tabloid online w stanie spoczynku
poniedziałek, 31 marca 2008
Według doniesień wtajemniczonych, spotkanie prezydenta z premierem w Juracie przebiegało w dobrej, a nawet sielankowej atmosferze. Ponoć obaj panowie wypili - uwaga - sześć butelek wina. Sądząc po Tusku, który wypowiadał się po spotkaniu, on za dużo to nie wypił. Nie bełkotał, nie wyglądał, nie zataczał się... Prezydent się nie wypowiadał, więc nie wiemy jak wyglądał. W każdym razie jeśli panów było dwóch (a rozmawiali w cztery oczy), a jeden z nich, czyli Tusk, wypił na oko co najwyżej dwa kieliszki, to kto do kurwy nędzy wypił resztę? Jak sądzicie? I za co tu potępiać posła Palikota?
No nie jest dobrze, niestety. Wygląda na to, że nasz (wasz) pRezydent będzie musiał się spotkać z nijakim Brendanem Fayem, czyli z pedałem którego niechcący rozreklamował w swoim słynnym na cały świat orędziu. Jeden z prezydenckich ministrów, nota bene z wyglądu też taki nieco gej, powiedział, że nie ma chuja ani takiej siły, któraby zmusiła Lecha Aleksandra do przeprosin, nie mówiąc już o spotkaniu. Prędzej pRezydentowi wyroście gdzieś kolejna kurzajka, niż uściśnie dłoń (a feee) tego pedała. Jednak poczekajmy na rozwój sytuacji, bo ten pan minister nie takie rzeczy już mówił, a potem było zupełnie inaczej. Wyrokuję więc, że w ciszy i tajemnicy przez wścibskim narodem pan pRezydent spotka się jednak Fayem. To będą trudne dla niego chwile, bo - jak wieść głosi - ów pan Fey przeprosiny przyjmuje niechętnie, a jeśli już, to żąda rzeczy na które majestat pRezydneta Rzeczpospolitej nie pozwala. Czy więc pan pRezydent mimo podwójnych gumowych rękawic, uniesie się ponad moralne i religijne podziały? To może być trudne, choć niebezpieczeństwa nie ma. Lech Aleksander i Tak Dalej, nie jest w typie pana Faya. On nie lubi takich chłopczyków. My również nie lubimy, choć zdaje się, że z nieco innych powodów. 

niedziela, 30 marca 2008
Coś takiego możliwe jest - niestety - tylko w Polsce. Dla prawie połowy (47%) Polaków 2 kwietnia, dzień śmierci Wojtyły, jest najważniejszym świętem! Chcą dnia wolnego! Nie mogę jakoś pojąć , jak można „świętować" dzień czyjejś śmierci. No chyba, że ten który umarł, był wyjątkowym bandytą, ciemiężcą, gadem w ludzkiej skórze. Był tak złym człowiekiem, że należy święcić dzień śmierci jego, gdyż wtedy uwolnił ludzkość od swej krępującej obecności. Wedle mojej krótkiej pamięci w przypadku Wojtyły takie okoliczności raczej nie występowały. Był co prawda postacią kontrowersyjną, ale jakże daleką od podejrzeń o wielce niecne czyny. W takim razie co tu świętować? Czy 2-go kwietnia, jak na święto przystało, będziemy się cieszyć, czy zupełnie bez sensu smucić? Czy będzie to w takim razie święto radosne, czy może dzień obowiązkowej żałoby narodowej, z obowiązkowym nudzeniem od rana do wieczora? Czy będzie działała telewizja, kina i sklepy czy będą czynne, czy może obowiązywał będzie bezwzględny zakaz uśmiechania się? No cóż, bądź co bądź, kwiecień to przecież miesiąc pamięci narodowej (kiedyś).

sobota, 29 marca 2008
Polscy twórcy, ustami swoich „najwybitniejszych" przedstawicieli, przekonują, że likwidacja abonamentu zniszczy Telewizję Polską i Polskie Radio. Myślę sobie tak: nie można zniszczyć tego co już od dawna jest zniszczone. A jeśli jest tak źle jak przekonują artyści, jeśli publiczna niczym burdel Telewizja jest taka biedna i ledwie wiąże koniec z końcem, to skąd te 60-tysięczne kontrakty dla wielce wyblakłych gwiazd? I tu nie chodzi tylko o mentalną mega-blondynkę Hannę Lis, czy sepleniącego i plastikowego niczym byle karta kredytowa byle banku pana Piotra Kraśkę. Takich obdarzonych hojnymi kontaktami za nic jest całkiem spora armia. Począwszy od właściciela wspomnianej blondynki obywatela Lisa, kończąc na fryzjerczyku z sąsiedztwa panu Kammelu. Więc jeśli na to idzie ten abonament, to należy go znieść nawet dzisiaj. A jeśli go się faktycznie zniesie, no to skąd kasę będą dostawać artyści pokroju tych co tak teraz protestują? Gdzie zarobi Bromski, kto pokaże najnowszy kit Zanussiego, jakie radio zaanonsuje kolejną porcję kakofonii Góreckiego, czy wydumany jazgot Pendereckiego? Dziwicie się więc, że oni protestują!
Jako skończony cham i nieokrzesany prostak, nie kumam ni w ząb „wielkiej sztuki", ale też nie jestem przeciw niej. Niechaj będzie w mediach publicznych, tyle że niech finansuje ją dbające o mą kondycję estetyczna państwo, nie zaś ja, obywatel Revelstein. Bo obywatel Revelstein nie chce płacić jakiejkolwiek daniny na cokolwiek. Raz do roku z bólem płaci podatki, godząc się na to, że kasa ta idzie na biednych i potrzebujących, na luksusowe limuzyny urzędasów, na ich wypasione pensje, ale też na zaspokojenie wydumanych ambicji artystycznych Wajd, Bromskich i Pendereckich. Jeśli więc państwo oszczędzając na własnych fanaberiach da kasę na telewizje i radio, to dwie te koślawe dziś instytucje z pewnością nie upadną. Ot i wszystko!
piątek, 28 marca 2008
Strasznie zasmuciła mnie wiadomość, że pan minister Kamiński chce odejść od pana prezydenta. [Mniej zorientowanych i nie mogących odnaleźć się w zalewie Kamińskich informuję, że to ten Kamiński w gejowskich okularkach, taki odpasiony i otyty, nie zaś ten suchy astmatyk będący szefem CBA].
Tak więc jeśli ów Kamiński opuści owego pana Lecha Aleksandra i Tak Dalej, umownie zwanego prezydentem, to będzie wielka szkoda. Któż będzie Lechowi podpowiadał, radził, szeptał do uszka, głęboko patrzył w oczy, któż lepiej niż Kamiński wyprowadzi go w maliny, któż, ach któż, będzie jego krawatem, chustką do nosa i papierem toaletowym, któż będzie teraz ustami pana prezydenta i niezastąpionym jego translatorem czyli tłumaczem? Nie, to nie są banalne pytania. To są pytania o los i przyszłość Polski. No bo jeśli pan prezydent pozbawiony tak fachowej opieki przegra następne wybory (boże, jeśli istniejesz choć raz bądź dla nas łaskawy), to kto będzie tu rządził? Czy nie zadajecie sobie takiego pytania? Kto nas kurwa obroni, tożsamość narodową kto nam zapewni, o wiarę kto się upomni? To żadne hop siup, to zajebiście narodowa sprawa! W każdym razie gdyby co, to ja na zapas mówię: cześć jego pierdolonej pamięci!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12