków i twoich poddanych Jarosławie. A że to dęta akcja i marnie przygotowana, niechaj świadczy o tym fakt, że pod petycją nie podpisał się kwiat polskich intelektualistów: pani Szczypińska, pan Putra, oraz pan Suski.

niedziela, 29 listopada 2009

Dziś coś dla wiernych, ale niekoniecznie katolików i katotalibów. Dziś promujemy całkowicie za darmo i bez zobowiązań islam, czyli robimy ukłon w stronę wyznawców Mahometa. Niestety zdjęcie wyszło niewyraźne, bo cały ten aparat to głupie bydle, i uznał, że należy skupić się na wyostrzeniu pierwszego planu. A mnie chodziło o to generalnie, by uchwycić ów piękny minaret, widoczny na dalekim planie i niestety rozmazany. W każdym razie udany, czy też nie, widok na minaret jest. I życząc wam miłej niedzieli, ściskam kciuki za to, by obok krzyża w szkołach zawisł też choćby półksiężyc, bo przecież wszystkie religie są równe i żadnej nie można nadmiernie wyróżniać, czy też marginalizować.

sobota, 28 listopada 2009

Wedle tajnych i pokątnych informacji, nasz przewielebny prezydent Lech Aleksander Kaczyński podpisał ustawę zezwalająca na farmakologiczną kastrację pedofilów. Jeśli prawdą jest to, co twierdzą homofobii, że od pedalenia to już tylko milimetr do pedofilii, to aż strach pomyśleć na kogo pan prezydent podpisał wyrok. I co na to brat generalnie? Poza tym decyzja ta może mieć istotny wpływ na stosunki z hierarchią kościelną jak i też innymi wyznaniami.

I nie chodzi wcale o to, że Mahomet był zatwardziałym pedofilem (bo był), a Chrystus ponoć też miał co nieco na sumieniu, ale takie czasy wtedy były, oraz takie a nie inne mody i upodobania. Pamiętajcie, że tatuś Jezusa posiadł mamusię Maryje, kiedy ta miała 14 czy też 15 lat. Ale jeśli zostawimy te historyczne zaszłości, to ciekaw jestem bardzo, czy tych i owych biskupów też będą dziergali chemicznie, czy może nożykiem ciach i po krzyku. No i kto im o tym powie i przeprosi za dalsze wynikające z tego niedogodności.

piątek, 27 listopada 2009

Józef Michalik jest biskupem, a poza tym ponoć przewodniczącym konferencji episkopatu Polski. Nazwa instytucji brzmi na tyle groźnie, że panu biskupowi wydaje się, iż na sam jej dźwięk podanym będą trzęsły się nogi ze strachu i nawalą w spodnie. Po drugie biskup jest wręcz przekonany, że z wysokości swego urzędu może pleść bzdury, a każdy wykwit chorej myśli uchodzić powinien wręcz za przykazanie. Olać go jednak! Ja oczywiście rozumiem, że jako pan biskup jak najbardziej zabierać może głos w sprawie krzyża. Tyle, że prosiłbym bardzo, aby swoich prawd nie uogólniał. Jak Trybunał Europejski zaleci usuwanie krzyży stąd i zowąd, to będzie się je systematycznie usuwało. Wolno, ale konsekwentnie, nie zważając na opinię biskupa Michalika.

Argument biskupi brzmi: „Krzyż to nie tylko ozdoba i kultura. To najważniejszy moment w historii, gdy Jezus umarł za nas na krzyżu. Ten wyrok musiał nas wszystkich zaboleć.” Nie wiem, czy Jesus umarł za kogoś na krzyżu (świadków nie ma, a relacje po wielokroć zmanipulowano), ale jeśli nawet, to na pewno nie za mnie. W ogóle używanie takiej figury retorycznej, to nadużycie i wierutna bzdura, powtarzana z uporem od wieków. Dziś więc mało kto poczuwa się do jakiejkolwiek wdzięczności za domniemany cud ocalenia, tudzież równie domniemany akt poświęcenia. Symbole więc wietrzeją, stają się pośmiewiskiem. Myślę sobie też, że gdyby nawet ten Jesus tak się nie poświęcał jak ponoć się poświęcał, to pewnie nie byłoby tak źle, a może nawet byłoby zdecydowanie lepiej. Na pewno nie odbyło by się parę krwawych wojen i nie zapłonęłoby parę milionów stosów. O innych niedogodnościach już nie wspomnę, bo to drobiazgi.

Kolejny argument pana biskupa to stwierdzenie, że „trzeba uszanować ich [czyli wielbicieli krzyża] prawo do publicznego wyrażania swoich przekonań religijnych”. Racja. Niechaj sobie publicznie wyrażają swoje przekonania, niech publicznie, czyli na środku chodnika, leżą plackiem pokutując za swe grzechy (dopóki nie usunie ich straż miejska), niech czołgają się lub pełzną na czworakach do swojego kościoła, niech publicznie się biczują i niechaj publicznie demonstrują mniej lub bardziej racjonalne zachowania. Mają do tego rzecz jasna pełne prawo, aczkolwiek w granicach akceptowalnych ekstrawagancji. Podkreślam jednak, że publiczne „wyrażanie swoich poglądów”, nie oznacza wieszania religijnych znaków w publicznych urzędach i instytucjach. Tu tylko o to chodzi księże biskupie i aż dziwie się, że ten Michalik, człek ponoć tak wykształcony, tego nie rozumie.

W pełni też zgadzam się z panem biskupem co do twierdzenia: „uczciwi ludzie nie mogą milczeć w sprawie krzyża”. Tak, nie mogą milczeć, powinni zabierać głos, co też jako człowiek uczciwy robię i głośno się domagam, aby miejsce krzyża było tam gdzie jego miejsce, w kruchcie, prywatnym domu, mieszkaniu lub garażu.

Poza tym wbrew opinii biskupa Michalika, twierdzę, że w dzisiejszych czasach krzyż to co najwyżej ozdoba i to nie najwyższego lotu. Niestety do tej marnej roli w dużej mierze sprowadził go sam kościół. Jeśli więc chce, to niechaj „walczy” dalej o sprowadzenie jednego z symboli wiary do kompletnego parteru. My w tym za bardzo przeszkadzać nie będziemy, choć z drugiej strony sporo staramy się też robić, żeby ten znak uchronić przez kompletną kompromitacją. W tym sensie występujemy w obronie tego krzyża, brońmy go przed bezmyślnymi biskupami i wiernymi z czasów inkwizycji.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7