tabloid online w stanie spoczynku
wtorek, 31 sierpnia 2010

Wczorajszy, rocznicowy zjazd Solidarności, raz jeszcze uświadomił mi to, o czym od dawna wiedziałem, tyle, że nie przykładałem do tego należytej wagi. Otóż jedynym ojcem polskiej rewolucji, prawdziwym twórcą Solidarności, był rzecz jasna Lech Kaczyński. Ktoś, kiedyś przez niewiedzę, albo tez złośliwie i z pełną premedytacją, pomylił Lechów i zamiast inteligenta i geniusza Kaczyńskiego, bohaterem i liderem uczynił robola i prostaka Wałęsę, na dodatek chodzącego na podejrzanym pasku. To po pierwsze.

Po drugie, ten Wałęsa może i skakał przez ten płot, ale tylko dla odwrócenia uwagi. Prawdziwy bowiem lider powstania, w tym samym czasie przedzierał się do stoczni rurą kanalizacyjną. To była jedyna, bezpieczna droga nigdy nie kontrolowana przez bezpiekę. No bo przecież, na boga, któżby chciał włazić do rury z gównem? Lech podjął jednak to śmierdzące wyzwanie i mimo że kosztowało go to wiele wyrzeczeń, o zapachu nie wspomnę, do stoczni dotarł i stanął na czele ruchu odnowy i wyzwolenia. Niestety historia obeszła się z nim straszliwie, bo nie dość, że nikt nie zapamiętał jego wkładu w zwycięstwo i poświęcenia się dla idei, to jeszcze pozostał po tym wszystkim smród wlokący się za wodzem do ostatnich godzin życia jego. Śmiem też twierdzić, że ktoś specjalnie sprokurował tę całą katastrofę (a któż to taki, jak myślicie?), by wódz nie wziął udziału w tym 30-leciu i żeby swoim czystym jak dzwon choć mamroczącym głosem, mógł raz jeszcze, dobitnie i jednoznacznie powiedzieć, kto stał tu gdzie my, a kto tam gdzie ZOMO.

Po trzecie wreszcie nie jest prawdą, że obchodzimy właśnie 30 lecie samorządnego i niezależnego związku zawodowego Solidarność. Solidarność dawno umarła, nie dożywszy w sumie nawet lat dwudziestu. Wczoraj na stypie nieboszczki matki, bawiła się sprzedajna córeczka, parszywej raczej urody, ani samorządna ani niezależna, bo chodząca na krótkim pasku PiS, niczym na smyczy niedomytego i marnego wzrostem alfonsa. Więc ciszej nad tym grobem bo się trup w trumnie się przewraca (dla jasności dodam, że nie chodzi o tego na Wawelu).

A po czwarte i ostatnie, to nie chce mi się już o tym pisać, choć mógłbym tak w nieskończoność. Więc kończąc zaapeluje jedynie do pana przewodniczącego Śniadka, by pocałował się w dupę także w moim imieniu. A... i Szczypińska niech dmuchnie Kaczyńskiemu w gwizdek.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

W internetowej wersji Gazety stołecznej czytam właśnie, że ciacho w wdzięcznej nazwie wuzetka trzyma się dobrze. Tak dobrze, że zostało uznane (obok pyz) najpopularniejszym warszawskim przysmakiem. Nikt nie ma też pretensji, a nawet nie wyobraża sobie, by temu torcikowi zmieniono nazwę. Przypominam, że zaledwie kilka lat temu nawiedzeni, chwilowo u koryta, chcieli na siłę i błyskawicznie skasować wuzetkę. Bo przecież to produkt peerelowskiego, uspołecznionego cukiernictwa, wymagający przeto pilnej dekomunizacji. Wuzetka była bowiem długoletnim, płatnym i świadomym współpracownikiem bezpieki, na co stosowne teczki znalazłyby się na bank w zbiorach nieocenionego IPN. Zorganizowano więc pokazowy proces zwany konkursem, w wyniku którego, odrodzone i całkiem już niepodległe ciacho miało się nazwać zygmuntówką.

Tyle, że niezależnie od wyrzuconych w błoto, a raczej w krem pieniędzy, mających promować nowego kawiarnianego bohatera z niepodległościowym rodowodem, pies z kulawą nogą nie zwrócił na to uwagi. Zygmuntówka został olana ciepłą strugą, nie powiem czego, by nie psuć wam apetytu. I mimo że jestem tak zwanym bywalcem warszawskich kawiarni i kawiarenek, to nigdzie jeszcze nie spotkałem się z tą moralnie właściwą, czyli zdekomunizowaną nazwą zygmuntówka. Rządzi wuzetka!

niedziela, 29 sierpnia 2010

Z zagranicy Polska wygląda zdecydowanie inaczej. Jest zdecydowanie bardziej śmieszna, rzec można że jest dramatycznie śmieszna. Widzieć Polskę z perspektywy bycia nad Wisła to zupełnie coś innego niż widzieć tę sama Polskę z perspektywy bycia nad Morzem Martwym, czy Tybrem. W zderzeniu z tutejszą rzeczywistością, polska rzeczywistość jest nierealna, niewyobrażalna, wyglądająca na głupi żart. Nikt do końca nie chce uwierzyć, że to mimo wszystko jest to kraj w środku Europy. Moja rada na spokojne i bezstresowe długie wakacje: nie mów po polsku (jeśli masz w zapasie inny język) i unikaj miejsc w którym przebywają Polacy.

sobota, 28 sierpnia 2010

Trudno, wiem że narażę się na protest pani posłanki Szczypińskiej, nie mniej zmuszony przez chęć do wygodnego życia, ja wstrętny hedonista, chciałbym w mediach umieścić stosowne ogłoszenie:

„Pilnie kupię pół bliźniaka”

I nie  ma tu oczywiście żadnego podtekstu, bo gdzież bym ja śmiał. Przez grzeczność i z o obawy o dobre samopoczucie co niektórych, nie będą już dopisywał, iż chętnie może być to dom z niewielkim polem, na którym zamierzam hodować kartofle. Mimo to proszę nie przysyłać ofert, gdyż Szczypińska lub nasłany przez nią prokurator, może was ścigać jako współwinnych oszczerstwa i bluźnierstwa. Całą winę wolę wziąć na siebie.

piątek, 27 sierpnia 2010

Wedle umiłowanego przeze mnie jaśnie katolickiego portalu Fronda, „zdecydowana większość (63 proc.) ankietowanych opowiada się za budową w Warszawie pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej”. Fronda nie wyjaśnia tylko jednej, dość istotnej kwestii, uważając ją pewnie za oczywistą oczywistość nie podlegającą dyskusji. Otóż ta właściwa "większość narodu" żąda de facto, zburzenia Pałacu Namiestnikowskiego i wystawienia w jego miejsce podobnej wielkości pomnika prezydenta Kaczyńskiego, dla niepoznaki zwanego pomnikiem ofiar katastrofy. I tylko takie rozwiązanie jest zadowalające. Rezydujący tam od paru miesięcy święty znak plusa, zostanie rzecz jasna zgrabnie wkomponowany w ów zwiewny monument, będący świadectwem i wymownym symbolem osierocenia „większości narodu”. Amen.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8