tabloid online w stanie spoczynku
wtorek, 31 lipca 2007
Całe to kutafoństwo, ta niby koalicja, równo jest przyspawane do stołków. Pomyślcie, jaki pieprzony interes mają oni w tym, by były wybory? Przecież żaden z tych ciulów nigdy więcej w życiu pewnie nawet do Warszawy nie przyjedzie. Paru z nich to pewnie jadąc do stolicy na zaprzysiężenie, pierwszy raz pociągu siedziało. I teraz ich nowy, cudowny świat rozkłada się niczym ścierwo generała Pinocheta. Więc dumają, co by tu zrobić, żeby coś zrobić. Czyli najlepiej nic nie robić. Zacisnąć tylko zęby i za wszelką cenę dotrwać do końca kadencji. Prosta i logiczna metoda, tak prosta jak prości i prostaccy są ludzie którzy nami rządzą. I niech PiS nie stroi się w piórka przyzwoitych, niechaj nie pozuje na ekologów chcących oczyścić koalicję z wszelakiego syfiLiSa i innego toksycznego gówna zatruwającego polityczne środowisko. Nikt rozsądny bowiem nie uwierzy w taki GreenPIS. To bzdura i ściema. I pamiętajcie również, że wybory będą. Nie jutro, to pojutrze. A więc nadejdzie nieuchronnie czas bezwzględnego wycinania tych szmondaków, bez znieczulenia i bez przebaczenia. Wbijemy karłów na pal.
poniedziałek, 30 lipca 2007
Adam Michnik trochę namieszał publikując w GW tekst o niebezpiecznych eunuchach z woli zapyziałego i post-socjalistycznego elektoratu rządzących dziś Polską. Jeszcze rządzących. To tekst banalny w tym sensie, że wszyscy mający trochę oleju w głowie (a do takich jest on kierowany), o tym o czym pisze Michnik, wiedza od dawna. Michnik jedynie po raz kolejny zebrał to do kupy i w atrakcyjnej formie przedstawił raz jeszcze. Pomijam fakt, iż w zasadzie ów tekst był kierowany do francuskiego czytelnika, u nas doczekał się jedynie przedruku i drobnego liftingu. Oczywiste prawdy zawarte w tekście, musiały doprowadzić piso-fanów do furii, bo nic tak skutecznie jak prawda oczywista nie wyprowadza z równowagi. Zakładam więc, że Adam Michnik przez najbliższe dni, a może nawet tygodnie, nie będzie miał łatwego życia, bowiem każdy pisośmieć, który posiadł sztukę jakiego takiego czytania, będzie teraz po nim jeździł jak po łysej kobyle. Mnie ani to ziębi, ani tym bardziej parzy, bo mogę sobie to szczęśliwie obserwować z większej odległości. Rzecz jasna dopóty, dopóki połączone siły ABW, CBA i czegoś tam jeszcze, nie zamkną lub nie zablokują na amen internetowej strony Gazety. Dochodzę też do wniosku, że wylegując się od paru miesięcy w słońcu, zachorowałem na rodzaj politycznego lenia, i w związku z tym coraz mniej obchodzi mnie los jakiegoś kraju nad Wisłą, permanentnie chorego na padaczkę. Współczucie współczuciem, ale w takim towarzystwie lepiej się nie pokazywać.
Spektakl trwa w najlepsze. Specjalnymi samolotami, w ostrym świetle reflektorów i przed obiektywami kamer, do kraju wracają pielgrzymi cudem uratowani przed karzącą ręką bozi. Bóg wyszedł im na spotkanie, ale na szczęście do nich nie zdążył dojść. Spotkał się z tymi z pierwszych foteli, i jakoś nie wykazał się szczególnym miłosierdziem. Odwrotnie niż premier z prezydentem. Oni okazali się bardzo miłosierni. Czekałem tylko (a może się jeszcze doczekam) kiedy Jarosław lub Leszek zrobią sobie wyborcze fotki z tymi którzy przeżyli? Będą jak znalazł na plakat, lub do wyborczej reklamówki. I naprawdę bardzo interesującym jest, co by też się działo i ile dni żałoby zostało by ogłoszone, gdyby w autobusie zamiast pobożnych pielgrzymów, siedziała chmara gejów wracająca z Love Parade w Grenoble? Sądzę, że niektóre media to w ogóle by nie podały, że doszło do wypadku. „Dobrze im tak, zboczeńcom", „Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy", „zasłużona kara boża", „aresztować tych co przeżyli" - widzę już te pełne zatroskania i miłosierdzia komentarze. No może premier Jarosław dyskretnie, w ramach solidarności, przemilczał by sprawę. Na pewno natomiast nie było by żadnej żałoby, a tym bardziej odszkodowań. Mają za swoje - skitowano by obojętnie. I po sprawie.
sobota, 28 lipca 2007
Jest gorąco, jest bardzo gorąco. Nawet w morzu jest gorąco. Nie chce się żyć, nawet już nie chce się pić. Więc leżę, leżę i leżę... I chromolę wszystko i wszystko mam w nosie, i Polskę chromolę, i Kaczorów też chromolę..., choć nie, ich to nawet najzwyczajniej w życiu pierdole.
piątek, 27 lipca 2007
Owsiak, jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych postaci polskiego życia, znów powiedział coś interesującego. Rzekł mianowicie: „jakby ktoś o mojej żonie tak powiedział, jak to zrobił ojciec Rydzyk, to dostałby w ryj". Trudno się z tym nie zgodzić, a nawet trzeba się zgodzić z radością. Sam z niekłamaną przyjemnością też dałbym „w ryj" temu gościowi i to za nic, ot, tylko dla zasady. A może nawet dla porządku. Niech odpuszczone będą moje winy, lub też niechaj nikt mi ich nie odpuszcza, bo jak powszechnie wiadomo, piekło to miejsce o wiele ciekawsze od nieba. Sex, alkohol i narkotyki, czy trzeba czegoś więcej? Amen.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7