tabloid online w stanie spoczynku
sobota, 31 grudnia 2011

----- Nieoceniony CBOS zadał sobie trud i sprawdził jacy są i kim są słuchacze Radia z Twarzą, znanego również pod wulgarna nazwą Radio Maryja.

No cóż, jacy są to słuchacze, to my z grubsza wiemy i nie trzeba nam CBOSu, a zwłaszcza jego badań, by mieć pewność że się nie mylimy. Natomiast kim są, tego nie byliśmy pewni i CBOS zdecydowanie pomógł nam otworzyć oczy. Otóż tak zwany przeciętny odbiorca tadziowego radyja, to kobieta. Kobieta ta ma powyżej 64 lat, jest więc emerytką lub rencistką, najczęściej owdowiałą. To akurat średnio dziwi, bo któż by wytrzymał w zdrowiu z babą bez przerwy słuchającą Radyja Maryja? Ich mężowie więc zapili się najpewniej na śmierć, bo to na wsi najłatwiejszy, najprostszy i najbardziej sprawdzony sposób na kontrolowane samobójstwo. Z pewną dozą przyjemności nawet, bo to umierasz robiąc to, co od lat lubisz najbardziej. Piękna śmierć rzec można.

Ale wracając do tego przeciętnego słuchacza, czyli słuchaczki… Mieszka sobie ta babina (nie przesadzajmy z operowaniem słowem kobieta) na wsi i w porywach ma wykształcenie podstawowe. Nie mniej jest stosunkowo bogata jak na wiejsko-maryjne standardy, bowiem miesięcznie ma na utrzymanie od 751 zł do 1000 złotych. Mimo to cienko przędzie, bo większość kasy oddaje: po pierwsze bezrobotnemu synkowi który podąża w ślady zmarłego z przepicia tatusia, a po drugie księdzu Tadeuszowi i jego dzielnej drużynie. Na życie zostaje więc de facto parę groszy, ledwo na chlebek, cukier i paczkę herbaty.

O oszczędności w takiej sytuacji trudno, bo co prawda synuś od czasu do czasu idzie na odwyk i nieco popuszcza, ale za to drużyna ojca Tadzia nie zna słowa przebacz. Danina na radio jest skrupulatnie ściągana każdego miesiąca. Nie bardzo to się czasami tej statystycznej babinie podoba, może też dlatego z badań CBOS wynika, iż jest owa słuchaczka „wierzącą”, ale nie „głęboko wierzącą”. Mimo to raz w tygodniu łazi do kościoła obowiązkowo, bo inaczej co by ludzie powiedzieli.

A jak już sobie „statystyczna słuchaczka” włączy radyjko, to najchętniej w nim słucha pan Jarka Kaczyńskiego, zbawiciela naszego i pana Antosia Macierewicza, bo taki przystojny i z błyskiem w oku jest. Ojca Tadeusza oczywiście słucha też obowiązkowo, bo może wymieni z imienia i nazwiska słuchaczkę i we wsi innych z zazdrości szlag trafi.

I tak dzień za dniem sobie leci, przy świeczce (na prąd już nie starcza, woda na szczęście ze studni) i smędzącym smętnie Radiu z Twarzą Maryi. Synek na wersalce pochrapując trzeźwieje, pałatki śniegu za oknami wirują, bóg się narodził, moc nie struchlała, hosanna, hosanna na wysokości.  

(Boże w Trójcy Przenajświętszej, dziękujemy Ci za to, że dałeś kościołowi ojca Tadeusza o raz papieża Jana Pawła II, w których zajaśniała Twoja ojcowska dobroć, chwała krzyża Chrystusa i piękno ducha miłości. Oni zawierzając całkowicie Twojemu miłosierdziu i matczynemu wstawiennictwu Maryi, ukazali nam żywy obraz Jezusa, Dobrego Pasterza, wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego, jako drogę dla osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą. Udziel nam, za ich przyczyną, zgodnie z Twoją wolą tej łaski, o którą prosimy z nadzieją, że twoi słudzy ojciec Tadeusz i papież Jan Paweł II, zostanie rychło włączeni w poczet Twoich świętych. Amen)

piątek, 30 grudnia 2011

----- Zagalopował się nieco pan ksiądz Isakowicz-Zaleski, twierdząc że Boniecki jest już w takim stanie, że nie  może żyć bez mediów.

W wypowiedzi dla jednego z katotalibskich manipulatorów powiedział, że „parcie na szkło" jest u księdza Bonieckiego tak wielkie, że dzień, w którym Boniecki nie palnąłby  kolejnego głupstwa w mediach jest dniem straconym.  Myślę sobie jednak, że prawdziwy kłopot to ma nie Boniecki a właśnie cytowany Zaleski. I to on ma  owe niesłychane „parcie na szkło”.

