tabloid online w stanie spoczynku
środa, 31 marca 2010

Kościół w Niemczech właśnie uruchamia specjalną infolinię dla ofiar ewentualnego molestowania. Ma to być odpowiedź na nadużycia seksualne, których dotąd bezkarnie dopuszczali się tamtejsi sukienni. Ale żeby właściwie to ocenić, trzeba wziąć pod uwagę linię obrony kościoła. Otóż kościół, nie tylko niemiecki, zazwyczaj broni się przez atak. Lansuje przeto tezę, że bzykanie dzieci to u nich marginalne zjawisko, specjalnie jednak rozdmuchane do gigantycznych rozmiarów przez nieprzyjazne i libertyńskie media. No i dzieci są też winne bo przyłażą i się narzucają. Wychodzi więc na to, że ten telefon to oni uruchomili dla siebie. Korzystać będę z niego głównie księża napadani seksualnie i molestowani przez te rozwydrzone bachory.

Sondażownia GfK Polonia zrobiła badania dla „ŁRzeczpospolitej”, z których wynika, że 78% osób w wieku 18-26 lat przykłada duże znaczenie do małżeństwa. 98% badanych uważa, że rodzina to małżonkowie, mogą być też z dzieckiem. Iles tam procent chce mieć ślub w kościele, a ileś tam z kolei w ogóle może żyć bez ślubu. Z badań gazeta wyciąga wnioski, iż polskie młode pokolenie ceni wartości konserwatywne.

Po pierwsze jeśli gazeta zapłaci pieniądze za badania, to chce mieć wyniki pod z góry założoną tezę. Dobre pytania i ich odpowiedni kontekst, ułożą całe badanie właściwe i GfK Polonia doskonale o tym wie. Reszta to już interpretacja. A tu fantazja może być wręcz nieograniczona. Cóż jest sensacyjnego w danych wedle których 98% małolatów mówiąc rodzina myśli małżeństwo? No, nic sensacyjnego. Czy dowodzi to konserwatywności młodego pokolenie? No nijak nie dowodzi. Rodzina to dla nich małżeństwo, to codzienna obserwacja ojca i matki, tkwiących czasami latami w chorych związkach dla dobra nie wiadomo czego. Pytając ich schematycznie o rodzinę, oni schematycznie odpowiadają.

Ślub w kościele? No oczywiście, bo co by powiedzieli sąsiedzi i znajomi. W dużych miastach to może pryszcz, ale w małych pipidówkach, a z takich głównie składa się Polska, to już nie pryszcz, to presja sfanatyzowanych autochtonów. A co dziwnego w tym, zż młodzi chcą mieć dzieci? Nie trzeba badań GfK Polonii, żeby dojść do takich wniosków. No, chca tych dzieci, bo dlaczego by nie. Wielki mi konserwatywny styl życia: facet z babą i jedno lub dwójka dzieci? Pomijam taki fakt, że 80% tych samych badanych bez mrugnięcia okiem akceptuje rozwody.

wtorek, 30 marca 2010

Platforma uwielbia stwarzać sobie wydumane problemy. Zrobili niby-prawybory i są zdziwieni że była niby-frekwencja. I pomstują, że to skandal, że tak mało i że w ogóle. Powiem tak: generalnie zabawa była niezła, ale przykładanie do tego typu wymysłów nadmiernej wagi to przesada. Nie każdy czuł się zobowiązany brać udział w przedstawieniu. Jeśli już, to przykładał bym znacznie większa wagę do medialnego efektu przedsięwzięcia, niźli do tej całej frekwencji. Bo spektakl medialnie im się udał, i zapędzili w kozi róg cały ten syfiasty PiS. Przez paręnaście dni Polska (ta interesująca się polityką) żyła tylko tym, nie zaś kolejną urojoną cieczką prezesa Kaczyńskiego. Jedyne co mogło wywindować PiS i wzbudzić zainteresowanie dużo większe niż prawybory w konkurentów, to przyznanie się prezesa, iż wychodzi wreszcie za mąż. Tak jednak się nie stało, choć oczywiście prezesowi życzymy wszystkiego dobrego w życiu osobistym. Niechaj pozostaje w zdrowiu i kondycji, bo bez niego świat byłby zdecydowanie mniej śmieszny.

Oczywiście rację będzie miał ten, kto stwierdzi, że cała ta demonstracja mogła równie dobrze nie mieć miejsca. Wystarczyło by Tusk wskazał Komorowskiego bez owej szopki. Tyle, że efekt byłby dużo mizerniejszy. Szopka spowodowała bowiem, że zwłaszcza Komorowski, nabił sobie popularności i dla wielu Polaków stał się postacią o wiele bardziej rozpoznawalną. To bardzo zła wiadomość dla kolegów pisiaków, bo teraz Kaczyński prezydent, będzie miał przeciwko sobie nie jakąś szarą masę mniej lub bardziej wirtualnych kandydatów, ale konkurenta z krwi i kości. Dobrze mówi, dobrze wygląda, jest przewidywalny, rozpoznawalny, o mocnym zapleczu. Przeciwieństwo gburowatego, stękającego, mruczącego i sapiącego Kaczora.

