tabloid online w stanie spoczynku
czwartek, 31 sierpnia 2006
Pan Minister Giertych Roman, a plotka niesie, że także wicepremier, powiedział był wczoraj coś niezykle osobliwego: "Ja nie twierdzę, że Jacek Kuroń był agentem Służby Bezpieczeństwa. Ja twierdzę coś bardziej gorszego. I zawsze to twierdziłem. Że to porozumienie, które zostało zawarte przez niego, ale nie tylko przez niego, było porozumieniem, które szkodziło Polsce..." No cóż, wielce to oryginalny pogląd, choć przejmować nie ma się czym, gdyż Roman słynie z tego, że coś mądrego powie tylko wtedy, kiedy jest pijany. A ponieważ raczej nie pije, więc jego życie składa się z wielce nudnych i powtarzalnych czynności, których nierozłącznym elementem jest gadanie głupot. Ich wielkość jest wprost proporcjonalna do wzrostu wicepremiera, i gdyby głupota umiała grać w koszykówkę, to bylibyśmy mistrzami świata. No i tyle. Na koniec wypada zaś jeszcze zadać pytanie: czy pan, panie Giertych równie bezkompromisowo ocenia swojego tatusia Giertycha Macieja? Opozycjonistę wielce szanowanego na salonach komunistycznej władzy, członka m.in. tzw. Rady Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, a więc wtedy ciała nie byle jakiego. To nikt inny, tylko bezpieka, troszczyła się o czystość polityczno-moralną członków tej Rady, i jeśli wchodzili w jej skład opozycjoniści, to tacy przewidywalni, żeby nie powiedzieć „nasi". Ale to pewnie panie Romanie, nie była „zdrada ideałów", to pewnie nie było „paktowanie". "Sprzeciwiamy się promocji niemoralnych zachowań" - czytamy na stronie internetowej Macieja G. To bardzo mądra myśl. Szkoda, że syn tak rzadko tam zagląda.
Wychodzi na to, że wycieczka Jarosława Premiera do Brukseli skończyła się sukcesem. Jego sukcesem. Wmówił im, że z Polską jest wszystko okey, że wbrew powszechnej tu opinii, Polska nie jest psychicznie chora, antysemityzm nie istnieje, nie ma homofonii. Przedstawiciele tamtejszych elit władzy, słuchali tych pierdół z rozdziawiona gębą, by na koniec wydukać: ja, ja Kaczynsky ist Gut. Sehr Gut! Ich zaawansowany liberalizm przerodził się w wielce zaawansowaną łatwowierność z elementami sklerozy. Innymi słowy - dali się wypchać sianem. Ten Pierzasty Szogun wyszedł z prostego założenia: to co powiem (mówię) jest święte i z miejsca staje się rzeczywistością. Sprytnie wmówił więc tym naiwniakom, że jest politykiem rozsądnym, przewidywalnym, wielkim, choć małym. Powiedział im to, co chcieli usłyszeć. No i audytorium piało z zachwytu. Kolesie z otoczenia premiera, zrobią teraz z tego wielki szoł PRowski i lada moment dowiemy się, jakiego to genialnego mamy wodza i jak wytrzaskał tych z Brukseli po pysku, dzielnie broniąc honoru tej która jeszcze nie zginęła póki my (kaczyści) żyjemy. Oczywiście dobrze by było, gdyby gospodin Jarosław nie wracał już z tej Brukseli. Ale wariant ten okazał się niewykonalny, z jednego prostego powodu: w Polsce zbyt wiele jest jeszcze do zrobienia. A więc :
  • trzeba wygrać, choćby po trupach, wybory samorządowe
  • zrzucić z pomnika dziejów kolejny symbol opozycji. Nikt przecież jeszcze nie przypierdolił mocno Wałęsie, Michnikowi, Mazowieckiemu... (lista otwarta) i nie pokazał im kto tu rządzi
  • trzeba za wszelką cenę wystrzelić wreszcie w kosmos tych zdziczałych sędziów z Trybunału, rzucających kłody pod nogi budowniczym 4RP
  • złapać sprytnego skurwysyna Huberta H.
  • trzeba nieustannie głaskać po łbach swoje ulubione psy. Kurskiemu może zdejmie się obrożę, Macierewiczowi kaganiec. Trzeba im też dać żreć z ręki pedigripal, bo inaczej mogli by rekę tę kąsać.
  • trzeba też jakimś sposobem zorganizować holokaust Platformie, by za czas jakiś Oni nie zrobili holokaustu Mam. No..., a jak Panowie moi pojawię się w gabinecie, to zastanowię się co by tu jeszcze spierdolić.
