tabloid online w stanie spoczynku
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
Polski rząd chce, a nawet żąda, by Amerykanie przeprosili nas za to, że pewien kurdupelek lecący zdezolowanym samolotem Duck One Force nie został wpuszczony nad Irak. Samolot zawrócił i tym samym nie doszła do skutku epokowa wyprawa do Orientu. Te amerykańskie chuje potraktowały premiera jak jakiegoś małolata na byle motolotni. I to kto? Mówi się, że zwykły sierżant mający akurat służbę. Pewnie Murzyn, a na dodatek jeszcze pedał. Skandal!!! Jarosław tupie teraz nogami i mówi: albo mnie przeprosicie, i to oficjalnie, albo..., no właśnie, albo co, Panie Premierze? Czy naprawdę muszą Panu pokazywać, jako się rzekło oficjalnie, gdzie Pan może im skoczyć?
Gorzej niż w szkole, a przynajmniej tak samo... W szkole wiadomo, że wszyscy jarają szlugi, ale jak na drugi dzień wychowawczyni pyta kto palił w kiblu, to wszyscy niewinni i organicznie nie znoszący palenia. Ten sam schemat zadziałał w sejmowym hotelu, gdzie to pod koniec tygodnia ostro ognia dali kumple pingwina Gosia. Chleli wóde i darli mordy świętując zapowiadany awans pierwszego obywatela Włoszczowy. Zrobiło się w pewnym momencie na tyle nieprzyjemnie, że interweniowała straż marszałkowska. Balangowicze to m.in. Putra, Kuchciński i Jasiński. No, a ponieważ zrobił się tego wszystkiego chlew, to nagle okazało się, że nikt nie uczestniczył w tym pajacowie. Wszyscy jak bozia nakazała spali przynajmniej od 22.00. Gosia w ogóle tam nie było i w ogóle nie zna tych panów. Putra też ma alibi. Od mniej więcej 20.00 strzygł wąsy i zeszło mu na tym gdzieś do trzeciej nad ranem. Kuchciński mówi, że nie pije, więc nie chodzi na imprezy. Swoją drogą: na jego miejscu to chlałbym na umór. To jedyna radość i pociecha w jego zasranym życiu. Z kolei zaś Jasiński tankuje jak wóz strażacki, ale akurat z czwartku na piątek miał przerwę konserwacyjną. Wychodzi więc na to, że wszystko to wredna robota mediów, które po raz wtóry na siłę chciały udowodnić, że w PiSie to same obszczymury, moczymordy i pokurcze. A to jak wiadomo, nie jest prawdą, co widać na co dzień gołym okiem.
sobota, 28 kwietnia 2007
Minister Wassermann to człowiek o rozlicznych talentach i giętkim języku. Z tą giętkością to może nieco przesadzam, ale nie ulega wątpliwości, iż w tym co pan minister mówi kryć się może wiele znaczeń. Mistrz Koordynator i znawca wanien, mówi o „czech" policjantach i zapewnia, że padł tylko jeden „szczał". Innymi słowy chciał zdaje się dać nam do zrozumienia, że policjant był Czechem i w czasie akcji szczał, czyli oddawał mocz. Nie dziwota więc, że w tym czasie zostawił ofiarę bez kontroli no i stało się to co się stało.
piątek, 27 kwietnia 2007
Pan Lutek, gość o zgryzie neandertalczyka, ma być nowym marszałkiem sejmu. Facet, który nie bardzo potrafi dać sobie radę z kierowaniem samochodem, ma kierować bandą rozwydrzonych parlamentarzystów w liczbie ponad czterystu, na ogół pustych łbów. To może być niezły eksperyment. Pikanterii dodaje fakt, iż Lutek jest człowiekiem nieprzewidywalnym i nie ma żadnej pewności, że będzie umiał chodzić grzecznie prowadzony za rączkę przez Jarosława. Umiejętność tę nabył kolega Jurek, stąd był tak dobrym marszałkiem dla Kaczora. Robił bez szemrania wszystko co wódz nakazał. Lutek zaś lubi pyskować. Teraz jego ego zdecydowanie urośnie. Ale tylko ego.

Sieg Heil w wersji light, czy może pozdrowienia dla sympatyków Klubu Playboya?

czwartek, 26 kwietnia 2007
Stary Giertych do reszty sfiksował. Jeśli - jak pisze nasz gigant nauki - homoseksualizm to "defekt" i przejaw "niemoralności", to on, od czubka pustej pały, po zwichrowany paznokieć największego palca nogi, jest też defektem i przejawem nienormalności. I takiego głupka Polska może trzymać w parlamencie europejskim. Geremek zaś to wstyd. Logika IV RP w pełnej krasie.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10