tabloid online w stanie spoczynku
sobota, 29 lipca 2006
Porobiło się tak, że chyba pora wyruszyć na wakacje. Dosyć mam upałów, kaczorków, pisiaków i całej reszty tej menażerii. Stop. No more tears, no more crazy ducks, no more this all shit... Emocjonalnie i moralnie odpocznę w ojczyźnie nieodżałowanego generała Franco. Wybitnego męża stanu, wizjonera, ojca nowoczesnej demokracji, któremu jednak naród pokazał 'fucka' i - na przykład - dopuścił małżeństwa homoseksualne. Zero szacunku jednym słowem, dużo mniej niż w Polsce. W tym pięknym kraju, pokłonię się odpowiednią częścią ciała intelektualnemu wodzowi naszej umiłowanej kato-prawicy. Panie Giertych, jeśli spotkam tam pana, to panu też się pokłonię. Zajęty czynieniem pokłonów, mogę nie mieć czasu na zajmowanie się tym blogiem w stopniu takim jak dotychczas. Mogą powstać więc luki. Ale nadrobimy je z nawiązką, po powrocie. Tylko żeby mi tu jakieś rewolucji nie było, w tej Polsce. Kaczory muszą rządzić, bo inaczej nie będzie z kogo robić sobie jaj. I smutno będzie, i jakoś tak normalnie. Trzymajmy więc kciuki za ojców narodu. Inkwizycja niechaj czuwa.

piątek, 28 lipca 2006
Rada Nadzorcza całej tej niby-publicznej telewizji uważa, że poważnym problemem jest zbyt odważne krytykowanie we "Wiadomościach" miłościwie nam panującej dynastii z przyległościami. Dla tejże samej rady, problemem nie jest zaś, że jeden z członków zarządu jest faszystą lub ex-faszystą. Choćby z tego powodu, czuję się rozgrzeszony z przestępstwa nie-płacenia abonamentu. Nie mam zamiaru dofinansowywać jednej tylko, w gruncie rzeczy do cna komercyjnej telewizji, której właścicielem chuj wie kto jest, i którą rządzą naziści, nacjonaliści i całe hordy wiejskich gburów. Jeśli bycie lata temu - dajmy na to - członkiem PZPR, z punktu widzenia stróżów moralności jest dziś niewybaczalą zbrodnią, to bycie nie tak dawno temu faszystą, czym jest? Cnotą? I te prawicowe buraki, z powagą wmawiają mi przy każdej okazji, że oto mamy teraz apolityczną telewizję publiczną, wolną od partyjnych gierek, wreszcie wolną! I chcą żebym na to gówno wywalał własne, ciężko zapracowane pieniądze. 'Paszli won' frajerzy.
czwartek, 27 lipca 2006
Rządzi nami pokolenie JK2. To zbieranina wszelakiego rodzaju charakterów, połączona jedną cechą: bezgranicznym zapatrzeniem w wodza. Wyglądają tak jak on i kwaczą tak jak on, jeśli na to kwakanie dostaną przyzwolenie. Pokolenie JK2 ma też spore zaplecze kibiców czy wręcz wyznawców, a świadczy o tym niemal 30-procentowe poparcie dla wodzowskiej partii, dla normalnego i wykształconego człowieka raczej niewytłumaczalne, ale jednak będące faktem. Analogie z innym pokoleniem, są tu nader oczywiste. Tam też baza nie znosiła najmniejszej nawet krytyki wodza, zapatrzona była weń niby w obrazek, a każdy nie uzgodniony gest czy próbę podjęcia dyskusji, odczytywała jako bezprzykładny zamach na świętość i obrazę religijnych uczuć. Tamtejsza baza była również mało wybredna, tzn zadawalała się każdym wciskanym jej kitem, byleby tylko kit ten był ładnie (najczęściej jarmarcznie) opakowany. Wartość smakowa kremówek była więc mniej więcej taka sama, jak giełdowa wartość 3 milionów mieszkań, które za moment zapełnią wszystkie puste place w waszych miastach. Baza bez mrugnięcia oka kupowała jednak wszelkie dyrdymały, no ale - bądźmy szczerzy - taka to była baza: od kibola-bandyty, po panienkę z kółka różańcowego. Dziś wcale nie jest lepiej, bo jak sądzę część z pokolenia tamtego, z braku wyrazistego wodza, zasiliło pokolenie JK2. Przyzwyczajone do kazań i wygrażania palcem ludziska, z wielką nabożnością patrzą na nowego, tyle że świeckiego wodza, mając na szczęście świadomość, że on ani wzrostem, ani siłą przekazu nie dorównuje ideałowi. Jest więc nadzieja, że pokolenie JK2, szybko pozna się że ma do czynienia z marną podróbką, z jakiś Chin dajmy na to, i za rok, dwa a może trzy lata, przegoni na cztery wiatry zarówno wodza jak i jego przyboczne towarzystwo. Tylko w co oni wtedy będą wierzyć?

