tabloid online w stanie spoczynku
sobota, 31 marca 2007
Nie wiem czym Maciej Damięcki zasłużył się dzisiejszej władzy, że wywleczono na wierzch (a raczej na dno) jego historię. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, bo gówno mnie to obchodzi. Tak samo jak nie obchodzi mnie czy spotykał się z esbekami na kawę, czy na wymianę informacji, a może na jedno i drugie. Nie interesuje mnie też, co na ten temat (i na każdy inny) sądzi pan premier i pan minister kultury. W czarnej dziurze mam opinię wszelkich „autorytetów", których mnoży się teraz na potęgę. Gryźcie się w laską panowie, szczypcie się w tłustą dupę panie. Podam Damięckiemu rękę, tak jak zawsze podawałem, bo to zaszczyt znać takiego człowieka, i żaden obszczany kwit tego nie zmieni. Takie moje prawo a może i kaprys. Amen!
piątek, 30 marca 2007
Tygodnik „European Voice", daje prostą radę, jak praktycznie odróżnić Lecha od Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli na mordce jednego z nich zauważysz pieprzyk, znaczy to, że masz do czynienia z prezydentem. Jeśli zaś na marynarce stojącego przed tobą polityka zauważysz kocią sierść - nie ma wątpliwości, masz do czynienia z Jarosławem. Aha, i jeszcze jedno: „European Voice", to żaden tam brukowiec. To poważna i prestiżowa gazeta.
Cieszę się bardzo, że nieco oblazła z farby, ale jednak ikona „Polski niepodległej", prałat Jankowski Henryk dostanie od MEN Medal KEN. Zasłużył na jakikolwiek medal, nawet wycięty domowym sposobem z - za przeproszeniem - kartofla. Niezaprzeczalne są bowiem jego zasługi dla oświaty i wychowania tzw. młodego pokolenia. Dzięki takim pedagogom jak Jankowski, każdy młody wszechpolak potrafi już odróżnić prawdziwego Żyda od udawanego Polaka, i geja od heterosklerotyka. Teraz przyjaciele prałata, do których rzecz jasna zalicza się minister Giertych, popijając sikacza jego imienia i zapijając kranówą również imienia jego, uroczyście uczczą masoński medal. I tu zaczynają się schody niestety. Pytam więc:
♦ Jak porządny ksiądz, Polak i patriota, mógł przyjąć medal tak wątpliwej proweniencji?
♦ Jak prawdziwy Polak, katolik własnoręcznie stworzony przez Boga, mógł tegoż porządnego księdza wpierdolić na taką minę?
Pytam, ponieważ nam ciemnym obywatelom przypomniano delikatnie, że owa cała Komisja Edukacji Narodowej, to kiedyś mason na masonie i libertyn na libertynie. Czyli przenosząc to do matematycznych równań a'la 4RP (i ½) - lewactwo, skrajny ateizm, zdrada i komuna. I teraz patriota patriocie wykręca taaaki numer... Z niewiedzy myślę, bo po pierwsze: nie podejrzewam pana ministra o jakąś wiedzę, a po drugie zaś: nie podejrzewam go również, żeby chciał koledze prałatowi zrobić koło pióra, czyli załadować go w tak zwany chuj. Znów wychodzi na prowokację Układu.
czwartek, 29 marca 2007
 Nie ma co, Kato-Polonia ma swojego Owsiaka (Pana Jerzego przepraszam za być może niestosowne porównanie). Tadek Rydzyk od pewnego czasu propaguje bowiem własną wersję „Róbta co chceta", tyle, że z pokoleniem biegunowo, rzec można, różnym i o wiele bardziej posłusznym, na poły sklerotycznym. I wychodzi mu to całkiem nieźle. Owsiak robi festiwale dajmy na to w Żarnowcu, zaś Tadek na ulicach dajmy na to Warszawy. I tam i tu śpiewają, choć repertuar, tak jak i wiek publiki jest krańcowo różny. I jeśli mówi się (w Trwam), że na imprezach Owsiaka „biorą i pala trawę", to pytam co „biorą i palą" na imprezach Tadka. To znaczy co, poza Viagrą i kroplami walerianowymi rzecz jasna. Obserwując wczorajszą Imprezę z Tadkiem, miałem nieodparte wrażenie, że wszyscy byli ujarani na maksa. Bo tylko człowiek w długim narkotycznym cugu jest w stanie tak wysilić swą wyobraźnie, by widzieć rzeczy niewidoczne. Im nawet ogórek kojarzy się z penisem, wiec lada moment Rydzyk zakaże handlu ogórkami, o bananach nie wspominając. DJ Tadek to w ogóle mega-gość i very Big Dick w naszej prywatnej kolekcji. I tylko zastanawiam się skąd ta niebywała atencja Pana Tadka w stosunku do gościa o imieniu Jezus. Przecież to też Żyd!
środa, 28 marca 2007
Wassermann mówi: „Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że służby żadnych podsłuchów, żadnych tego typu działań wobec osoby pana Kwaśniewskiego nie prowadzą." Czyli mowa-trawa. Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie, iż tenże Pan Wassermann z rozbrajającą szczerością przyzna, że i owszem, Kwach jest permanentnie inwigilowany i podsłuchiwany. On i pewnie nie tylko on. Pan minister szerzej znany jest pod ksywką Wielki Instalator. Patrzcie: zaczynał od wanien, skończył na pluskwach.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11