tabloid online w stanie spoczynku
środa, 30 kwietnia 2008
Dowiadujemy się oto, że premier (coraz bardziej ukochany) odwołał ze stanowiska obywatela Twarowskiego. Obywatel Twarowski był prezesem Agencji Rynku Rolnego i wsławił się tym, że wykorzystywał swoje stanowisko we wszelaki wymyślny sposób. A to zwalniał ludzi bez opamiętania, a to nabył telefonik za pięć tysiaków, a to znowu monitorek se fundnął wcale nie tani. Jednym słowem prezes był znany z tego, że był prezesem („ja, prezes"). Żył jak pan, dzielił i rządził.
Czy myślicie, że na dobre przeszedł już do historii?
Niestety, mam wątpliwości. Wkrótce ten pacan znów wypłynie. Bo „prezes" Bogdan Twarowski to PSL-owiec. A pamiętajmy, że PSL-owcy nigdy nie odchodzą do historii, PSL nigdy nie zapomina o swoich najbardziej oddanych ludziach, z reguły - niestety - totalnie głupich. Ich ze sceny zmieść może tylko śmierć, lub narażenie się prezesowi. PSL, to mega kumoterstwo i kolesiostwo, to polityczne stowarzyszenie skurwionych do cna karierowiczów, trzymających się sztachet. Ani stężony Azotox, ani napalm nawet, nie wytruje tych wszystkich Śmietanków, Sawickich i Pawlaków. Są wytrzymalsi od karalucha. I dzisiaj premier (coraz bardziej ukochany) Donald Tusk, niechaj nie robi zdziwionej, a czasem zbolałej miny, niech nie udaje, że coś go zaskakuje w działaniach koalicjanta. Bo jak wziął sobie za koalicjanta tych buraków, to wziął ich z całym bagażem syfu który mają w teczkach i w kieszeniach i za kołnierzem. I niechaj nie mówi, że o czymś nie wiedział, bo czym jest PSL wiadomo doskonale od lat i naprawdę głupio jest teraz mówić, że jest się czymś zaskoczonym. Panie premierze, PSL to Chujnia Do Kwadratu. Czas zacząć omłoty tego śmiecia.
wtorek, 29 kwietnia 2008
Dzień bez zadymy, to niewątpliwie dzień stracony. To konsekwentnie przestrzegana filozofia funkcjonowania pana prezydenta i jego otoczenia. Teraz poszło o generałów, których Lech Aleksander i Tak Dalej nie chce zatwierdzić. Nie, bo nie! Bo mu się nie podobają, bo mają za krótkie nogi, bo są wyżsi (wzrostem) od niego, bo wystąpił o nich Klich, bo nie chodzili z nim do jednej szkoły, bo nie kłaniają się w pas... no i tak dalej. Lech konsekwentnie rżnie głupa, choć wydaje mu się, że jest poważnym mężem stanu. Ale każdy ma prawo mieć swoje małe złudzenia. Prezydent również.
A teraz druga strona medalu.
MON, to nadmuchana do granic rozsądku, nieruchawa instytucja, której jedynym zajęciem jest nieposkromione zżeranie kasy. To, że na jakąś pojebaną i nie naszą wojnę wysyłamy paru żołnierzy, w niczym nie usprawiedliwia tej instytucji. W zasadzie ją jeszcze bardziej pogrąża. Bo jeśli pominiemy dyskusję nad sensem tej wojny, to co to za armia do kurwy nędzy, licząca blisko dwieście tysięcy luda, z której nie można nawet uskładać marnego tysiąca nadających się do czegoś ludzi? Na cholerę nam ci generałowie, po kiego grzyba potrzeba nam kolejna dość liczna grupa darmozjadów z jarmarcznymi wężykami na ramieniu? Na dodatek ów cały MON, ten wrzód na dupie nas, podatników łupionych niemiłosiernie rok do roku przez pazerne państwo, nie ma jeszcze szczęścia do swoich wodzów. Cywilna kontrola nad armia być może maj plusy, ale ma też wiele minusów. Ministrami zostają jakieś kompletne dupy wołowe, począwszy od znudzonego życiem zblazowanego Szmajdzińskiego, poprzez ewidentnego wariata i wrednego ciula Szczygłę, a skończywszy na Klichu, nadpobudliwym pseudointelektualiście z trocinami we łbie. Jak zarządzana przez odpady armia ma być w dobrej kondycji? Więc zostawmy te trzy czy cztery nadające się do czegoś bataliony, a resztę rozpędźmy na cztery wiatry. W pizdu z tymi generałami, nową grupą pierdzących w fotel urzędasów. W pizdu też z tym facetem, który niby o czymś decyduje.