Karalne nawoływanie do przemocy? (źródło AG)

środa, 26 lipca 2006
Nie wiem czy Ryszard Kalisz zostanie prezydentem Warszawy, wiem natomiast, że jeżeli przegra, powinien zostać prezydentem Gorzowa. I to bezdyskusyjnie. Miałoby to swoje dobre skutki. Kalisz jest bowiem człowiekiem nad wyraz dobrze wychowanym i czułym na ludzką krzywdę. Udowodnił to przepraszając naród za numer, który wywinęła jego klubowa koleżanka, nijaka Senyszyn. Chodzi o to, że ta bezprawnie użyła jakiejś tam zbitki słownej z ziemią w tle, zarezerwowanej jak się okazało, tylko dla papieża Jana, tudzież głęboko wierzących autochtonów. Skoro więc Ryszard Kalisz ma aż tak głębokie poczucie sprawiedliwości, więc myślę sobie, że gdyby został tym prezydentem Gorzowa, szybko przeprosiłby nas również za Marcinkiewicza. Prezydent Gorzowa Kalisz pokajałby się również za żenujące widowisko, które przez ostatnie miesiące musieliśmy oglądać, a którego głównym aktorem był ów wspomniany wyżej nieudaczny obywatel Gorzowa. Kiedy dziś rano próbowałem wejść na stronę miasta prawie-stołecznego Gorzowa i swoimi przemyśleniami podzielić się z obecnym prezydentem, komputer wyświetlił mi "fatal error". Wniosek z tego, że nawet internet zlewa to miasto, być może w odwecie za głupie pomysły jednego z ministrów rządu tegoż Marcinkiewicza, któremu to ministrowi ubzdurało się, że sieć trzeba cenzurować. No to sieć scenzurowała Gorzów. Poza wszystkim jednak nie przypuszczam, by wielce szanowny prezydent tegoż miastka, był skłonny do dyskusji o swoim ewentualnym następcy. Z tego typy urzędnikami w ogóle kontakt nawiązuje się trudno niezwykle. Kilkanaście dni temu mailem wysłałem konkretne pytanie innemu lokalnemu kacykowi, mianowicie burmistrzowi Kolbuszowej. Przypominam, że jest to ta gmina w której 3/4 tubylców głosowało na jaśnie nam panujących karzełków z pis. I co? I nic! Burmistrz nie znalazł czasu na rzeczową dyskusję o wyborach politycznych swoich współobywateli i o skutkach tych decyzji dla pozostałych obywateli 4 RP. Jedyny odzew jaki zaobserwowałem: ktoś z gminnego pewnie komputera właził do tegoż bloga.

