tabloid online w stanie spoczynku
piątek, 30 czerwca 2006
Dowiedziałem się właśnie, że moherowy beret jest istotnym przedmiotem religijnego kultu. Dyrektor szkoły w jakiejś pipidówce ma nieprzyjemności, bo na festynie zorganizował konkurs rzutu takimż berecikiem. Teraz władza grozi mu palcem, a co niektórzy radni chcą odwołania dyra za to że "robił sobie kpiny z wiary". Niniejszym więc oświadczam, iż jestem posiadaczem moherowego beretu, którym czyszczę mój rower i glansuję samochód, rzucam nim nader często, czasami wycieram buty z błota, jednym słowem traktuję go okropnie i bez jakiejkolwiek nabożności niestety. Informuję więc radnych w Miastku, że poważnie naruszam tym samym dobre obyczaje i z pewnością dopuszczam się permanentnego obrażania uczuć religijnych. Drodzy państwo, wiecie gdzie możecie mnie pocałować? Wasz szczerze oddany Revelstein.

Miałem już olać Gierycha i więcej o nim nie pisać. Ale nie da się. Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Jak zasilić sumką 19 milionów malutkie wydawnictwo, nikomu szerzej nieznane, być może jest to nawet firemka znajomego? Wystarczy zamówić nieco ponad 16 tysięcy 15-tomowej edycji dzieł wszystkich JPII i przelać na konto wydawnictwa rzeczone 19 baniek. Giertych to geniusz! Ze swojej dawnej już młodości doskonale pamiętam, jak w pracowni historycznej mojego liceum równym rzędem stały dzieła Wielkiego Lenina. Tych tomów było z dwadzieścia, albo lepiej i to nic, że nikt po nie sięgał. Najważniejsze że były. Zmieniły się czasy, toteż ze szkolnych bibloteczek powoli wyparował Lenin. Odtąd półki się kurzyły i raziły oczy smętną pustką. Nikt nie miał pomysłu, czym te półtora metra godnie wypełnić. Nie było równie godnych dzieł. To smętne trwanie w bylejakości zmienił dopiero Roman Giertych.

Każda szkoła ponadgimnazjalna otrzyma od ministra w prezencie dzieła wszystkie Ojca Wojtyły, w sumie 15 tomów za bagatela: 1125 złotych. Jeden tom kosztować będzie więc 75 złotych! Wygląda na to, że książki będą ze złota i skóry, z drobną rubinową inkrustacją. W środku masa pisaniny, zrozumiałej tylko dla bardzo zaawansowanych, napewno zaś nie dla małolatów z technikum. I tu jest kolejny punkt styczny z Leninem: jego pisaninę też mało kto rozumiał. Tylko ze Lenin, z tego co pamiętam, wydany też bardzo porządnie, kosztował grosze, nie zaś równoważność pensji średnio zarabiajacego Polaka, albo dwie pensje pielęgniarki. Ponieważ w technikum samochodowym w miejscowości Dupa Blada, po dzieła Jana Pawła i tak pewnie nikt nie sięgnie (no chyba, że będzie tam instrukcja obsługi jego słynnego Forda), szkoła zyska jedynie nieźle wyglądający gadżet, długości metr dwadzieścia, idealnie pasujacy do biblioteczki w gabinecie dyrektora. Pytanie do was: czyje dzieła będziemy ustawiali na szkolnych półkach za 30 lat?

