tabloid online w stanie spoczynku
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Mam wrażenie, że stocznia (no, ta stocznia) to narodowy skarb i dziedzictwo kulturowe, a wkrótce pewnie także któryś tam cud świata, dumnie przez UNESCO wpisany na listę światowych unikatów.  Oczywiście cieszę się też bardzo, że jako uczciwy obywatel Najśmieszniejszej mam zaszczyt i przyjemność niewątpliwą też mam, utrzymywania z podatków moich tegoż cudu natury.  I mimo, że w boga permanentnie nie wierzę, to wdzięczny mu jestem po stokroć, że Polska moja kochana, nie jest właścicielem Sahary, bo kto by wtedy z tymi dotacjami nastarczył, a i tak piasek importowalibyśmy z Chin. Jeszcze bardziej jestem mu wdzięczny za to, że nie uczynił nas posiadaczami naftowych pól, bo koszt utrzymania tego wszystkiego, to dopiero byłaby kasa, w niczym nie dająca się porównać z tą głupią  stocznią. Nie wiem skąd na to wzięlibyśmy kasę, a jeszcze bardziej nie wiem, z jakiego kraju i za ile sprowadzalibyśmy ropę. Wdzięczny więc ci jestem boże, za oszczędzenie mnie i rodakom moim takich kłopotów.

Ruscy twierdzą (szczerze mówiąc nikt nie może im tego zabronić), że polscy politycy z historycznego świecznika, panowie Beck i Mikołajczyk to agenci. Jeden niemiecki, drugi angielski. Jak łatwo było przewidzieć, ta frywolna dość teza wywołała prawdziwą burzę i powszechne oburzenie w ościennej Polsce. Tylko chwilowa niedyspozycja prezydenta Kaczyńskiego spowodowała iż do tej pory nie wysłaliśmy korpusu ekspedycyjnego na Moskwę. Na szczęście dość racjonalnie zachowują się tu politycy rządzącej koalicji, przymykają oko i bagatelizują zdarzenie, no bo trudno kłócić się z głupim o to czy jest Napoleonem. Natomiast opozycja, zwłaszcza zaś ulubiony przez nas PiS, wrze i ciska pianę. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Przecież twierdzenie o agenturalności Becka i Mikołajczyka jest im jak najbardziej na rękę i potwierdza lansowaną przez Kaczora tezę, że w Polsce wszyscy byli bądź są agentami. Przecież Piłsudski też był agentem, i król Staś i Jagiełło jakiś taki podejrzany był, Sobieski, nie mówiąc o Mieszku, który sprzedał się za babę. Polska od zarania więc to jedna wielka agentura, z wyłączeniem paru zaledwie osób, zwłaszcza zaś Jarosława, Lecha i Rajmunda Kaczyńskich.  I to oni właśnie, bracia Kaczyńscy (Rajmundowi niechaj ziemia lekką będzie) są jedynymi ludźmi na tej ojczystej ziemi, którzy byliby w stanie oczyścić atmosferę i wskazać zdrajców. Niestety, agentura okazała się silniejsza i niedługo owe dwa cudaki odpłyną na dobre w siną dal.  Panie Jarosławie drogi, niechaj więc pana współpracownicy przymkną jadaczki a pan niechaj wysyła chybcikiem kwiaty dla Putina. Ruska teza na parę chwil może przedłużyć pana marne polityczne życie.

