tabloid online w stanie spoczynku
piątek, 30 kwietnia 2010

W obliczu zbliżającej się dość specyficznej kampanii prezydenckiej, podstawowym obowiązkiem każdego szanującego się liberalnego dziennikarza (blogera), jest być maksymalnie aktywnym. Nie powinno być dnia bez „tykania” Jarosława Kaczyńskiego. To „tykanie” zaś powinno polegać na tym, by za wszelką cenę prowokować lidera PiSu, by zmuszać go tym samym do mówienia, zabierania głosu, kontratakowania, zapiekania się, ślepego gryzienia i odgryzania się, demonstrowania nienawiści i wrogości. Im Kaczyński będzie częściej występował, im częściej będzie odpowiadał na nawet absurdalne zarzuty, tym większa szansa kompromitacji, kumulowania się negatywnego elektoratu, tym większe prawdopodobieństwo olbrzymiej armii wyborców, którzy pójdą do urn nie po ty by wybrać Komorowskiego, lecz po to by ujebać Kaczyńskiego. Apeluje więc do wszystkich dziennikarzy (blogerów) dobrej woli, i innych ludzi mediów, którym nie uśmiecha się wizja IV RP do kwadratu (a nawet ich wkurwia), by działając systematycznie i na zimno, minuta po minucie i centymetr po centymetrze „frezowali” wedle planu sylwetkę wiadomego kandydata. Metody nie ważne, liczy się efekt.

Jeśli więc autorami słynnej ulotki o „karłach szydzących z prezydenta” były pisiaki, to wielkie dzięki im za to, bo odwalili za nas kawał dobrej roboty. Po publikacji takiego ubeckiego plakatu, liczba ewentualnych zwolenników Kaczora znów się skurczyła. Panie Jacku Kurski, Panie Bielan, Pani Kluzikowo: prosimy o więcej i jeszcze więcej. Robicie świetną robotę pijarowska dla Komorowskiego.

Hasła na mury: > Śpieszmy się kochać PiS. Tak szybko odchodzi <

czwartek, 29 kwietnia 2010

Jednak nerwy puszczają, a pęcherz nie trzyma… Prezydent Lech Katyński doczekał się pierwszego własnego ronda. Takowe, nazwane jego imieniem powstanie w Stalowej Woli. Jeśli można czymś tę chorobę tłumaczyć, to tylko tym, iż jest to województwo podkarpackie. Stawia to całą historię w zupełnie innym świetle. Oto stuprocentowy pisoland, gdzie ziemia nadal jest płaska i podparta o trzy wypasione słonie. Nic więc dziwnego, ze Katyński był dla nich wielkim prezydentem. Nadmierne picie połączone z modleniem się, doprowadza do stanów maniakalno depresyjnych. 

14:12, revelstein
Link Komentarze (2) »

Tak, jestem karłem, który szydził z pana prezydenta. I czuję się dość komfortowo (o zaszczycie nie wspomnę), w gronie innych karłów, którzy także pozwalali sobie robić jaja z obywatela Lecha Katyńskiego. Mimo, iż nie lubię pochwał i wyróżnień, tę nagrodę przyjmuję i biorę sobie do serca. Być może nawet plakat oprawię w ramkę, by wnuki wiedziały kim był ich dziadek. Mój wrodzony szacunek do upiorów przeszłości, każe mi także cieszyć się z tego, że załapałem się zupełnie mimowolnie, do nowego pokolenia „karłów reakcji”. To określenie, które ma w Polsce swoją tradycję i które zobowiązuje. Teraz już nie mogę zawieść zaufania którym obdarzyły mnie określone siły, i nie mogę tak lekką ręką odpuścić sobie jeżdżenia po nowym narodowym bohaterze. Tytuł karła zobowiązuje także w tym sensie, że trzeba jak najlepiej wykonywać wynikające stąd obowiązki. Tyle quazi-patriotycznej frazeologii.

Zastanówmy się jeszcze nad „układem”, który za teorią skarlenia stoi. Wedle pana Suskiego, nagle i niespodziewanie wyrosłego na czołowego intelektualistę PiSu, jego partia z pewnością nie maczała w tym paluchów. To inicjatywa oddolna zniewolonego ludu miast i wsi. A ja sobie myślę, że ktoś to całe towarzystwo spuścił jednak ze smyczy, a jedyną koterią która ma w tym interes jest właśnie partia zarządzana przez Pozostałość po Bliźniakach. Biorąc pod uwagę „styl” i specyficzny infantylizm, wygląda to na pomysł Kurskiego, ale kto ich tam wie. Gomułkowska partia, gomułkowskie więc metody i ubeckie chwyty.

Sam strzał może być jednak strzałem nieco na oślep, bowiem pamiętajcie, że z prezydenta Katyńskiego, szydziła cała Polska, z wyjątkiem stada moherów, patologicznych patriotów tudzież najbliższej rodziny i przyjaciół rodziny. Więc to mnie też z drugiej strony mocno smuci, bo wydawało mi się w pierwszej chwili, że znalazłem się w nielicznym a przez to ekskluzywnym towarzystwie, tymczasem zaś jest nas od pyty dużo, i wszyscy jesteśmy karłami.

Hasła na mury: > PiS zdycha! Radujcie się! <

środa, 28 kwietnia 2010

Dawno nie widziana, nie słyszana i zapomniana posłanka PiS Anuś Sobecka, przypomniała nam iż dalej żyje. Oto zaapelowała do Jurka, Janowskiego i Podkańskiego o rezygnację ze startu w wyborach prezydenckich. Robiąc to, zwiększyliby szanse Kaczyńskiego. Panowie jak jeden mąż odmówili, bo cóż innego mogli zrobić? Przecież dość oczywistym jest i do skumania nawet przez pierwszoklasistę nieuka, że jeśli ktoś przegra te wybory, to z pewnością jeden z tej trójki.Co prawda któryś z nich nie dotrze jednak do drugiej tury, ale na pewno pozostała dwójka rozstrzygnie między sobą bój o pałac prezydencki. A głupia larwa Sobecka naiwnie myśli, że to Kaczor wygra. Debilka, obraża wielkich polskich patriotów. I demonstruje elementarny brak wiary.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8