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Dyrektorem Dwójki w TVP jest nijaki Wojciech Pawlak. Tak, wiem, nikt z was raczej nie kojarzy tego gościa. Bo to typowy Pan Nobody, czyli Wielki Nikt na wysuniętym, politycznym stanowisku. Niewyględny urzędas bez właściwości, utajony oficer PiS bez cienia osobistego uroku, jednym słowem ryży chuj. Szczerze mówiąc, ani mnie on szczególnie ziębi ani parzy. Pod warunkiem jednak że nie otwiera gęby i nie daje głosu. Niestety, ostatnio rozdziawił paszczę i wypowiedział myśl tak pokrętną, że aż trudno uwierzyć, że wykształconemu człowiekowi, jakim ponoć jest, coś takiego w ogóle przechodzi przez japę. Cytuje pana Pawlaka:
„TVP traktuje się w sposób intencjonalnie zły. "Gwiazdy tańczą na lodzie" jest także programem misyjnym, bo przecież zachęca do nauki jazdy na łyżwach. To zła wola mediów, którzy zrobili mu gębę."
Oj pojechał gość! To naprawdę zajebista teza, i w ten sposób wszelkie gówno produkowane na tony w Publicznej da się teraz podciągnąć pod „misję". Łącznie z głupawym amerykańskim serialem, który będzie „krzewił przyjaźń polsko-amerykańską i zbliżał do siebie bratnie narody". Teraz wiem dlaczego TVP odkupiła gościa od Polsatu, teraz wiem co znaczy być absolwentem socjologii i specjalistą od badań marketingowych. Pawlak jest po prostu bezcenny i uzasadni każdy przekręt w TVP stawiając najgłupszą z możliwych, ale prawdopodobna tezę. Wszystko co jest na antenie Publicznej, łącznie z reklamami (bo pokazując reklamy TVP „uczy" naród dokonywania przemyślanych wyborów), jest jedną wielką " misją publiczną". I nawet gdyby prezes Urbański zaczął się na wizji onanizować (zakładam, że to się wkrótce stanie i że gość ma coś między nogami), to Wojciech Pawlak również uzasadni sens tego widowiska.
niedziela, 27 kwietnia 2008
Gdańsk zorganizował wczoraj jasełka. Wszystko na cześć pewnego gazera, któremu (na szczęście) znudziła się Warszawa. Przybyło liczne grono oryginałów, oraz najzwyklejszych porąbańców, począwszy od Korwina a skończywszy na Kurskim. Zakładam, że było wesoło, a przy okazji pewnie było narodowo bardzo, patriotycznie i rasistowsko z lekką nutką antysemityzmu. Bo gdzie tylko pojawia się prałat Jankowski tam natychmiast kwitnie specyficzny dialog. Niestety Kato Parade (przeciwstawieństwo Love Parade) obecnością swą zaszczycił eksprezydent Walęsa. Wyszedł na wała i głupka (nie po raz pierwszy), no bo jak ktoś nazywa Głódzia po imieniu i wiesza na nim psy, to raczej nie przychodzi potem na jego imprezę. Nie stać go na własną gorzałę, musi łapać się na krzywy ryj u Sławoja? Miękki ciul jednym słowem. Reszta była już raczej w normie. Chłopcy pewnie chlali do nocy, a może nawet zmówili dziwki. Jak się bawić to się bawić. Ostatecznie biskup to też chłop, wyłączywszy Poetza i paru tych nie do końca zidentyfikowanych.
sobota, 26 kwietnia 2008
Tydzień który się kończy upływał w cieniu sprawy Olewników. Uczyniono z tego narodowy problem. Posiedzenia komisji sejmowej, konferencje prasowe, gremialne tłumaczenie się wysokich urzędników i zbiorowe kajanie się. Współczuję rodzinie Olewników, bo przecież stracili syna i brata, przeżyli traumę. Jednak nie rozumiem z jakich powodów rodzina zrobiła z tej tragedii taki szoł, dlaczego zorganizowała teatr dla milionów. Jak to się dzieje, że zasadom tej gry uległo państwo? Jak to się dzieje, że owe państwo jednym umożliwia walkę o godność i daje szansę wykrzyczenia swoich racji w świetle kamer, a innym nie? Jak to się dzieje, że otwiera się przed Olewnikami parlament i rzuca do stóp nieudolnych urzędasów, a tysiące innych rodzin, których dzieci, ojcowie, matki, bracia, siostry, zaginęli bez wieści, tej szansy nigdy nie dostaną? Czy dzieje się tak tylko dlatego, że Olewnikowie są bogaci, z tupetem, z koneksjami i sporym potencjałem umiejętności pijarowskich?
Choćby w dzisiejszej Gazecie Wyborczej widzę sześć zdjęć ludzi, którzy ostatnio zaginęli bez wieści. Nie wiadomo czy ich porwano, zamordowano, czy może stało się coś innego. Kruszyński, Milczarek, Blicharski, Janocha, Klimek, Hrapkowicz... Co magą zrobić ich rodziny poza wywieszeniem odręcznych apeli na najbliższym drzewie, słupie ogłoszeniowym czy płocie? Policja koncertowo ich zleje albo już zlała, prokuratura założyła teczkę, i umyje ręce wedle zasady: jak zginął to może się i odnajdzie. Czy Kruszyńscy, Milczarkowie i tak dalej, podobnie jak Olewnikowie, mają szanse wykrzyczenia swej rozpaczy i żalu w Parlamencie i w świetle kamer?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9