PS. A tak już poza wszystkim... Kogo normalnego obchodzi dziś Beck i Mikołajczyk, a zwłaszcza czy byli agentami i ewentualnie komu służyli. Nie mamy zdaje sie nadto pilniejszych problemów, że na siłę zajmujemy się słownymi utarczkami z Ruskimi na temat kompletnie nieistotnych pierdół.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Dzisiejsze kazanie niedzielne poświęcę pokrętnym myślom  kościelnych dostojników, ze szczególnym uwzględnieniem osobnika płci nieustalonej Muszyńskiego Henryka, tak zwanego metropolity z Gniezna. Ów gość w tym mijającym tygodniu wydalił z siebie kilka interesujących myśli. Na przykład w rutynowej pogadance dla ślepych i naiwnych, rutynowo zwanej kazaniem, powiedział (przywołując słowa Kossak-Szczuckiej): „Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością, więcej niż samego siebie”. Więc ja, jako patriota, aczkolwiek z ograniczonym zaufaniem do ojczyzn wszelakich, pytam:  dlaczegóż to, w mej miłości bóg ma być ważniejszy od ojczyzny? I dlaczego w całym tym zestawie, ja jestem na ostatnim miejscu? Jeśli przyjąć by skądinąd rozsądne założenie, że to człowiek jest bogiem dla samego siebie, no to wtedy tyrada Muszyńskiego ma może i jakiś sens. A tak? A tak, jak zwykle to wszystko jest bez najmniejszego sensu. No bo wskażcie mi jakikolwiek powód, istotny i racjonalny, wedle którego miałbym się zastosować do reguł tak mocno akcentowanych przez pana Muszyńskiego. Od razu zaznaczam, że szkoda waszego czasu, i tak mnie nie przekonacie.

Ale idźmy dalej drodzy parafianie.

Otóż ów Muszyński był łaskaw podkreślić jakie to wielkie znaczenie ma instytucja małżeństwa i rodziny. Zgoda. Tylko nieśmiało zapytam, że skoro ten jego pan bóg (jak czytamy w biblii) stworzył mężczyznę i niewiastę i zlecił im „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”, no to dlaczego pan Muszyński ignoruje boże przykazania. Dlaczego nie założył rodziny? Nie pytam o rozmnażanie, bo kiedyś tam z tą czy inną gosposią coś być może zmajstrował. W dupie mam takiego eksperta od rodziny, który nie ma rodziny. Przywoływałem już kiedyś ten przykład: trudno żeby instruktorem nauki jazdy był gość bez prawa jazdy. A w takiej sytuacji stawia siebie ten biskup Muszyński. Stukać gosposie po cichu to każdy potrafi, tylko nie każdy od razu musi uchodzić za eksperta. Jednak żeby uciąć każdą dyskusję, biskup na koniec filozoficznie stwierdza: „rodzina to nie jest wymysł ludzki, to nie jest pomysł Kościoła, to jest usankcjonowany przez Stwórcę porządek natury”. Otóż drogi księże biskupie (czy jak ci tam), wszystko co jest i funkcjonuje na tym świecie jest od początku do końca wymysłem człowieka. Nawet boga i religię wymyślił człowiek, po to choćby żeby skutecznie panować nad innym człowiekiem. Również tę całą biblie napisał człowiek, a pisząc ją miał umysłowość taką jaką wtedy mógł mieć, czyli z naszego punktu widzenia mocno, ale to mocno ograniczoną. Przywoływanie dziś tej bajki jako źródła wszelakiej mądrości jest nie tylko głupie, ale i dość śmieszne. I nie dziwcie się panowie biskupi i wy bezrefleksyjnie wierni, że właśnie z tego powodu stajecie się obiektem nieustających szyderstw. Bo z początkiem XXI wieku na siłę wciskacie ludziom pierdoły i niedorzeczności, żądając jednocześnie, by był to kanon jedynej prawdy o świecie.

A idąc dalej… Czy wam się podoba czy nie będzie rozwijać się biogentetyka, bo takie jest logika rozwoju cywilizacji. Jednocześnie też wola człowieka w coraz większym stopniu będzie rzeczą nadrzędną. Dalej też będzie in vitro i będzie zjawiskiem coraz bardziej codziennym i normalnym, tak jak szczepienie przeciwko grypie. A właśnie, nie jesteście przeciwko szczepieniom ochronnym? Przecież to ingerowanie w boże prawa, w prawo do selekcji naturalnej. Wypadałoby tego zakazać, bo jak bozia kogoś chce utrzymać przy życiu, to utrzyma. Nie trzeba tu więc żadnych zastrzyków, to wbrew boskiej naturze. Co bóg wymyślił, niechaj człowiek nie ośmiela się zmieniać. Może jakąś homilie na ten temat by wygłosić? Rozważałbym też rychłe skasowanie antybiotyków, bo dlaczegóż by jakaś tabletka, miała zastępować pana boga? Panie Muszyński, kupa roboty przed wami.