Bo Boniecki wypowiada się tylko wtedy, kiedy go o to poproszą i zaproszą, a pan Zaleski wręcz przeciwnie. Lata zdaje się po mediach błagając na kolankach, by ktoś w swej łaskawości choć przez moment chciał go pokazać, zacytować, dopieścić i podlansować. I jest bardzo chory, kiedy jest wokół niego cisza i pies z kulawą nogą się nim nie interesuje, a zwłaszcza jego chorymi teoriami i z dupy wziętymi badaniami. Uwielbia ten księżulo na maksa politykować i Boniecki przy nim to małe miki i niegroźny miś. Więc niechaj kocioł garnkowi nie przygaduje, choć oczywiście rozumiemy ten stres i to przygnębienie i wkurw ten totalny, że nazwisko Boniecki pokazuje się w mediach częściej niż Zaleski.

czwartek, 29 grudnia 2011

Ksiądz Boniecki to jeden z nielicznych kapłanów (a w niektórych sytuacjach jedyny) którego generalnie trawię i który nie wywołuje u mnie gwałtownych odruchów wymiotnych i napadów agresji.

Czyli jestem w stanie słuchać i tolerować. Stąd też wysiłki jego kościelnych kolesi, żeby go przystrzyc i na siłę wtłoczyć w kościelne ramy ludzi bez właściwości, zdecydowanie mnie martwią. Co prawda daleki jestem od bratania się z tym towarzystwem, ale jako się rzekło martwi mnie, że flekuje się kogoś, kto na pewno nie dzieli. Wśród ludzi kościoła to zdecydowana rzadkość, towar deficytowy, gatunek wręcz wymarły. Trzymam więc po raz kolejny kciuki za polską tym razem odnogę hakerskiej grupy Anonymous. Panie i panowie serwery marianów (czy jak tam oni się zwą) to niezły ruch, choć rozumiem, że to tylko wprawka i ćwiczenie. Bo przyszłe cele pewnie są poważniejsze.

----- Polskim ekspertom udało się odczytać kilkadziesiąt nowych słów z czarnych skrzynek Tupolewa, który ze skutkiem śmiertelnym zetknął się z ziemią w Smoleńsku.

Jak na razie wszystko jest trzymane w wielkiej tajemnicy i nic nie wiadomo na temat terminu, kiedy nowe fakty zostaną ujawnione tak zwanej opinii publicznej. Przecieki są enigmatyczne i w dużej mierze fragmentaryczne. Oswojone wiewiórki zagnieżdżone tu i ówdzie donoszą nam jednak, że jedno ze zdań które odczytano brzmi:

„Leszku musimy tu wylądować. Inaczej nie zdążymy na czas wrócić. A nie wiem czy pamiętasz, że o szesnastej mam umówionego fryzjera”

Niestety nie są to zbyt wygodne fakty, więc należy się więc spodziewać, że raport zostanie utajniony i nigdy nie poznamy jego pełnej treści. No chyba, że komisja Macierewicza znajdzie na to jakiś myk.

środa, 28 grudnia 2011

----- Bogobojny, moralnie nienaganny biskup Libera, będzie musiał stawić się u prokuratora. I nawet więcej: będzie musiał złożyć zeznania, bo niewykluczone iż jest współwinny przestępstw.

Biskup wszedł bowiem w bardzo bliski towarzyski mezalians z braćmi Jackiem i Tomaszem Domagałami, właścicielami grupy Famur, których prokuratura ściga za pranie brudnej kasy oraz „wyłudzenie na podstawie fikcyjnego meldunku prawa do pierwokupu kościelnych gruntów”. Famur od lat prowadził z kościołem dziwne interesy, o których pan biskup powinien wiedzieć i w związku z tym powinien być niezwykle ostrożny. Ale kasa jak wiadomo nie śmierdzi, zwłaszcza zaś kościelnym.

Tak więc pan biskup Libera niezwykle chętnie spotykał się z braćmi towarzysko, rozmawiał z nimi przez telefon przynajmniej kilka razy w miesiącu, bywał u nich na sylwestra i w ogóle pili sobie z dzióbków, przy okazji załatwiając grube interesy. W układzie funkcjonowało jeszcze sporo innych osób, w tym słynny Marek P., były oficer bezpieki który korumpował na potęgę (dla dobra i w imieniu kościoła) członków tak zwanej Komisji Majątkowej. Nawet mieszkająca w Katowicach, biedna niczym mysz kościelna bratanica pana biskupa Libery, brała również udział w interesach, kupując jednego dnia ziemię za sto tysi (kasę pożyczyła jej miła pani od Domagałów), a na drugi dzień sprzedając ją za pół bańki rzeczonym Domagałom, a w zasadzie firmom z nimi powiązanym.

Biskup Lubera, jako się rzekło bogobojny i moralnie nienaganny, pytany przez dziennikarzy o szczegóły, robi obrażoną minę i twierdzi że nic nie wie i nic nie pamięta. Niestety szybko będzie musiał wspomóc się lekami, by na spotkanie z prokuratorem wróciła mu szwankująca pamięć. Inaczej może trafić do klasztoru i to raczej tego świeckiego, z kratkami, judaszem i spacerniakiem. Sytuacja wygląda na rozwojową, więc będziemy ją śledzić.  [>>> więcej]

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9