środa, 30 sierpnia 2006
Pisowi, rzeczywiście należy pogratulować pomysłu na dalszy, szczęśliwy rozwój kraju. Wszyscy donoszą na wszystkich, z formaliny dziejów nieoczekiwanie wypłynęły szczekające śmiecie z LPR, szubrawiec staje się bohaterem i mężem stanu, a bohater ścierwem... Całość zaś wygląda niczym żałosne gówno, bezpańsko pływające w przerębli. To było do przewidzenia, mówicie? Nie, tego przewidzieć się nie dało. Ale kij im w kuper. Pokuta będzie bolesna.
wtorek, 29 sierpnia 2006
Tak sobie czekałem dzisiaj, czekałem na to, co z tym zrobią główne telewizyjne serwisy informacyjne. Niewiele zrobiły, poza pochyleniem się nad sprawą i kilkoma okrągłymi zdaniami w tonie łatwym do przewidzenia. Na celowniku znalazł się Jacek Kuroń, w oczach odnowicieli, kolejny sprzedawczyk i zdrajca ojczyzny. Tak jak nie trawię polityków wszelkiej maści, tak Kuroń był jedynym, do którego czułem jakąś tam sympatię, czyli miętę przez rumianek, mimo, że dzieliło mnie z nim wszystko: począwszy od życiorysu a skończywszy na poglądach. Był momentami irytujący, ale w sumie dawał się lubić i przekonywał używając argumentów, nie zaś inwektyw. Tym zresztą różnił się fundamentalnie od dzisiejszych polityków (politruków?), wyrosłych niestety nierzadko, z tego samego pnia. Teraz wszystkie te pobożne dupki, a i dupy wołowe, rządne władzy i ofiar ludzie pierwotni, czynią mu pośmiertnie zarzut, że paktował z bezpieką. I nie ważne, że trudno to nazwać paktowaniem, że czynił to „paktowanie" z upoważnienia Wałęsy, i nie ważne, że efektem między innymi tych działań był Okrągły Stół i Nowa Polska, wyszabrowana w sumie bez kropli krwi... To była zdrada! Bo z tamtą władzą, a z bezpieką szczególnie, nie powinno się paktować. Bo należało jak tradycja każe, iść z kijami i kosami na czołgi, wylać morze krwi i wtedy było by patriotycznie, wtedy byłoby honorowo, wtedy byłoby po polsku. Tak rozumują te kurze móżdżki, dzisiejsze roz-Gwiazdy dobrych manier i polityki, i wszelakie inne dupki żołędne, które wtedy, kiedy trzeba było działać, srali pod siebie ze strachu. Dziś uchodzą za bohaterów wolnej Polski, kombatantów ze styropianu, dumnie wypinających cherlawą pierś po odznaczenia. I wszędzie widzą agentów, i zdradę wszędzie widzą, a każdy kto od nich mądrzejszy, to wróg, którego należy zniszczyć, zdyskredytować, zdeptać. Oto pokolenie Kurskich w akcji! Ich pewnie własne psy nawet nie lubią. I pisać się o tym już nie chce. Całość zaś tej żenującej historii, wydrukował jakiś papier toaletowy, czyniąc z tego sensację dnia. Za to wszystko - chuj wam w dupę panowie! Amen!
Fajterzy Pisu... Młode, wygolone buźki, garniturki, koszulki, modne oprawki okularów i niczym nie skrywane samozadowolenie. Nie dalej jak w tamtym tygodniu, trzy soprany i gwiazdy nowej władzy: Kurski, Kamiński i Bielan, bez mrugnięcia okiem, publicznie wmawiają nam (nie po raz pierwszy), że białe w istocie rzeczy jest czarnym. I nie jest ważny, że My widzimy to inaczej, że za chuja nie wychodzi nam, że białe to czarne. Oni uznali, że tak jest i basta. Koniec dyskusji. Jeśli zaś ktoś napisze, że mimo wszystko jest inaczej, to wiadomo czym to się skończy: jest czerwonym, jego dziadek służył w Wehrmachcie, a ojciec w SB. Bo z nimi tak już jest. Z nimi wszystkimi, a nie tylko z tą trójką wypasionych bobasków. Każdy protest wobec pierdół jakie wygadują, każda krytyka wobec tych ludzi z silnie rozwiniętym (acz skrywanym) kompleksem niższości i permanentnym poczuciem niedowartościowania, budzi paniczny strach i reakcje obronne. Obroną jest agresja. Bo przecież każda krytyka, to nieopisany i bezpardonowym atak wiadomych sił na IV RP i trzeba go odeprzeć bez zagłębiania się w meritum sprawy, stosując najbardziej nawet brudne argumenty. Tak postępują nowe elity walczące o nową Polskę, Polskę z własnych chorych wyobrażeń.  I te nędzne siurki pokazuje telewizja, ich bełkot drukują gazet, a głupi naród (cytat z klasyka) wszystko kupuje.

Dla niewtajemniczonych: tak (mniej więcej) wygląda siur. [źródło]
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5