czwartek, 29 czerwca 2006
 Niespodziewanie być może, gwiazdą sezonu ogórkowego stał się Jacek Kurski. Tym samym wpędził w głęboką depresję - przynajmniej według rysownika Mleczki - słynnego potwora z Loch Ness, niekwestionowanego do tej pory bohatera wakacyjnych bulwarówek. Kochany Nasz Poseł (KNP) Jacek K. w rzeczy samej robi wszystko by być zauważonym i stosuje różne sztuczki by ciężko zapracowanej popularności nie stracić. Wmawia ludziom wszem i wobec, że jest kimś więcej niż faktycznie jest, może więcej niż faktycznie może, jest mądrzejszy niż na to wygląda. Tego typu ludzi z reguły nazywam szczegółem anatomicznym, w tym wypadku męskim. Obserwując 'publiczną' działalność KNP, dochodzi się do wniosku, że poseł Jacek pomylił epoki, a w każdym razie z pewnością urodził się za wcześnie. Sposób mówienia, argumentacja, mimika, wyrafinowane metody socjotechniczne, wskazują na to, że jest to postać jakby żywcem wyjęta z czasów najgłębszej komuny. To była epoka wprost stworzona dla niego. Pasował by do niej mentalnie i osobowościowo. Tak zwani 'ludzie partii', tamtej, wydawało się zapomnianej już epoki, z lubością posługiwali się pomówieniem i zajmowali się knuciem. I jeden wszakże mieli cel: zniszczyć przeciwnika politycznego i osobistego. Czyli Jacek wypisz wymaluj! Można sobie wyobrazić, że jako młody człowiek tamtej epoki, Jacek K., podrzędny redaktor  zakładowej gazetki, awansuje do komitetu miejskiego, a potem powiatowego partii. Wytrwały w boju, bezpardonowo zwalcza ideowych przeciwników. Jego metody nie są być może wyrafinowane, ale w pełni akceptowalne przez podręczniki marksizmu i leninizmu. Liczy się przede wszystkim skuteczność, a tej trudno odmówić młodemu towarzyszowi. Szybko zostaje więc zauważony przez lokalnego genseka i awansowany do komitetu wojewódzkiego. Potem Sejm i kariera w KC i w państwie, wszystko w zasięgu ręki. 

Chichot historii spowodował, że KNP Jacek znalazł się w epoce nieco tylko innej, odległej mniej więcej o 25 lat od tamtych czasów. Ale to nic nie szkodzi. Mentalnie poukładani 'towarzysze bronii', skrzyknęli się w jedną partię i po paru latach bezskutecznych pierdzeń w stołki, jakimś zbiegiem okoliczności zdobyli władzę. Tak jak kiedyś, przewodnia partia ma swoich sojuszników, takie współczesne wersje SD i ZSL. Nie do końca jeszcze wiadomo kto jest kto, ale z czasem to się poukłada. Jest nawet współczesna wersja profesora Jabłońskiego, kiedyś zwana przewodniczącym rady państwa, teraz prezydentem. Tak na margineise: podobnie jak kiedyś, i dziś instytucja ta nie ma nic do powiedzenia. Ot, taki kwiatek do kożucha. W tej 'socjalistycznej demokracji' odnalezienie się posła JK nie było czymś trudnym. Z miejsca poczuł się jak ryba w wodzie i zmiejsca awansował w hierarchii. Stał się wiernym przydupasem I sekretarza KC i podszeptuje mu teraz kogo awansować, a kogo dajmy na to, internować. Niestety, w odróżnieniu do zamierzchłej epoki, działa teraz jawna opozycja, która nie dość że nie chce rządzić w sojuszu, to jeszcze nieustannie drze ryja, a tym samym komplikuje życie i spędza sen z oczu przewodniej sile narodu. Po to jest jednak Jacek, by ukrócić te dysydenckie działania i ukręcić łeb hydrze. Tak jak kiedyś AK, teraz gra się Wehrmachtem. Metody identyczne, argumenty podobne.

Mimo tych wszystkich zastrzeżeń, KNP Jacka K. na swój sposób lubię. Jest on jednym z tych wielu, których zniknięcie byłoby bolesne dla wszelkiego rodzaju pismaków i satyryków. Bo jak widzicie, KNP Jacek wcale mnie nie wkurza, a jedynie rozśmiesza. Cieszę się niezmiernie że jest. Martwi mnie tylko, że przylgnęła do niego ksywka 'bulterier'. Po pierwsze jest to bardzo niesprawiedliwe (dla bulterierów), po drugie zaś jesli dalej będzie tak agresywny, to mogą go, jak każdego agresywnego psa, wykastrować. Czy wyobrażacie sobie Jacka bez jajek?

