tabloid online w stanie spoczynku
wtorek, 31 marca 2009
Jeśli premier Tusk chce zlikwidować IPN, to należy gorliwie go w tym wspierać. Im prędzej rozgoni się ten zakład specjalnej troski, kierowany przez paranoika i jednoczący wszystkich pozostałych paranoików, tym lepiej. Trzeba czym prędzej też spalić te osławione teczki i teczuszki prawdy, źródło epidemii atakującej zdrowy rozum i oręż do eliminowania z życia ludzi, których z jakiś powodów ktoś nie lubi. Tyle, że obawiam się niestety, iż ze strony pana premiera to jedynie obiecanki cacanki.
Rozumiem też pana Wałęsę i rozumiem jego oburzenie, że jakiś nieopierzony szczyl i historyk amator, wypisuje na jego temat niestworzone rzeczy. Zresztą nie tylko on. Jednocześnie szczerze i głęboko kibicuje Wałęsie, żeby jednak zrealizował swą groźbę i częściowo, a nawet całkowicie, wycofał się z życia publicznego. To dla swojego dobra i w trosce o zachowanie choć odrobiny szacunku dla siebie. Bo jeżeli dalej będzie tak „udzielał się publicznie", jeśli dalej będzie strzępił język wygadując emocjonalnie dyrdymały, to sam sobie zaszkodzi bardziej niż wypociny najbardziej nawet dyspozycyjnego i głupawego historyka. Co by bowiem nie mówić i niezależnie jakie są jego zasługi, Lech Wałęsa ma przynajmniej jedną istotną przywarę: jest przemądrzałym dupkiem. Tak więc panie prezydencie Wałęsa, niech pan już zamilknie i najszybciej zniknie z wizji i fonii. Czas zdjąć garnitur, założyć kapcie i zająć się wnukami. Albo wdziać gumiaki i wyjechać na ryby. To dla dobra pan i naszego lepszego samopoczucia.
poniedziałek, 30 marca 2009
Drodzy Polacy, wraz z nowym tygodniem chciałem wam serdecznie pogratulować, zwłaszcza sukcesów w piłce nożnej. Wiem, że kilka miłych słów czasem sprawia, że życie staje się łatwiejsze. Naprawdę, macie wyjątkową reprezentację w piłce nożnej, która w ostatnią sobotę pokazała wreszcie ile jest warta. Dotychczasowe mecze, a nawet (o dziwo) zwycięstwa, to była jedna wielka zmyła i czysty przypadek. Ale nie popadajcie w depresję. Mówiąc szczerze, to każdy powód jest dobry do świętowania. Bądźcie dumni z faktu, że bezdyskusyjnie macie najgorszy, najbardziej kaszaniarski team na starym kontynencie. Z emerytowanym zawodnikiem rugby w bramce. Bądźcie dumni z tej porażki, z przelanej krwi za wolność naszą i waszą, zróbcie z tej porażki narodowy symbol, postawcie pomniki piłkarzom, świętujcie i celebrujcie tę porażkę, jak wiele innych znanych z historii, tak jak tylko wy potraficie. I dziękujcie tym z Irlandii, że wreszcie postawili was z głowy na nogi i przywrócili wam właściwą miarę w postrzeganiu rzeczywistości. Nic tak nie podbudowuje Polaka jak porządny wpierdol z podtekstem narodowym. No i generalnie: „Polacy nic się nie stało..." - jest jeszcze tyle rzeczy i meczy do przegrania.
niedziela, 29 marca 2009
Po wielokroć na tej stronie dawałem upust swej frustracji, spowodowanej agenturalno - przestępczą działalnością tzw. kościoła. Jednak jak frustracja nieco minie i spoglądam na to spokojniej, to myślę sobie, że zupełnie niepotrzebnie się denerwuję. Owej działalności bowiem absolutnie nie należy krytykować, a co najwyżej ze wszech sił ją wspierać. Bo znajduje tu zastosowanie stara prawda, że im gorzej tym lepiej. Im bardziej i częściej kościół daje dupy, tym lepiej dla nas, tym szybciej pogłębia grób w którym za chwilę się położy. Apeluję więc z dzisiejszej ambony, by ze wszech sił wspierać kościół i jego funkcjonariuszy w wysiłkach samozagłady. Trzymajmy za nich kciuki i módlmy się (jeśli ktoś jest wierzący acz niepraktykujący), aby wyobraźnia i fantazja biskupów Głódzia, Michalika, Pieronka, Dziwisza, i całego stada dla mnie bezimiennych ajatollahów, dalej kwitła i rozwijała się ku uciesze nas sprzedawczyków i dla dobra zahukanego nieco, acz bohaterskiego narodu znad zasyfionej Wisły, Odry i Bugu.