W kategoriach wewnątrzpartyjnych, Komorski to dość konserwatywne i stabilne Volvo, zaś Sikorski to na swój sposób piękna, ale kompletnie nieprzewidywalna Alfa Romeo. Nie znasz dnia ani godziny kiedy się spierdzieli, czyli wywinie ci numer. W tychże samych kategoriach Lech Aleksander to co najwyżej charczący Maluch, czyli Fiat 126p, a jeszcze lepiej wóz drabiniasty z zaprzęgniętym do dyszla wałachem. Zarży, walnie kopytem, czasem zwali coś na asfalt, ale na tym koniec finezji.

poniedziałek, 29 marca 2010

Ciężkie dni dla katolików, trwa ich huśtawka nastrojów. Sytuacja zmienia się niczym w kalejdoskopie. Zupełnie niedawno słyszeliśmy, że nasz rodak będzie „santo subito” za moment i z marszu jak gdyby. Chwile potem ktoś zaczął studzić nastroje; że hola, nie tak szybko i nie tak pewnie, bo nie taki on święty jak wróble ćwierkają. Zupełnie ktoś inny to zdementował, po to tylko, żeby za moment jeszcze ktoś inny powiedział, że jeśli gościa beatyfikują, to najwcześniej w 2011. Teraz wedle włoskiej agencji, nasz agent w Watykanie Karol Wojtyła pseudonim JP2, jednak dostąpi świętości jeszcze w tym roku. I powiedzcie sami, jak tu być dobrym katolikiem i mieć zdrowe nerwy?

Dla świętego spokoju, mogli by gościa już wynieść na te ołtarze, tym bardziej ze od dawna przygotowana jest machina przerobienia go na relikwie. W Polsce towar będzie szedł niczym ciepłe bułeczki, i nie powinno być żadnego problemu z popytem. Każdy kawałeczek paznokcia zostanie wykupiony na pniu, bowiem klientela ma pełna świadomość, że JP2 był tylko jeden i nie ma szans na dodruk czy ksero. Nastroje w tym wypadku sa prorynkowe rzec można, dlatego każdy miesiąc opóźnienia w beatyfikacji działa na niekorzyść tego rynku. Im wcześniej Karola wyniosą na ołtarze tym lepiej i za lepsza cenę pójdą relikwie. Prosta rynkowa zasada. Za parę lat jak lud się znudzi, sytuacja nie będzie już tak dobra.

Myślę sobie (tak na marginesie), że aby choć częściowo zaspokoić oczekiwania, czym prędzej powinno się beatyfikować także wadowicką kremówkę, tak uwielbianą przez JP2. Tu nawet specjalnie tych cudów nie trzeba udowadniać. Wiadomo, że kremówka uzdrawia, zwłaszcza portfele. Wyjątkowy glut za kupę kasy.

niedziela, 28 marca 2010

Wczoraj w Warszawie kilkudziesięciu osobników protestowało przeciwko budowaniu na Woli meczetu. Słusznie protestowali, bowiem każda świątynia więcej to już nie przesada, to paranoja. W Polsce kościół stoi przy kościele i kościołem pogania, a tu jeszcze jakiś meczet chcą postawić. To po pierwsze. Po drugie, jeśli już można przymknąć oko na radosną twórczość budowlaną raczej dupowatych katolików, o tyle lekceważenie inicjatywy muslemów raczej nie powinno wchodzić w grę. Tyle, że jest jeszcze kwestia proporcji.

Otóż jeden meczet więcej (nawet z minaretem) jeszcze nie czyni z nas państwa islamskiego. I bez nich mamy tu już prawie szariat katolicki, więc proponuję mimo wszystko nie przesadzać. Jak nie muslemy, to tubylcze katotaliby zrobią nam tu piekło na ziemi za moment. Cała ta pożal się boże demonstracja fobii i uprzedzeń, dowiodła również tego, że tolerancyjni to my jesteśmy na papierze. Tolerancyjni to jesteśmy też w konstytucji, która w wielu wypadkach jest zwykłą makulaturą, bo tak się ma do życia, jak pięść do nosa. Z braku odpowiedniej ilości Żydów (wcześniej zrobiliśmy z nimi porządek), poczekamy teraz na muzułmanów i urządzimy im to, w czym naprawdę jesteśmy nieźli.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8