tabloid online w stanie spoczynku
piątek, 30 listopada 2012

Pewien emeryt, nazwijmy go Ksawerym K., pewnego dnia nie dostał emerytury. Płatnikiem tej emerytury było dotąd pewne stowarzyszenie dobroczynne, którego nazwa niechaj pozostanie tajemnicą (wszelkie ewentualne skojarzenia są nieuprawnione i niestosowne). Gdy pan Ksawery zadzwonił do rzeczonego Dobroczyńcy dowiedział się ku swojemu zdziwieniu, że emerytury nie dostał, bo... nie żyje!

Ze względu na zasady jakie obowiązują na blogach (pisać krótko i nie zamęczać) nie będę opisywał jak do tego doszło, oraz wysiłków pan K., by udowdnić, że on jednak żyje i ma sie dobrze, a jedynie ktoś spieprzył wszystko co było do spieprzenia. Panie biurwy zgodziły się więc w końcu upierdliwego petenta przywrócić do życia, pod warunkiem wszak, że zrobi badania lekarskie i zgromadzi zaświadczenia medyków jednoznacznie stwierdzające, że... żyje.

Kiedy z trudem wielkim pan Ksawery K. poskładał wreszcie do kupy te wszystkie papiery i zaświadczenia, z których wynikało, iż duchem i ciałem przynależy do tego świata, panie biurwy łaskawie (choć z niechęcią) znów wpisały go na listę uprawnionych do pobierania kasy. Sprawa, wydawało się, znalazła swój szczęśliwy finał. Tyle, ze najśmieszniejsze dopiero przed nami.

Bo kiedy do domu pana Ksawerego przyszedł wreszcie upragniony listonosz, to przyniósł trochę jakby mało tych pieniędzy. Była to tylko bieżąca emerytura, a gdzie ta za trzy miesiące kiedy uchodził za zmarłego? Emeryt Ksawery wsiadł przeto w tramwaj i po raz n-ty odwiedził Swoich Dobroczyńców. Zapytał, dlaczego nie dostał tej zaległej od trzech miesięcy emerytury. I wiecie co odpowiedziała wyfiokowana biurwa? „No jak to dlaczego? Przecież pan wtedy nie żył“! Tak, tak, to naprawdę jest Polska!

Nie nasz cyrk (CBA) nie nasza małpa (Tomek), ale zawsze warto wiedzieć więcej. Przeczytajcie jak wsiok i pasztet Tomasz Kaczmarek, udawał agenta i jakim cudem CBA mogło uchodzić za agencję (towarzyską?), czyli "Jak się robi przykrywkowca".

Czytaj-cz.I >>

Czytaj-cz.II >>

Czytaj-cz.III >>

czwartek, 29 listopada 2012

Mam wrażenie, że prawicowe media są w wielkiej kropce. Po ujawnieniu, że pan Brunon Kwiecień planował unicestwić również Monikę Olejnik i Hannę Gronkiewicz Waltz prawicowa opinia publiczna przez moment zawisła w próżni. Jaki punkt widzenia przyjąć, jak to ocenić?

Dla wszelkiego rodzaju Frond, wPolityce i innych szczujek, Olejnik i Gronkiewicz to wróg publiczny numer jeden, więc z tego punktu widzenia należałoby tylko przyklasnąć zdrowym odruchom pana Brunona, tudzież modlić się o jego rychłe uwolnienie. Ale z drugiej strony, czy aby wypada kibicować Brunonowi…?  Opinie internautów i patologicznych użytkowników prawicowych forów, zdecydowanie wątpliwości te jednak rozwiały. Zgadnijcie która opcja wzięła górę?

A w ogóle to mam wrażenie, a w zasadzie pewność, że Kwiecień, to w coraz większym stopniu ulubieniec wszystkich prawoskrętnych. To biedny, dzielny i wrażliwy Polak (i naukowiec na dodatek, elita), który padł ofiarą spisku i jest przedmiotem niesłychanych prześladowań. To klasyczna, grubymi nićmi szyta prowokacja. Tuskowa jaczejka w ten oto niewybredny sposób, rozpoczęła prześladowania narodowej prawicy i patriotów. Bo przecież Kwiecień to patriota, który miał dobre intencje i chciał walczyć o niepodległą Polskę, wolną od Żydów, zdrajców, szubrawców, lewaków, pedałów i lemigów. Brunon miał dać dobry przykład, miał zacząć narodową rewolucję, ale wrogowie niepodległej Polski (przejściowo u władzy) dokonali zamachu. Gore rodacy, gore, patrioci trafiają do więzień, naszych prześladuja!

środa, 28 listopada 2012

Oto frapujące ogłoszenie jakie znalazłem (via Twitter) na portalu Allegro. Ogłoszenie zaiste słodkie, okazja zaiste niebywała!

Sprzedaję przedmiot wyjątkowy – ołówek z Rzeczpospolitej. Nie jestem stuprocentowo przekonany, ale jest wielce prawdopodobne, że to właśnie nim robił notatki red. Gmyz, pracując nad publikacją o trotylu smoleńskim. Ołówek oczywiście posiada ślady używania, jest m.in. trochę nadgryziony z jednej strony, co świadczy o tym, że autor artykułu bił się z myślami podczas tytanicznego wysiłku intelektualnego. Poza tym wszystko z nim ok. Stan techniczny dobry, sprawny w 100%, można pisać. Wydaje mi się, że to ołówek HB.

Mam świadomość, że brak certyfikatu oryginalności, poświadczonego przez red. Gmyza obniża jego wartość, ale na pewno ołówek posiada wysoką wartość sentymentalną, jeśli nie narodowo-patriotyczną. Zapraszam do licytacji.

PS. Zaczęły się już pojawiać pierwsze pytania od zainteresowanych, zatem wyjaśniam: nie wiem, czy ślady materiałów wysokoenergetycznych, które znalazłem na ołówku to trotyl. Badanie przeprowadzałem na stole w kuchni, więc spektrometr mógł omyłkowo zarejestrować także pozostałości mielonki tyrolskiej”.

Na Węgrzech, czyli w kraju ze snu, w kraju z marzeń i w kraju dzięki Orbanowi miodem i mlekiem spływającym (lekko tylko doprawionym wędzoną papryka i tokajem) pewien polityk domaga się liczenia Żydów. Nie muszę dodawać, że polityk jest rzecz jasna prawicowy (Jobbik), bo przecież normalny człowiek raczej by na taki pomysł nie wpadł. Rząd i ugrupowanie mistrza Orbana, niby polityka potępił, ale wierzyć w dobre intencje Orbana (ostatecznie to też prawica), to tak, jakby wierzyć, że Kaczyński będzie miał syna.

Jak więc już Węgrzy (prawdziwi Węgrzy, dodajmy) policzą sobie tych Żydów, to potem zwrócą się pewnie po radę do braci Lachów, a zwłaszcza pana Lacha Brauna. Ten zaś precyzyjnie określi co który z madziarskich Żydów powinien być w drodze łaski rozstrzelany, zaś ilu powinno być żywcem spalonych w jakiejś przygodnej stodole. Dla Brauna Żyd, dziennikarz i zdrajca, to jedna i ta sama swołocz, więc żaden problem, on chętnie doradzi i nawet posprząta, bo porządek musi być. Zwłaszcza, że tak chce bóg i ojczyzna tego wymaga. W ten sposób też Braun stanie sie naszym towarem eksportowym. Możemy nawet uruchomić produkcję stodół do samodzielnego składania, najlepiej z materiałów łatwopalnych. Nigdy nie wiadomo bowiem kiedy i komu się przydadzą. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9