PS. Jeśli przyjąć, że prawdą jest stwierdzenie papieża, iż „wstrzemięźliwość seksualna daje lepsze efekty w zapobieganiu HIV, niż rozwiązłość z częstym używaniem prezerwatyw", to proponuję, by papież i jego liczni koledzy „naprawę moralności" rozpoczęli od siebie samych. Niech czym prędzej Benedykt, zacznie tłumaczyć księżom, by wreszcie stali się wstrzemięźliwi. Zwłaszcza w stosunku do dzieci i kolegów. Z bogiem obywatele i amen.

sobota, 28 marca 2009

Wydaje się, iż francuski prezydent Sarkozy ma niezawodny sposób, by odciągnąć uwagę od gospodarczych kłopotów. Cały czas manipuluje przy obsadzie rządu, stawiając na piękne kobiety. Po tym jak Rachida Dati, straciła stanowisko (wkrótce odpadnie też niezgorsza Senegalka Rama Yade), zwolnione po nich miejsce miss zajmie pochodząca z Gwadelupy Christine Kelly, niespełna czterdziestoletnia gwiazda telewizji (foto). Może więc politycznie i gospodarczo nie jest sympatycznie, ale chociaż estetycznie wrażenia są dużo lepsze. 

Metodę tę gorąco polecałbym premierowi Tuskowi. I to właśnie jemu, ponieważ w Polsce z różnych powodów prezydent za wiele nie ma do gadania, że o guście nie wspomnę.
Myślę sobie więc, że czym prędzej w skład rządowej ekipy pan Tusk powinien powołać jakąś tabloidową kobietę. Stawiam osobiście na Dodę, bo po pierwsze premier ją zna i lubi, a po drugie dla większości obywateli Pomrocznej, Doda właśnie, to kawał dupy i synonim lekko wyuzdanego piękna. Nie ważne, że mówi bez sensu a w głowie zamiast mózgu ma przejrzały arbuz, ważne, że jako tako wygląda, na pewno o niebo lepiej od Hallowej. Doda ma jeszcze ten plus, że jest znana i uwielbiana za to że jest, a czasami nawet (niestety) śpiewa. Tym zresztą zdecydowanie wygrywa z inną poważną kandydatką na ministerialne stanowisko, czyli nijaką Jolą Rutowicz. Ta co prawda też plecie jak potłuczona, a we łbie ma galaretowatego gluta niewiadomego pochodzenia (w tym sensie jest kompatybilna z Dodą), ale na razie jeszcze nie śpiewa. Jest też zdecydowanie mniej urokliwa, choć szczerze mówiąc po pół litrze to i ta Hallowa wydaje się piękna.
I tylko nie mówcie mi tutaj, że jedna i druga to kompletne pasztety. Może i tak jest, przy czym na uwadze należy mieć fakt, że jaki kraj i jaki rząd, takie i piękności.
piątek, 27 marca 2009
Teraz już mamy całkowitą pewność: Jarosław Kaczyński to Pan Kerownik. I jak się pojawi, to od razu to widać, słychać, a pewnie czuć. Potwierdzają to wszystkie pokojowe pieski i suczki, wiernie przy okazji merdając ogonkami. Jak zwierzyny będą posłuszne to Pan Kerownik rzuci im plasterek kiełbasy z mamusinego stołu. A jak podskoczą, to Kerwonik strzeli w ucho, lub nawet na smycz weźmie. Z kolczatką...
Okazuje się też, że ów smutny onanista z Karkowa, Pan Ziobro, nie jest kierownikiem, a nawet kandydatem na kierownika, bo - jako się rzekło - Kerownik jest jeden, ściśle zdefiniowany. Ziobro to co najwyżej watażka, czyli facet bez wyobraźni i innych atutów potrzebnych do kierowania partią taką jak PiS. Wedle Rostkowskiej, odpicowanej damy z plakatu, Ziobro to raczej umysłowy konus i debil i średnio groźny idiota, którego od czasu do czasu można dopuścić do cyca. Ale gdzie mu tam do kierowania. On jak wchodzi do sali to nawet nikt tego nie zauważy. A Kaczor, czyli Pan Kerownik, to od razu jest zauważalny. Ten wzrost, ten umysł, ten urok i czar osobisty, ten uśmiech, ten krawat i garnitur, ta fryzura, ta elokwencja, i te buty z najwyższej półki (ale nie na tyle wysokiej, żeby nie sięgnął), ten ruch posuwisto zwrotny i ów seksapil oraz mądrość, mądrość i bezkompromisowość. Kerownik kotłowni jak się patrzy.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7