tabloid online w stanie spoczynku
czwartek, 31 grudnia 2009

Pan premier Pawlak to ma jednak poczucie humoru. Oznajmił z całą powagą mianowicie – wiecie, z taką powagą, jaką tylko może mieć Pawlak - że „PSL przedstawi kandydata, który będzie osobą atrakcyjną i wartą uwagi”. Chodzi o kandydata ludowców na prezydenta kraju. No, z emocji wprost się trzęsę. I przez kilka ostatnich godzin w głowę zachodzę, cóż on miał na myśli. Kluczowym jest tu słowo „atrakcyjny”. Pamiętajmy, że atrakcyjny w powszechnym rozumieniu, to zupełnie ktoś inny, niźli atrakcyjny w rozumieniu PSL. Recz w tym na przykład, że w rozumieniu tegoż PSL, atrakcyjnym mężczyzną, politykiem, kompanem, rzec można intelektualistą o atrakcyjnych poglądach, jest pan Kalinowski. Tylko znajdzie mi moi mili, choć jedną osobę spoza kręgu PSL, która była by w stanie to potwierdzić. No, dupa z makaronem. Jak się ma Kalinowski do atrakcyjności, z różnych powodów nie chcę tu tłumaczyć.

Może tą „atrakcją” będzie więc pani marszałek Kierzkowska? Umówmy się jednak co do kategorii w której ona startuje. Na tle owego Kalinowskiego bowiem, czy Stefaniuka, czy Zycha, albo innego małorolnego Zbycha, Kierzkowska jest swego rodzaju atrakcją. To coś jak krowa z dwoma łbami wśród innych, jednogłowych, szarych i byle jakich krów. Ale tylko i jedynie w tej sytuacji. W pozostałych sytuacjach atrakcyjniejszy od niej jest nawet pan Pawlak, choć wiem, że czasami trudno zrozumieć jest ten fenomen. Tenże Pawlak zresztą czasami miewa rację. Otóż stwierdził on również, że „urząd prezydenta w Polsce ma dość dekoracyjne znaczenie”. Święte słowa, choć dla porządku rzeczy podkreślmy, iż równie dekoracyjne znaczenie ma w Polsce PSL.

środa, 30 grudnia 2009

Droga Rebe, chciałem ci donieść, że kocham Czechy prawdopodobnie miłością nieodwzajemnioną. Mam ku temu swoje powody. Po pierwsze więc kocham ich i podziwiam jednocześnie za to, że w głębokiej dupie mają kościół i religie. Tylko parę procent tamtejszych obywateli przyznaje się, że są religijni, reszta demonstruje wobec bozi i jej oficerów obojętność, a czasem nawet wrogość. Mówią, że lada dzień ostatni czeski biskup popełni samobójstwo, gdyż doszedł do wniosku, że nie ma po co i dla kogo dalej żyć. Trzymajmy za niego kciuki.

Po drugie kocham Czechy za Hrabala, i nie widzę żadnego powodu, aby w jakiś szczególny sposób to tłumaczyć. Hrabal to Hrabal.

Po trzecie wreszcie, od teraz, kocham Czechy za skuteczną walkę z hipokryzją i legalizację narkotyków, zwłaszcza miękkich. Pragmatyczni i praktyczni Czesi doszli do wniosku, że nie ma co udawać i należy zezwolić na coś, co od długiego czasu jest powszechne, akceptowalne, a walka z tym sprowadza się jedynie do porozumiewawczego mrugnięcia okiem. Tak więc od 1 stycznia koniec udawania, koniec zabawy w policjantów i złodziei. Czesi będą mogli mieć, oraz także będą mogli hodować choćby krzaczki konopi.

Sam byłem świadkiem w wakacje, siedząc sobie w pewnej praskiej knajpce i popalając dobrej jakości maryśkę, jak do środka wleźli dwaj policjanci. Ja natychmiast strach w oczach. Ale czescy znajomi mnie uspokoili. "Spoko koleś, oni mają to w nosie". I rzeczywiście, polimajstry zamówili sobie piwo, pogadali z właścicielem i nawet okiem nie rzucili na kilku takich jak ja, luzujących się trawką. U nas tymczasem, w ciągu pewnie minuty na miejscu byłaby brygada antyterrorystyczna, w hełmach, kamizelkach i z bronią ostrą. Pół dzielnicy zostałoby otoczone, drzwi wywarzone, kibel zdemolowany, właściciel w drodze na Syberię, a w komunikacie prasowym dzielnej policji przeczytalibyśmy jak to sprawnie zlikwidowano groźną szajkę narkotykową. Jak się więc okazuje, mądrym i słusznym jest stare powiedzenie, że co kraj to obyczaj. A czym normalniejszy kraj tym i obyczaje normalniejsze. Buziaczki Rebe.

wtorek, 29 grudnia 2009

Wytłumaczcie mi moi mili (bo za chiny tego nie rozumiem) jak to się dzieje, że do postrzelonych w kolana bandytów, pogotowie przyjeżdża w pięć minut, czyli w te pędy, zaś do konającego na zawał, udar czy inną ciężką przypadłość porządnego człowieka, czyli nie bandyty, w godzinę a czasami i dłużej? No, wytłumaczcie mi to, proszę! Wiem, czepiam się, jak zawsze!

