tabloid online w stanie spoczynku
środa, 31 grudnia 2008
Staropolskim obyczajem, w przeddzień nowego roku, klerycy i mniej doświadczeni księża (czytaj: poddani) modlą się do biskupiego fiuta. Inne przyjemności wieczorem, kiedy nocne wzejdą zorze.

  

wtorek, 30 grudnia 2008
Była pierwsza po południu, może nawet druga, w każdym razie byłem już po kilku napitkach z parasolką, stąd nie do końca dowierzałem temu co przeczytałem. Odczekałem więc trochę, aż pomroczność minie i raz jeszcze sięgnąłem do źródła. Wszystko się jednak zgadzało, nic mi się nie przyśniło, czyli dobrze przeczytałem i zrozumiałem tekst. Otóż pewna pani z Warszawy, lat około z górą czterdziestu, doszła do dramatycznego wniosku. Zrozumiała bowiem, że nie potrafi już dłużej żyć ze świadomością, że jej ukochany mąż, lat nieco ponad trzydzieści, po ślubie nie dostał od niej najcenniejszego daru, mianowicie jej dziewictwa. To „coś" straciła wieki temu, sama już nie pamięta w jakich okolicznościach. W każdym razie ktoś ja puknął, w kim wydawało się jej, że jest zakochana. Teraz zaś ta straszna świadomość „nie mania" tak ją przygniotła do ściany, iż postanowiła dawno przeputaną cnotę odzyskać. Znalazła klinikę, która tę jej cnotkę zrekonstruuje, żeby mogła ją po raz drugi stracić. I na tym w zasadzie kończy się ta cała historia, bowiem reszta, to ckliwy kawałek dla grubych i nieatrakcyjnych miłośniczek seriali telewizyjnych.
Myślę sobie, że to na swój sposób wstrząsające. Będąc kobietą, pewnie byłbym niesłychanie szczęśliwy, że moim największym i najistotniejszym zmartwieniem w życiu jest zagubiona przed laty cnota. Ale już nie chciałbym być tak naiwny, żeby wierzyć, iż wczepienie przez chirurga kawała celofanu, cofnie i przeniesie w niebyt fakt niezaprzeczalny, że cnota może kiedyś była, ale się zmyła. Można też się zastanawiać kto tu pani Dorotce bardziej mógłby pomóc: chirurg czy psychiatra, ale w gruncie rzeczy to nie moja sprawa, a tym bardziej, to nie moja cnota. Znam kilka, a może nawet kilkanaście kobiet (część osobiście), które sporo by dały, aby cnotę stracić i to jak najszybciej, o ile możliwe - nie chirurgicznie. Ot, tak po ludzku, w łóżku, w kiblu na dworcu, w wagonie sypialnym, byleby z facetem. I co? I nic!
W ramach obowiązkowej terapii, panią Dorotkę można by skierować na konsultacje do posłanki Szczypińskiej. Ona by jej pewnie wytłumaczyła (toż to służba zdrowia), że nie jest problemem kobiety 40-letniej brak cnoty, problemem takiej kobiety jest mieć cnotę nadal (pani poseł coś o tym wie).
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Kiszczak przyznaje, że bezpieka manipulowała faktami i tworzyła fikcyjnych współpracowników, by uwiarygodnić materiały zdobyte lewymi metodami, lub pogrążyć ludzi na których pogrążeniu im zależało. W ten sposób wiele osób stało się tzw. TW nie mając o tym zielonego pojęcia, aż do dziś, kiedy wziął się za nich niezastąpiony IPN. To swoją drogą zastanawiające. Z jednej strony państwo ustami swych - ponoć - „najzacniejszych" przedstawicieli grzmi o koniczności obcięcia emerytur esbekom oraz dziejowej sprawiedliwości i nie zważając na konsekwencje nawet to prawo próbuje wprowadzić. Z drugiej strony to samo państwo reprezentowane głównie przez IPN, uważa tychże esbeków za najbardziej wiarygodną grupę ludzi jaka kiedykolwiek zaistniała w Polsce. To byli niezwykle sumienni, skrupulatni i uczciwi ludzie, a w związku z tym można w 110 procentach polegać na teczkach które przez lata PRLu stworzyli. Wedle IPN, bezpieka nie mogła fałszować teczek, bo to było wbrew etyce służby. Jeśli więc ktoś w tym układzie „oficer bezpieki - ofiara oficera bezpieki" kłamie, to z pewnością nie jest to oficer bezpieki. Chcąc być sprawiedliwym, nie powinno się dziś zbiorowo karać byłych esbeków zmniejszaniem im emerytur. Wręcz przeciwnie, wielu z nich powinno dostać emerytury wyższe, a prawie wszyscy złote krzyże zasługi. Zwłaszcza za zasługi dla IPNu, bo bez ich teczek, teczuszek i karteluszek, ta kupa politycznego gówna z Kurtyka na czubku, nie miała by żadnego sensu istnienia.
niedziela, 28 grudnia 2008
Zmroziło mnie, mimo że wokół raczej ciepło, żeby nie powiedzieć upalnie. Piję ja sobie jakąś taką miksturę z wetkniętą parasolka i czytam, że nasz (wasz) ukochany pRezydent znów szykuje rozrywkę. Gratis i bez biletów wstępu. Na początku roku rozpocznie bowiem drugą serię podróży po Polsce. Będzie zawracał dupę ludziom w każdym województwie, zwłaszcza zaś zaweźmie się na wyższe uczelnie. Studenci, strzeżcie się, zapowiada się iż ten rok może być przejebany. Część z was obowiązkowo będzie musiała zapisać się do PiS, bo co to za uniwerek czy polibuda, którą odwiedza pan PpRezydent, a tu ani jednego członka PiS? Skandal i wstyd niebywały. Chętni niech się znajdują już dziś, bo inaczej będą was losować, niczym do funduszu emerytalnego. Okazujcie też odrobinę sympatię panu pRezydentowi, bo inaczej wywalą was z uczelni z wilczym biletem. Zresztą pewnie nie będziecie się musieli bardzo zmuszać, bo jak twierdzi środowisko Lecha Aleksandra, pan pRezydent cieszy się jako profesor, wyjątkową sympatią środowiska studenckiego. Dobra wiadomość jest taka, że będziecie mogli nieco odpocząć po stresie i porządnie się wyspać. Pan Prezydent bowiem ma zamiar na każdej uczelni wygłosić wykład na temat „bieżących wydarzeń", idealna więc okazja do odespania zaległości. Cieszcie się więc. To ostatni taki prezydent który robi z siebie małpę.