sobota, 29 sierpnia 2009

Jeden z serwisów internetowych informuje o trwającej nadal manii stawiania pomników ukochanemu rodakowi Wojtyle, znanemu bardziej pod artystycznym pseudonimem JP2. W całej Polsce nazbierało się tego już chyba ze siedemset sztuk, mimo, że inwestycja to droga, a nawet bardzo droga, zwłaszcza dla gołodupnej gminy. Niestety, prawda jest też taka, że im gmina bardziej gołodupna, tym bardziej się napina, i ma ambicje postawić wykurwisty pomniczor za prawie cały swój roczny budżet. Pół bańki to standard, który nie przynosi wstydu. Inaczej mogą paluchami wytykać, że takie sknerusy i skapią na papieżu. Ponieważ jak sądzę cały naród (z nielicznymi wyjątkami) kocha swojego papiża, więc należy temu narodowi dać  szansę obcowania ze świętością na co dzień. Niechaj producenci słynnych w całej Europie krasnali ogrodowych czym prędzej zaczną produkować  takie małe ogrodowe papieżątka, do postawienia pod gruszą, przy altance lub kole furtki, dla widoku i prestiżu. Towar będzie schodził niczym ciepłe bułeczki i w tri miga wyprze owe krasnale, łabądzie, jelonki, pieski , kotki, tudzież inne podobizny trzody zwierzęcej i ludzkiej. Papierzysk Ogrodowy będzie pewnie też polskim hitem eksportowym, zwłaszcza do krajów w którym dyktatura katolicka trzyma się mocno. Nauczmy się wreszcie robić interesy. Zamiast wyrzucać kasę w błoto i stawiać kolejny nabzdyczony obelisk papy, który wkrótce będą obsrywały ptaki i opsikiwały psy, róbmy miliony malutkich papieżątek  i zarabiajmy na nich miliony. Wbrew pozorom zbyt będzie, bo świat pełny jest idiotów którzy kupią wszystko, każdą poczwarę, niezależnie od ceny. Poszły krasnale, pójdzie i papież.

piątek, 28 sierpnia 2009

[Bóg] Prezydent małostkowo nam panujący Lech Aleksander i Tak Dalej wygłosił przemówienie. Przemówienie miejsce miało w Łodzi i w zamyśle miało uświetnić 65 rocznice likwidacji tamtejszego getta. Przemówienie się udało, czyli jak zawsze było bełkotliwe, nabzdyczone i konfrontacyjne z zasady. Wielu internautów szalenie rozbawił fakt, iż je tłumaczono. Tak, tłumaczono je na angielski i dzięki temu właśnie było bardziej zrozumiałe.

[Honor] Pozostajemy w klimacie prezydenckim, czyli jak najbardziej poważnym. Otóż zdarzyło się właśnie, że pan prezydent został znieważony! Zniewaga polegała na tym, iż pewien obywatel w mieście Kraków, siedząc na rynku z gitarą „śpiewał wulgarną piosenkę, której słowa obrażały prezydenta RP”. Dzięki jednak wzorowej, obywatelskiej czujności prostych obywateli, 31-letni przestępca został osaczony i schwytany na gorącym uczynku. Czeka go sroga kara. Moja prośba jest taka, by po uśmierceniem pobrać mu jednak organy do przeszczepów.

[Ojczyzna] Zagubiła się gdzieś rewolucyjna czujność i katolickie poczucie smaku. Oto bowiem – o zgrozo – w Warszawie będzie ulica Jerzego Waldorffa. Pytam, gdzie byli radni z PiS i LPRu, co robili w tym czasie kiedy podejmowano tę niesłychanie prowokacyjną decyzję? Gdzie ich polskie, katolickie sumienie? Jak mogli, dopuścić do tego, żeby Warszawa miała ulicę z patronem gejem? A pewnie – tak się szepce – z Żydem na dodatek. Nic więc nie rozumiem i drżę niczym osika przejęty losem ojczyzny i jej przyszłością rysująca się niestety w czarnych barwach. Tak czarnych jak kiecka byle biskupa.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7