Właśnie przeczytałem, że tak zwana straż miejska, dostała nowe uprawnienia, i w gruncie rzeczy mamy w państwie drugą policję. Wszystko jednak jest w normie, zwłaszcza w tak policyjnym państwie pod tytułem Polska. Najbardziej teraz będą miały przesrane babcie i inne staruszki, bo wedle nowych uprawnień, pan miejski strażnik, nie tylko handlującą kwiatami babuleńkę, będzie mógł zrewidować i zakuć, ale również potraktować paralizatorem i to bez żadnych konsekwencji. Wystarczy, że zezna, iż owa babcia stworzyła zagrożenie jego życia i zdrowia oraz zakłóciła publiczny porządek. A wiadomo przecież, że każda babcia z kwiatami albo jajkami, to poważne zagrożenie życia i zdrowia każdego miejskiego strażnika. Na miejscu młodych i atrakcyjnych kobiet wcale bym się nie cieszył, bo jestem w stanie założyć się o każde pieniądze, że pan strażnik, wpierw panią pod byle pretekstem potraktuje paralizatorem, a potem nieprzytomną, gruntowne i metodycznie przeszuka. Domyślcie się: co i gdzie będzie szukał. Młodzi mężczyźni również proszeni są o uwagę i wzmożoną ostrożność, bo nigdy przecież nie wiadomo, jaka płeć w panu strażniku wzbudza większa sympatię. Generalnie jednak, strażnik miejski twoim przyjacielem jest.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Elity kato-polszewi, czyli panowie biskupi, dali w święta upust wszelkim swoim frustracjom. Byliśmy świadkami popisowego plucia na wszystko, co nie mieści się i nijak nie układa w ich zakutych łbach. Równo wiec wylewali pomyje na swoich domniemanych wrogów. Wrogiem jest zaś każdy, kto myśli inaczej niż oni. W zasadzie, to wrogiem jest każdy, kto w ogóle myśli. Prawdziwy Polak a wiec i katolik, raczej nie powinien myśleć, bo nie ma ku temu żadnego powodu. Myślą za niego koledzy biskupi, i to wystarcza. Kato-polszewik powinien więc skupić się n a innych pożytecznych czynnościach, pożytecznych przede wszystkim dla kościoła. A jak coś jest pożyteczne dla kościoła, to również jest bardzo pożyteczne dla kolegów biskupów.

Liderami nagonki na ludzi mimo wszystko myślących byli panowie: Muszyński, Stefanek, Szlaga, Życiński, Ryczan, Grocholewski, Michalik, Dziwisz oraz Dyduch. Przyznacie mili moi, to nie kwestionowana elita polskiego ciemnogrodu i kato-polszewii. Wszyscy panowie na wyścigi rzucali w lud myśli tyleż oryginalne co i posrane. Mnie ujęła na przykład głęboko mądra teza pana Stefanka, który ruchy feministyczne, które nazwał "sponiewieraną kobiecością". Zaiste, trudno przejść bez zachwytu nad giętkością umysłu, oraz wyjątkową inteligencją owego Stefanka.

Kiedy kobiecość nie jest sponiewierana? Wtedy, kiedy pani owa rodzi dzieci taśmowo, siedzi przy garach, najlepiej nie pracuje i obowiązkowo nie ma wyższego wykształcenia, jest gruba, spocona, ale rozmodlona, a także rutynowo przynajmniej raz w tygodniu bita i kopana prewencyjnie przez męża głębokiego katolika, najlepiej noszącego baldachim w procesjach. To jest zdrowa kobiecość i zdrowa, modelowa rodzina polska. Oto obraz prawdziwej kobiecości wedle dostojników kościoła.

Nie chce wam psuć humoru dalszym opisywaniem ekscesów intelektualnych kwiatu polskiego kościoła. Wniosek jest niestety smutny, że kato-polszewia ma się ciągle dobrze, a nawet za dobrze. Choć ta zaciętość z jaką atakują wszystko dookoła, wskazywała by, iż bardzo gotuje im się już pod dupą. W związku z tym – skoro słowo to już padło – nie przejmujemy się tym i odpowiemy im: chuj wam w dupę panowie biskupi. I nie jest to nic obraźliwego jak sadzę, bo wy kochani biskupi, nadzwyczaj zdaje się lubicie takie pieszczoty.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9