tabloid online w stanie spoczynku
czwartek, 30 kwietnia 2009
Warszawa ma mieć ulicę Żołnierzy Wyklętych, a może Przeklętych... w każdym razie jakieś takie kolejne dziwactwo. Ci którzy mieszkają przy obecnej Wrocławskiej są wkurwieni na maksa. Bo komuż przeszkadza nazwa „Wrocławska"? Czy w tej nazwie jest coś niestosownego? Radnych PiS to nie obchodzi, oni chcą mieć tych przeklętych żołnierzy. Tak dla zasady, żeby racja była po ich stronie.
Powiem tak: przy Wrocławskiej nie wstyd mieszkać. Natomiast przy całych tych żołnierzy to już może być obciach. Gloryfikowanie żołnierzy zbrojnego podziemia, odbywa się za wiedzą i przyzwoleniem tych, którzy tamtych czasów nie pamiętają, i nie mają bladego pojęcia o ówczesnych uwarunkowaniach. Tymczasem, dla ludzi którzy musieli żyć w rejonach działania tych „żołnierzy wyklętych", byli to najczęściej zwykli bandyci. Owszem, od czasu do czasu wytropili znienawidzonego czerwonego (przynajmniej w ich ocenie), ale na co dzień głównym ich zajęciem było łupienie miejscowych, próbujących im przeciwstawić, próbujących ochronić resztki i tak marnego swojego dobytku. Jak się miało jedną krowę, czyli coś, to trudno jej było nie bronić przed najbardziej nawet dumnymi żołnierzami, nawet z orzełkiem w koronie. A ci „dumni" dziś „wykleci" bez oporów rabowali co się dało wycierając sobie gębę ojczyzną, odmienianą na wszelkie możliwe sposoby. W dużym skrócie i pewnym uproszczeniu tak to wyglądało. Dziś za ów „wysiłek patriotyczny", nagradza się ich ulicami, zaś mieszkających przy tych ulicach karze się adresem, na którego samą myśl można się wyrzygać.
środa, 29 kwietnia 2009
Warszawę znów nawiedziła liczna banda przedstawicieli „klasy robotniczej". Było jak zwykle: jak najwięcej zniszczyć, potłuc, powywracać, dać upust nakręconej sztucznie frustracji. I żaden z tych często gęsto podpitych półgłówków nawet przez moment się nie zastanowił, że to nie jego miasto i nikt go tu nie zapraszał. Jak sobie chcą robić kipisz, to proszę bardzo, ale najlepiej na swojej ulicy i pod własna bramą czy oknem. W Szczecinie jest parę ulic do poganiana się z policją i jest też trochę szyb do wybicia. Na drugi raz róbcie to więc u siebie. Przeproście i Spierdalajcie.
Droga Rebe
Otóż śpieszę Ci donieść, iż zamierzam kupić jakąś wyspę, może być nawet na mazurskim jeziorze, nie za dużą jednak i nie za daleko, żeby z transportem nie było kłopotów. I jak już się skończą te europejskie wybory, to wtedy przy pomocy ludzi dobrej woli, zagospodaruję jakoś tych wszystkich narodowych wypierdków. Niech sobie na tej wyspie w spokoju budują Wielką Polskę. Wystarczy z dwieście metrów kwadratowych suchego gruntu, by pomieścić te wszystkie spady: Naprzódpolaków, Weszpolaków, Libertasów, alkoholków z LPRu, tudzież resztówki monarchistów, faszystów i zapierdzianych ultra-kato-konserwatystów. Niech sobie tam zrobią Wielką Polskę, od morza do morza (od brzegu do brzegu), Wielki Sejm (może być czteroletni), i niechaj wybiorą Wielkiego Prezydenta i koronują go potem na króla. Nic to. Niech się bawią. Do jeziora wpuści się krokodyle, a wtedy żaden wpław nie przepłynie i dupy ponownie nie będzie zawracał. Ot, taka to Rebe idea, żeby po całkowitą kontrolą (także lekarsko-psychiatryczną) wielcy Polacy budowali Wielka Polskę na małej wyspie. Z dala od nas i za całkowicie prywatne pieniądze.
wtorek, 28 kwietnia 2009
Tomku, jesteśmy z Ciebie dumni!" - taki napis powinien umieścić na swojej pidżamie, podkoszulku czy koszuli każdy człowiek, uważający się za liberała i demokratę. No bo przecież dumni jesteśmy z pana Tomka, który jest dumny z żony którą wyrzucili. A poza tym jesteśmy dumni na zapas. Sądzę, że pan Tomek mógłby być jeszcze bardziej dumny, gdyby ta jego żona pokazała choć odrobinę charakteru i odeszła sama z tego faszystowskiego chlewu. Ale jej zabrakło niestety odwagi. Czekała cierpliwie i strachliwie aż ją wyrzucą. Więc po co tyle hałasu o nic? Co najwyżej na tej spoconej koszulce można było napisać: „Współczuję Ci Haniu serdecznie. Utrzymam Cie skarbie!". Z duma ma to mało wspólnego.
Zapytam raz jeszcze: gdzie była ta duma zarówno pani Hanny jak i pana Tomasza, kiedy świadomie i z pełnym wyrachowaniem podpisywali kontrakty z publiczną telewizją? Kiedy już wtedy wiadomym i jasnym było, kto zasiada w zarządzie tej spółki. Powiecie, że wtedy rządził tym czymś Urbański. Zgoda, ale czy jego kumplem z gabinetu obok, nie był ów Farfał? Czy ta gnida nie była wiceprezesem? Wiedziały gały co brały. Pani Hania i jej szanowny mężulo mieli pełną świadomość, że wdeptują w gówno i z gównem się wiążą. Mówienie dziś, że jest się dumnym, to prymitywna manipulacja i udawanie, że jest się kryształowo czystym, gdy tymczasem świadomie, za dużą kasę, brało się udział w tej grze sygnowanej przez populistów i neofaszystów. Nie ma co udawać skrzywdzonych i wydymanych, kiedy wystawia się dupę w kierunku zboczeńców. Teraz panie Tomku czas na pana pupcię. I właśnie dlatego zawczasu należy przygotować owe koszulki z napisem jak na wstępie.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Kiedy pan Bielan z takim zapałem, blady cały (a czasem pąsowy) tłumaczy i zapewnia, że ewentualna teczka Jarosława Kaczyńskiego to fałszywka, to myślę sobie też, że być może coś w tym jednak jest. Idąc dalej tym tropem i dając wiarę Bielanowi można przeto wnioskować, iż wszystko co dotyczy Kaczyńskich jest jedną wielką fałszywką, tudzież zmową wiadomych sił. Jako obywatel tego państwa (przynajmniej w ½) mam więc uzasadnione podejrzenia, że praca habilitacyjna brata Lecha Aleksandra, to też fałszywka. Czyli z prezydenta Lecha taki jest profesor, jak z koziej dupy trąba. Nie chcę tu wyrokować i twierdzić, że Lech Kaczyński „kupił" tę pracę na uczelnianym bazarze, ale również nie mam ani krzty pewności, czy w tej habilitacji w sposób tajny lub półjawny nie uczestniczyła w jakiś sposób bezpieka. Może załatwili mu profesurę, a potem trzymali za jajca, wedle zasady: albo grasz z nami ofermo jedna, albo wszystkim rozpowiemy żeś malowany profesor, oszust i kłamca. Oczywiście to tylko chore urojenia pana Revelsteina, sprzedawczyka finansowanego przez wiadome środowiska, ale życie dowodzi, że czarne nie zawsze jest czarne a białe zaś białe. Pożyjemy, zobaczymy.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8