tabloid online w stanie spoczynku
sobota, 31 marca 2012

Wybitny polski artysta, muzyk, powórkowy poeta, filozof i dyżurny ujadacz Jan Pietrzak, dał wywiad portalowi wPolityce. Nie miało być mądrze, miało być dosadnie. I było. Pan Janek widzi Polskę tak, jak życzy sobie zamawiający wywiad. Płacisz, masz. Zgodnie z zamówieniem przeto naopowiadał dużo, co jednak streścić można w jednym zdaniu:  „ta władza to teatrzyk kukiełkowy, a wielkie telewizory służą niemal wyłącznie haniebnemu kłamstwu“. Marnie widocznie zapłacili skoro tylko na tyle było go stać. Kiedyś z tego pana Janeczka to nawet czasami śmieszny był kolega. A teraz to rozpaczliwe głupiutki niczym jego odgrzewane dowcipy frustrat. Biedny i zawistny człowieczek. Bywa, acz nie bardzo to smutne.

HASŁA NA MURY:  

> Cejrowski, kto cię  robił, że tak cię spieprzył? <

Pan Krzysztof Knapik (na zdjęciu), to przewodniczący Związku Zawodowego Kolejarzy Małopolskich i pracownik Przewozów Regionalnych (znów ta Małopolska). Ów pan rozpiął gacie i bezceremonialnie odlał się na peronie dworca centralnego w Warszawie. Miał biedak wyjątkowe w zaworach ciśnienie, a poza tym pan Knapik jest zdaje się z tych, co to uważają, że jako kolejowemu związkowcowi wolno mu więcej, zwłaszcza na kolejowych dworcach.

Zdjęcie szczającego bossa związkowego pochodzi z serwisu skyscrapercity.com, który kolejowego fiuta nakrył na następnie wyczyn jego nagłośnił. Fiut trafił na komisariat i zapłacił mandat, acz przy okazji nie odmówił sobie pogróżek wobec dociekliwego reportera. Teraz pan fiut-związkowiec postanowił być nieuchwytnym i zszedł w chwilowe zanurzenie. Zmienił nawet numer telefonu jak wynika z oświadczenia jego sekretarki. Pewnie jednak na krótko, bo tu i ówdzie słychać, że przy okazji następnej służbowej podróży i w ramach retorsji, zamierza lać wprost z okna pociągu. Już ponoć ćwiczy. Nie ukrywam, że czekam na zdjęcia z treningu. A swoją drogą, kolejny raz mamy potwierdzenie w czym najlepsi są związkowcy. Mimo upływu lat bez zmian: w piciu, szczaniu i robieniu zadym.

piątek, 30 marca 2012

Pewne żydowskie liceum dla dziewcząt w Nowym Jorku (Brooklyn – to tam, skąd moi sponsorzy), nakazało swoim wychowankom usunąć konta na Facebooku. Jeśli tego nie zrobią zostaną wywalone ze szkoły. Ma być to zdaniem ortodoksów, obroną przed „moralnym upadkiem”. Facebook to narzędzie szatana – dowodzą ichniejsi pasterze – a korzystanie z niego to zajęcie wysoce niestosowne, ponieważ dziewczyny nie dość, że rozmawiają z chłopakami, to jeszcze zamieszczają „nieskromne” fotki.  

Jedyny powód dla którego zamieszczam tę informację jest taki, że im świat bardziej się rozwija, tym bardziej staje się widoczna skala upośledzenia różnych takich bogolubnych.  Sprawę mógłbym na tym zakończyć, ale…

Niezależnie jak się potoczy ta nowojorska historia (lub histeria), pomysł wydaje się dobry i godny zauważenia przez tubylczych bogolubnych. Myślę, że czym prędzej wątek winien podjąć intelektualnie niezwykle ostatnio aktywny biskup Michalik. Tupiąc zwyczajowo nogą, waląc pięścią i używając kilku sprawdzonych frazesów ze swojego arsenału, niechaj się domaga szybkiego wprowadzenia do polskich szkół tego typu obostrzenia. Tyle głupich pomysłów i posranych myśli mu się w głowie już zalęgło, że ten jeden dodatkowy akcent (i nieco zapożyczony) większych szkód nikomu nie poczyni. No i rozrywka będzie przednia na parę kolejnych dni.

czwartek, 29 marca 2012

Marek Jurek to ponoć „wybitny intelektualista”. Ale ponieważ na prawicy są tylko „wybitni intelektualiści” więc obawiam się, że pan Jurek znów zniknie w tłumie, podobnie jak i on wybitnych. Rzecz w tym jednak, że ten pan Jurek bazując na swym – podkreślam – wybitnym intelekcie, jakiś czas temu postawił na kolejne małżeństwo z PiS. Chodzi o względy ideowe.

Pytany o to przez różnych takich, również jak i on nienagannych intelektualnie prawicowych przepytywaczy, wyjaśnił, że tylko w PiS znajduje zrozumienie. A co z Solidarną Wolską – dopytuje dopytywacz? Otóż Solidarna Wolska odpadła z tego względu, że „w trakcie wcześniejszych rozmów zniechęciła nas przede wszystkim ich rezerwa wobec naszego zaangażowania ideowego”.  Chodzi o to konkretnie, że lider tej Wolskiej otwarcie przyznał,  iż „postulat konieczności obrony życia poczętego”, jest dla niego wielce niewygodny. Finał jest więc taki, że pan Jurek wpadł ponownie w szeroko rozwarte ramiona niegdysiejszej kochanki.

Ale ideowość to pewnie jedno, a kalkulacja to jednak drugie. A pan Jurek jako ów „wybitny intelektualista” kalkuluje zdaje się nieźle. No, bo cóż po tych całych jego ideałach, skoro związać by się miał z partyjką mającą notowania na poziomie zero, plus coś tam niewielkiego po przecinku? Obojętnie jaki numer dostałby na liście i tak dupa blada, czyli porażka do kwadratu. A tymczasem PiS, bez względu na takie czy inne „ideały”, dając nawet drugie albo i trzecie miejsce, daje też gwarancję (przynajmniej na razie) na parlamentarny fotel. Bo przecież o taki „ideał” walczy głównie pan Jurek, zaś te inne, to tylko alibi i kwiatek do kożucha.

środa, 28 marca 2012

W europejskim parlamencie odbyło się dziś szumnie przez prawicę zapowiadane wysłuchanie publiczne w sprawie smoleńskiej katastrofy. Nie wnikając w szczegóły (bo i co tu wnikać) zauważyć jedynie należy, że pani Marta Dubieniecka z Kaczyńskich, winą za krasz obciążyła wszystkich. I tak winni są: prezydent Komorowski, premier Tusk, szef MSZ, służby bezpieczeństwa, wszyscy Ruscy jak leci od A do Z, dowódcy pilotów (poza rzecz jasna przygotowywanym do beatyfikacji gen, Błasikiem), byli piloci, żony pilotów i ich kochanki, geje i lesbijki, meteorolodzy, szpiedzy (nie ważne jakich służb), miś Colargol i pies Huckelbery, kaczor Donald jak najbardziej, ateiści, archiwiści, bigamiści, cykliści, a także wrotkarze, rolkarze, czyściciele szyb…. Zresztą po co tyle pisać. Krócej będzie jednak wymienić tych, którzy są niewinni. To pani Marta i jej stryj Jarosław. Reszta to swołocz kwalifikująca się na stryczek.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9