tabloid online w stanie spoczynku
niedziela, 30 września 2007
Bartoszewski, to taki nieco podstarzały (zdecydowanie podstarzały) fircyk. Tu kogoś uszczypnie, tam filutnie przewróci oczami, gdzieś jeszcze zgrabną myśl wypowie, uślini się, upluje, ale w zamian jest wesoło. W Krakowie szczypał i łoił słowami niemiłosiernie. I miał rację. Bo nie należy wierzyć frustratom i psychicznym dewiantom. I kategorycznie, wszelkimi metodami, zapobiec należy temu, by krajem tym przez kolejne miesiące i lata rządzili niekompetentni paranoicy i dyplomatołki.
piątek, 28 września 2007
Każdego ranka budzę się i zastanawiam, kogo by tu dziś obrazić. I przyznam, że idzie mi to coraz ciężej, bo najważniejszych już oplułem po wielokroć, a pastwienie się nad drobnicą grozi utratą życia i zdrowia, bo mnogość jej wielka. Pomijam już to, iż nazywanie ich najgorszymi epitetami jest rodzajem sztuki dla sztuki. To nic nie daje. Kaczyńskie, Gosiewskie, Szczygły, Wassermanny, wszelkie inne chuje-muje, nic z tego sobie nie robią, spływa to po nich jak po przysłowiowych kaczych piórach. Nazwanie Kurskiego skończonym fajfusem i kanalią, jest już tak samo mało egzotyczne, jak zatłoczone plaże Hiszpanii. Więc w tej sytuacji, dziś najzwyczajniej w świecie nie chce mi się nikogo obrażać. Mam to w nosie. Żegnam.
czwartek, 27 września 2007
Ponoć trzy najbardziej obraźliwe słowa na literkę „P", to Palant, Pedał i Pis. Jest też czwarte, które jak dobrze pójdzie, wkrótce dołączy do tych trzech wcześniejszych. To Prezydent. Na razie jednak prezydent ciągle kojarzy nam się głównie z mężem stanu, choć biorąc pod uwagę rzeczywistość, to nie przesadzajmy z tym „mężem"...
Tak więc nasz „prezydencki stan" za naszą i waszą kasę wybrał się za ocean. Zebrano całkiem spore ZOO, i wyprawiono je hen daleko, by promować partię Brata. Amerykańska polonia jak i każda inna polonia, głosy swe będzie oddawać bowiem de facto w Warszawie, a tu przecież z listy Fuck'Pisu kandyduje słynny na cała Europę neurotyk. Wyprawa więc owego prezydenta z menażerią, ma czytelny i jasny cel. Zadbano o show, czyli wiece, koncerty i polityczne agitki ku czci.
Swym kryształowym głosem akcje promocyjną interesu bliźniaków wsparła między innymi Steczkowska (z wiekiem każdy głupieje), oraz Piaseczny (wyjątek, który z wiekiem nie głupieje, bo jest w stanie permanentnej głupawki od urodzenia). Być może warto też zaznaczyć obecność starego wycierusa Pietrzaka, i napomknąć nieśmiało o artyście z głębokiego PRLu Szczepaniku. Do niego mam najmniej pretensji, bo gość ciągle żyje w przeświadczeniu że rządzi Wałęsa, choć pewnie to też kwestia wieku i zbyt gęstego kleiku na śniadanie. W sumie więc wesoła ekipa z Polski, wraz z „małpą w czerwonym" (tym razem kapeluszu), bajerowała naszych gazarbajterów, od lat nielegalnie egzystujących za oceanem. Najbardziej irytujące jest zaś to, że całe to towarzystwo, cały ten kolorowy zbór polonusów, od wieków mieszkających tam, chce nam urządzać Polskę po swojemu. Ich głosy tak samo się liczą jak nasze, tu na miejscu, w cyrku zwanym 4RP. To jest taki sam szczyt bezczelności i chamstwa, jak zagłosować na PiS a potem na lata wyjechać do Anglii. Ich głos nie jest nam potrzebny. My nie wybieramy im Busha, oni niechaj nie wybierają nam Kaczyńskich.
środa, 26 września 2007
PiS jest zawsze niewinny jak baranek. Bo jeśli w swoich wyborczych „reklamówkach" opowiada pierdoły, obraża ludzką inteligencję i adwersarzy, to jest to oczywiście prawda i tylko prawda i szczyt elegancji to jest. Jeśli ci co z PiSem się nie zgadzają, a nawet nie chcą mieć z nim nic wspólnego, odpowiadają twórczością podobną i w jednakiej stylistyce, to oczywiście mamy do czynienia z „brudną manipulacją", „bezprzykładnym i bezpardonowym atakiem" na rząd i Partię Matkę. Bo my, pastuszki z PiS, czynimy tylko dobro, zaś wszelaka opozycja czyni tylko zamęt, celem zaś ich jest niszczenie Polski i Jarosława Zbawcy Narodu rzecz jasna. Czyli sprawdza się w praktyce Pierwsze Prawo Ociężałości Umysłowej wg PiS, że „nikt nas nie przekona że białe jest białe, a czarne jest czarne." Dość ogólny wniosek jest jeden: może i Kwaśniewski za dużo pije, ale Kaczyński zdecydowanie za dużo wali. Głupa rzecz jasna!
wtorek, 25 września 2007
Mimo, że Kwaśniewski wyraźnie był napity, to wbrew wszystkiemu, może na tym zyskać a nie stracić. Ludność tubylcza bowiem, lubi „swoich chłopów", co to kurwą rzucą, na dziwki pójdą, a jak trzeba to dadzą zdrowo w palnik. Takiego człowieka można obdarzyć zaufaniem. Jest jednym z nas i taki jak my. Tymczasem jego adwersarz to postać wysoce podejrzana. Mimo że nie pije, to gada jak pijany. Już to wystawia mu fatalne świadectwo. Gdyby od czasu do czasu spożył co nieco, jego myśli byłyby czystsze, bardziej przejrzyste, a słowa bardziej wyszukane. A tak, z reguły pierdoli jak stary, a na dodatek trzeźwy kawaler. Generalnie bez sensu. Złośliwi mówią, że Kaczyński nie pije, bo nie sięga do kieliszka. Rozumiem jednak, że gdyby poprosił, to sprawiliby mu nieco niższy stolik (tak jak kiedyś mównicę), a nawet skombinowaliby nieco mniejsze kieliszki, by gość nie upił się totalnie po pierwszej pięćdziesiątce. Wszystko jest do załatwienia, tylko trzeba chcieć. Na zrdowie panie premierze, izba wytrzeźwień czeka.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7