  

sobota, 27 grudnia 2008
Siedząc z laptopem na kolanach i pijąc pierwszego, porannego drinka z rozkoszą wgłębiłem się w opis świątecznych polskich fanaberii. Istnieje według mnie proste prawo: im dalej od kraju, tym większy masz dystans do dziejących się tam wydarzeń. W każdym razie większość owych wydarzeń, zamiast denerwować raczej bawi. I tak do łez ubawili mnie koledzy biskupi, którzy nawet w święta nie potrafią przestać zawracać wam dupy. Ani na moment nie umieją oderwać się od własnej, ciasnej i stęchłej polityki. Niestety ich świat coraz bardziej obraca się w gruzy, więc jeśli trzeba to odnajdą was w kiblu, po to tylko by pogrozić palcem. Najbardziej tych kutasików wkurwia ostatnio in vitro. Nie mogą przez to spać, nie mogą chlać, nie mogą dupczyć. Oto krótki zestaw „wyjątkowych pierdół roku" autorstwa naszych nieocenionych, ukochanych i niezastąpionych panów biskupów.
Kolega Nycz: „Człowiek współczesny często chce rozerwać więź między pełnym miłości aktem małżeńskim a poczęciem dziecka i wyprowadzić poczęcie z łona kobiety wykorzystując rzekome postępy medycyny. Narodzenie Boga z Niewiasty przypomina, że nie da się oszukać natury i zastąpić to, co Bóg stworzył - mężczyznę i kobietę".
Kolega Dziwisz: „Trzeba będzie zrezygnować ze sztucznego świata budowanego dla zaspokojenia naszych doczesnych pragnień. Trzeba, bo tego oczekuje od nas Bóg."
Kolega Skworc (chujek z Tarnowa): „Nadeszła godzina świadectwa dla katolickich parlamentarzystów, która niech się wyrazi w prawnej obronie ludzkiego życia jako wartości najwyższej. Życie nie może być produkowane kosztem życia innych istnień".
Wesołej zabawy parafianie! Wasi przewodnicy są nie do zabicia i nie do zastąpienia. Współczując wam autorytetów idę ponurzać się w rozpuście. Amen.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7