tabloid online w stanie spoczynku
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Cieszę się że wygrali Hiszpanie, bo Hiszpania to po części moja druga ojczyna, choć przyznam się, że za słowem „ojczyzna" nie za bardzo przepadam. Ciszę się też, że skończyło się wreszcie to widowisko, bo z polskiej perspektywy wyglądało ono może nie tyle źle, co złe budziło emocje. To, że polscy piłkarze są nieudacznikami, a polska piłka to IV (jak IV RP) liga światowa, doskonale wiedzieliśmy i bez tych mistrzostw. Dobrze się więc stało, że Polacy odpadli wcześnie, bo gdyby przez przypadek jakiś awansowali dalej, to swoim stylem gry tylko by psuli rangę tej imprezy.
Oglądając od czasu do czasu telewizyjne relacje, z niesmakiem oglądałem też i słuchałem „komentarzy" naszych byłych równie „wielkich gwiazd". Niestety, to tacy sami nieudacznicy i amatorzy jak ci, którzy właśnie dali dupy. To ten sam sort piłkarskiego śmiecia. I rzygać mi się chciało jak pan Hajto (ot, Hujto), symbol bylejakości, boiskowego i poza boiskowego chamstwa pierwszej wody, poddaje krytyce poczynania innych piłkarzy, którym do pięt nie dorasta pod każdym względem. Niesmaczny też był widok rozpartych w studio, zapasionych, rozczochranych, mających dobre mniemanie o sobie tuzów narodowego futbolu, którzy szczerze mówiąc w swoim piłkarskim życiorysie nic nie osiągnęli. Teraz z łatwością krytykowali innych, bo Oni zrobili by to oczywiście lepiej!
Śmiałem się też z politowaniem, jak pierwsza (kiedyś) gwiazda polskiej piłki, teraz niby-gwiazda sportowego komentarza, bezkarnie uprawiała puste gadulstwo, prawiła dyrdymały i wygadywała najzwyklejsze pierdoły. Supek zamiast słupek, szczelił zamiast strzelił - to wyróżniki stylu Pana Komentatora. Można by tak w nieskończoność, ale jaka piłka tacy i komentatorzy. Jedna wielka wiocha zakompleksionych pozerów. Szkoda czasu.
PS. Zgadzam się z Gazetą: : "...prezydent w roli pierwszego kibica RP był zgrzytem, bo o sporcie nie ma bladego pojęcia i do trybun pasuje jak kartofel do budyniu czekoladowego".
niedziela, 29 czerwca 2008
Niezależna Agencja Filmowa „Revelstein i Wspólnicy" przedstawia film z cyklu „Najlepsze polskie kreskówki". Ewentualnym widzom życzymy dobrego odbioru.

  

 

sobota, 28 czerwca 2008
Tak więc drodzy rodacy, rozkochani w bogu obywatele rzeczpospolitej 4 i Trzy Czwarte... macie nowe igrzyska. Z grobu wyciągną wam generała i gmerać będą w jego szczątkach. Bo paru misiów, z nudów, albo chuj wi z czego, chce dowiedzieć się, czy szanownego naszego bohatera ukatrupiono całkiem specjalnie czy może przypadkowo poległ w morzu. Zastanawiająca jest nasza (wasza) zapobiegliwość i irracjonalny upór w wyszukiwaniu upiorów przeszłości. Jakby nie było się nad czym zastanawiać. A kogo normalnego obchodzi dziś sposób w jaki ducha wyzionął Sikorski?
Ależ się wdałem w naród!!! W morde jeża....
Pojawiło się pytanie, czy pan Artur P. do pewnego czasu doradca pana pRezydenta, sam zużył 1,2 kilograma kokainy? Podejrzany twierdzi, że jest uzależniony i 1, 2 kg kokainy, to dla niego pestka. Zużył ją sam i z nikim się nie podzielił.
Jeśli ktoś nie pamięta w czym rzecz, to przypominam, że Artur P. doradca Lecha Aleksandra do spraw sportu, stracił posadę latem ubiegłego roku. Stało się to po tym, jak policjanci rozpracowując handlarzy, ustalili, że jednym z odbiorów kokainy jest wysoki urzędnik kancelarii Leszka Kaczyńskiego.
Myślę sobie, że ponad kilo kokainy, to jednak sporo towaru. Pan Artur, jest pewnie człowiekiem dyskretnym i o dobrych manierach, więc nie będzie teraz publicznie wypominał komuś, że podzielił się z nim koką. Nie brzmi to jednak wiarygodnie, bo jak obserwuje się niektórych kancelaryjnych urzędników, to wyglądają, oraz gadają, jakby wiecznie byli porządnie naćpani. I powiem więcej: wszystko wskazuje też na to, że ryba psuje się od głowy. Nie chcę tu wymieniać nazwisk podejrzanych, bo zaraz ktoś mnie oskarży o szkalowanie dobrego imienia. Nie chcę szlajać się po sądach i nie mam adwokata (na razie), no chyba, że pani Renata Beger udostępniła by mi numer komórki do jej wielce szałowej i odlotowej pani adwokat.
Tak więc jeśli chcecie wiedzieć czy i komu Artur P. ewentualnie odpalał działki, to sami się domyślcie. Wystarczy jednego dnia popatrzeć w telewizor, obejrzeć zdjęcia i posłuchać bełkotu, który niczym innym nie da się wytłumaczyć. Kokaina rządzi!

 

piątek, 27 czerwca 2008
Furorę w Internecie robią zdjęcia pani mecenas Anny Teresy i Tak Dalej, adwokata innego oryginała wabiącego się Renata Beger. Niestety, potwierdza się stara prawda, że gorsze przyciąga jeszcze gorsze. Prawdopodobnie więc obie panie odnalazły się w stogu siana, wspólnie zajadając owies. Mnie to szczególnie nie rusza, choć wiem, że bywają ludziska, którym takie pasztety nawet się podobają. Jeszcze nie tak dawno Boska Renia miała całkiem spore grono wielbicieli, wcale nie tak cichych, którzy stali po jej drzwiami niby to w celu ubicia politycznego targu. Tymczasem chodziło o platoniczne uczucie, do Pierwszej Klaczy 4 Rzeczpospolitej. Teraz Klacz owa występuje w parze z kompletnych wypłochem, który pewnie osobiście po pysku gładził kasztankę Piłsudskiego. Wniosek z tego zaś jest taki, iż w sądzie polskim, mimo wysiłków, nie jest łatwo utrzymać wymaganą powagę. No, bo co zrobi świadek, podsądny, lub inny bywalec, gdy natknie się na takie zjawisko? Parsknie śmiechem. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8