tabloid online w stanie spoczynku
piątek, 31 grudnia 2010

"Wszyscy jesteśmy zaproszeni do radosnego dziękczynienia Panu Bogu i Matce Najświętszej za wielkie dobro, jakie dokonuje się za sprawą Radia Maryja i dzieł przy nim wyrosłych. Odrodzić Polskę, nieść Chrystusa narodom, które uległy pogaństwu, prowadzić ludzi do prawdziwego szczęścia, żyć prawdą i tworzyć piękno - ta porywająca wizja uskrzydla miliony słuchaczy, którzy stali się zwiastunami Dobrej Nowiny". [Małgorzata Rutkowska, Nasz Dziennik]

czwartek, 30 grudnia 2010

Wczorajszy, mocno eksploatowany przez Polsat News filmik o dzieciaku maltretującym kota, dowodził w gruncie rzeczy jedenego. Oto widzieliśmy małego, kilkuletniego kandydata na skurwysynka, podpuszczanego przez nieco starszego skurwysyna pełna gębą, jego brata. Bagatelizowanie tego wydarzenia („przecież to tylko kot”), jest skrajną nieodpowiedzialnością. Bo oto obserwowaliśmy początek ogniwa okrucieństwa i pierwszą lekcję zdziczenia. Za moment z tego małego obsrańca i jego brata podrosłego nieco skurwysyna, wyrośnie najzwyczajniejszy bandzior, któremu kompletnie bez różnicy będzie, czy roztrzaskuje łeb kota o ścianę, czy może bejsbolem łeb drugiego człowieka. Tak zupełnie dla zabawy, żeby był odlot i działo się coś i żeby fajny film nakręcić.

I jeśli tak narzekamy na bandytyzm i szerzace się okrucieństwo, to miejmy świadomość, że dzieje się tak na nasze własne życzenie i z naszego rzyzwolenia. Bo niedostatecznie zdecydowanie reagujemy na tego typu przypadki. Dopuszczamy świadomie do dziczenia już od lat najmłodszych takich właśnie śmieci jak te na obrazku. Oburzamy się jednocześnie, że za zabicie lub maltretowanie kota, ktoś kogoś chce karać, wsadzając nawet do więzienia. I założę się, że temu podżegającemu młodocianemu skurysynowi włos ze łba nie spadniena, a ten trzyletni zadatek na superskurwysyna nawet wpierdolu poważnego nie starych nie dostanie, bo „toż to dziecko tylko”, a ofiara to „tylko głupi kot”. I dobrze by było, i sprawiedliwie, żeby za czyn tego iluślatka, to tatuś garował na cacy, bez żadnej taryfy ulgowej. A dla jasności dodam jeszcze, że dużo bardziej interesuje mnie los tego kota, niźli los tego niewyskrobańca.

środa, 29 grudnia 2010

Z dużym zdziwieniem przeczytałem list pana biskupa Michalika. W liście tym pisze on między innymi, że kapłani powinni unikać chciwości. Powinni wyzbyć się też zarozumiałości i wszechobecnej pychy. Na swój sposób to słuszne słowa, tyle że w tym wypadku podszyte niezwykłą wręcz hipokryzją. Bo oto do zaniechania chciwości nawołuje prominentny urzędnik polskiego kościoła, czyli instytucji, która słynie z wyjątkowej chciwości. To między innymi pan biskup Michalik firmuje tę chciwość i ją uosabia. Chciwiec przeto i pazerny człowiek namawia do uczciwości i pokory swoich podwładnych. Coś wręcz niebywałego. Ale wam się księżulkowie i proboszczowie trafił autorytet. Święci przykładem, aż żal dupę ściska.  

10:45, revelstein
Link Komentarze (2) »

Nie ma co się kłócić i spierać w nieskończoność o sensowność tego całego święta trzech króli, czy sensowność innych świąt. Jak w grę wchodzą dni wolne, za które jeszcze kasę można wyciągnąć, zawsze będą ci za, oraz ci zdecydowanie przeciw. No, nie ma bata wszystkich się nie zadowoli.

Myślę więc sobie, że najrozsądniejszym pod każdym względem rozwiązaniem, było by również ustawowe zlikwidowanie wszystkich ustawowych dotąd świąt, zwłaszcza tych religijnych. W każdym państwie neutralnym światopoglądowo, winien to być standard. Czyli żadnych wolnych świątecznych dni a jedynie wolny wybór. Ten co bardzo głęboko wierzy i świętowanie jest mu potrzebne, wręcz nieodzowne, niechaj weźmie sobie urlop na tę okoliczność i niechaj świętuje do woli i ku chwale. Jak sobie na boże narodzenie weźmie 4 dni urlopu to zamiast dwóch dni będzie miał cztery dni świąt. Zysk ewidentny.

Z kolei ci wierzący w nieco innego boga, niechaj się urlopują wedle własnego uznania i kalendarza, tak by dzień święty święcić i być w zgodzie z własną wiarą i sumieniem. Bezwyznaniowi lub patologicznie niedowierzający będą sobie w tym czasie spokojnie pracować i nikt nie będzie ich zmuszał by mieli wolne wtedy, kiedy im to kompletnie nie odpowiada. Chodzi zarówno o powód wolnego jak i jego termin. To sprawiedliwe rozwiązanie, również dlatego, że każdy odpowiedzialność za koszty świętowania wziąłby na swoje barki.

wtorek, 28 grudnia 2010

Gruchnęła przeto wieść, że Jan Paweł II zostanie beatyfikowany 1 maja 2011 roku. To jakże radosna, także dla bluźnierców wiadomość, choć, niestety, nie pierwsza tego typu. Gdyby wierzyć wszystkim terminom które tu i ówdzie się pojawiały, to nasz wielki – jak to się mówi – rodak, byłby beatyfikowany już z dziesięć razy. A tymczasem dupa, dalej on ci zwykłym śmiertelnikiem jest. No, ale ponoć teraz nie ma już odwołania, to news pewien na 99%.

W związku z tym zacieram już ręce i lody kręcę. Jest beatyfikacja jest impreza. Nieśmiało tylko pytam, czy aby tej beatyfikacji nie można by tak trochę przesunąć? Ot, choćby na dzień 2 maja. Byłby wtedy bardzo ładny i zgrabny ciąg. W niedziele 1 maja – święto pracy. Długa tradycja, sprawdzone imprezy, przewidywalne zadymy. Potem poniedziałek 2 maja – święto beatyfikacji, bez tradycji, imprezy ad hoc na facebooku zwołane, może jakaś zadyma w proteście i w poparciu, alkohol gratis, panienki za pół ceny. Na koniec wtorek i 3 maja – święto konstytucji. Długa tradycja, sprawdzone imprezy, przemówienia, modły, przewidywalne zadymy tych którzy z masonami i tych którzy przeciw. W każdym razie, gdyby się tę beatyfikacje udało na tego 2 maja przesunąć, to było by super i git. Bo przecież wolna sobota do tego jeszcze dochodzi, a 4 dni balowania to nie byle co. I tylko tego się tak naprawdę dopominamy.

PS. Gdyby tak w środę 4 maja beatyfikować jeszcze Kaczyńskiego, byłoby aż 5 dni na balowanie i ostry rave gdzieś pod pałacem. Warto to czym prędzej rozważyć.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8