Dożyjemy więc pewnie w Warszawie czasów, że miastem rządzić będzie jakiś spadochroniarz chuj wie skąd, tylko dlatego, że wybierze go ludność napływowa stolicy. Prawdziwi warszawiacy mają dość tej hucpy i nie zechcą się pewnie mieszać w te cyrkowe przepychanki. To oczywiście czarny scenariusz. Zaowocuje on jednak tragicznymi decyzjami, szytymi na miarę gminnych wyobrażeń prezydenta z Polski powiatowej. Prezydent ten i jego świta, urządzą nam miasto po swojemu i to tak skutecznie, że nie pozbieramy się do kupy przez następne lata. Wreszcie będzie to 'przyzwoite moralnie' miasto, rządzone po katolicku, gdzie nie ma miejsca na zboczenia i inne fanaberie, a kasa zamiast na drogi dajmy na to, pójdzie na kościoły. Po co ma tu jeździć metro, skoro w Gorzowie jeżdżą autobusami i sobie to chwalą. Na jakiego grzyba tu kluby, siedlisko pedalstwa wszelakiego, skoro wystarczą dwie czy trzy strażackie remizy, ze strażakami w roli przyzwoitek. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej... Niezłe szykują nam się czasy.

wtorek, 25 lipca 2006
Kochany Panie ministrze Wassermann. Z bólem i z pokorą wielką wyznaję, że ja, Revelstein, podobnie jak Rutkowski, również piorę pieniądze. Ale zaklinam się na świętości wszelkie, zwłaszcza te świętości które są bliskie Pana wielkiemu sercu, że proceder ten uprawiam nie z chęci zysku, a jedynie z powodów czysto estetycznych. Brzydzi mnie bowiem pieniądz brudny, wymemłany i dla oka nieprzyjemny i głównie dlatego podjąłem się czas jakiś temu czynów prawnie zakazanych. Teraz z pokorą przyznaję się do winy i na każdy sygnał przez Pana dany, skłonny jestem bez najmniejszych oporów oddać w ręce pańskich agentów, wszelakie narzędzia przestępstwa. Sa to zaś: pralka bębnowa Frania, sztuk raz; opakowanie proszku do prania Dosia z granulkami i funkcją wybielania, sztuk raz około pół kilograma; sznurek konopny szary, używany, około 6 metrów, rozciągnięty pod sufitem w łazience; klipsy do bielizny plastikowe, czerwone i żółte, a także dżewienne, łącznie około sztuk siedemdziesięciu. Do kompletu mogę dorzucić areograf do malowania modeli, wraz z tuszem, który służył mi do odświeżania co bardziej spranych banknotów. Chciałbym nadmienić także, że za pranie pieniędzy sąsiadów i znajomych nie wystawiałem faktur, a w związku z tym nie odprowadzałem również należnego państwu podatku VAT. Okolicznością łagodzącą może być fakt, iż proceder swój uprawiałem niedbale, bez należytej dbałości o efekt końcowy, narażając się w sumie na poważne straty. Proszek Dosia, może dobry jest do gaci (serdecznie polecam, wkrótce może wam się przydać), absolutnie zaś nie nadaje się do banknotów. Przynajmniej połowa z nich, po wyjęciu z pralki wyglądała niczym papier toaletowy, nie zaś bilety Narodowego Banku Polskiego. Kolega, który - uprzejmie nadmieniam - również pierze kaskę, podpowiedział mi ostatnio, że znacznie lepiej sprawdza się Domestos. Nawet zamierzałem w ostatnich dniach udać się do sklepu celem zakupu wyżej wymienionego preparatu, jednak przypadek pana detektywa Rutkowskiego spowodował, iż zrobiło mi się wstyd. Postanowiłem więc, że nie będę uprawiał bandyckiego procederu, a tym samym psuł zdrowego wizerunku polskiego społeczeństwa osiadłego w VI Rzeczpospolitej. Ślę ukłony Panu Ministrowi i nadmieniam, że dysponuję listą bliższych i dalszych znajomych, a także znajomych znajomych, którzy piorą kasę codziennie, zaś część z nich używa do tego celu - o zgrodzo - proszków niemieckich. To jakieś kompletne kartofle, które w ten sposób kalają naród polski.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10