środa, 28 czerwca 2006
Telewizja Polsat chyba mile mnie rozczarowała, lub wkrótce rozczaruje. Zapowiedziała bowiem, że mniej więcej od połowy lipca pokaże show pod tytułem "Gej-armia". Program wyprodukowali liberalni Skandynawowie. Tylko czy w kato-prawicowej Polsce ma on jakieś szanse? Programu nie będę oglądał z dwóch powodów: nie lubię tego typu rozrywki, obojetnie zresztą kto w nim występuje, a po drugie będzie on pokazywany zdecydowanie za późno. Niezależnie jednak od tego kłaniam się nisko Polsatowi za odwagę. W czasach kiedy samo słowo 'gej' ociera się o obrazę uczuć religijnych, wprowadzenie na ekran programu z gejami w roli głównej, nawet gównianego lub mało śmiesznego, zasługuje na szacunek normalnej, czyli liberalnej widowni. (Swoją drogą marzy mi się, by Polska była kiedyś, normalnym, liberalnym krajem, tak poukładanym jak Norwegia czy Dania). Powiem więcej, decyzja Polsatu ociera się o prowokację i chęć pokazania 'fucka' wszystkim kruko, rydzyko, wierzejsko-podobnym. Wszystkim popierdolonym moherom niezależnie od wieku i statusu materialnego, wszystkim tym, którzy z normalnego kiedyś, europejskiego kraju, robią pośmiewisko i skansen. I dlatego będę teraz wspierał Telewizje Polsat ze wszystkich sił, nawet jeśli okaże się, program to nic wielkiego, zwykła mydlana bańka.

Zakładam jednak, że wcale nie musi być tak kolorowo. Jestem wręcz pewien, że pomysł na 'gej-show', raczej wcześniej niż później, wywoła wpierw falę zakulisowych nacisków tzw 'czynników', by zrezygnować z emisji, a potem falę bezpardonowych ataków, łącznie z pozwami do sądu o obrazę czego tylko chcecie. Jakaś Wrona z Rady Radiofonii ani chybi przywali Polsatowi kolejną grzywnę, a przedstawiciel ajatollachów będzie judził gdzie tylko możliwe, by ukręcić łeb potworowi. Będą więc wiercić dziurę w brzuchu Polsatowi, i rzucać kłody pod nogi, byle tylko moralności stało się zadość. Ich moralności! Zanosi się więc na gorące wakacje, a Polsatowi tak naprawdę pokłonię się dopiero wtedy, kiedy zobacze pierwszy odcinek owego szoł.

wtorek, 27 czerwca 2006

Wyleniałe pluszaki z giertychowego ministerstwa edukacji, po otrząśnięciu się z pierwszego szoku i zmianie pobrudzonych majtek, przystąpiły do kontrataku. Jakiś zarośnięty koleś posługujący się ksywką Orzechowski, rzekł był, że składa doniesienie do prokuratury na Inicjatywę Uczniowską. Skromna ta grupa małolatów, dała ostatnio nieźle popalić ministerialnym pierdzielom, nie dziwota więc, że ci wkurwieni, postanowili się odegrać, angażując do tego celu fabrykę ministra Ziobry. Pierdziele chcą też, by minister od zmywania (Ludwik), zamknął wrażą stronę internetową, ich zdaniem podżegającą do nienawiści i drukującą niestosowne instrukcje obsługi. Pierdziele dowalają się też do nauczycieli, szukając winnych tego, że protestujący uczniowie zamiast siedzieć grzecznie na lekcji religi na przykład, pikietowali bunkier Giertycha. Innymi słowy, wszelkiego autoramentu pierdziele dzierżący dziś władzę, zrobią wszystko, by zastraszyć zwykłych Polaków, żeby im się nie wydawało, że są wolnymi ludźmi zdolnymi do wyrażania własnych ocen i określania własnych potrzeb. Takich postaw 4 Rzeczpospolita nie przewiduje! Mogę powiedzieć, że z pewnego punktu widzenia jestem już leciwym człowiekiem, w związku z tym pomysły i oceny różnych tam Orzechowskich, Giertychów, Ludwików leżą mi głęboko w dupie. Taki też mam do nich stosunek: walcie sie panie i panowie. Jednak ci młodzi z Inicjatywy nie mogą tego powiedzieć, bo wszystko co najlepsze dopiero przed nimi. Więc nie miejcie tego w dupie i nie dajcie się, bo inaczej pozamykają was w klatkach i do końca życia będziecie robić pod siebie, a jakiś giertychopodobny cieć, od czasu do czasu, jako nagrodę za dobre sprawowanie poda wam kawałek banana. Takiego życia pragniecie?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10