tabloid online w stanie spoczynku
wtorek, 30 września 2008
Pewna artystka zawiesiła huśtawkę na warszawskim pomniku kościuszkowców. Tak naprawdę to nie wiadomo po co. Pewnie miała to być kolejna prowokacja nie zauważanej dotąd pani z ambicjami. Mnie to ani ziębi ani parzy, ani nawet nie jestem oburzony, bo wszyscy kombatanci są jednacy, tak samo upierdliwi, ględzący i nie do wytrzymania. Zawsze mnie dziwi, że mamy już po wojnie 60 lat z okładem, a kombatantów jakoś nie ubywa. Mam nawet wrażenie, że jest ich coraz więcej. Ale to tak na marginesie...
W każdym razie „artystyczna instalacja" artystki Szejnoch, wywołała silne wstrząsy w środowisku lewicowych kiedyś bojowników o wolność i demokrację. Kościuszkowcy zawrzeli z oburzenia. I niezbyt się nawet temu dziwię. Dziwię się natomiast reakcją nijakiego pana Ołdakowskiego, który dyrektoruje muzeum powstania warszawskiego. Otóż powiedział on:
Dziś huśtawka na kościuszkowcu, jutro basen w kościele albo ingerencja w pomnik żołnierzy AK".
Z wypowiedzi wynika, że jak na razie to nic wielkiego się nie stało, bo „ingerowano" w jakiś marginalny pomnik, marginalnej kombatanckiej grupy. Prawdziwa afera będzie dopiero, jak ta cała Szejnoch (lafirynda jedna), zawiesi coś na tych właściwych i słusznych narodowo pomnikach. Wtedy postępowo-patriotyczne siły dobiorą się jej do dupy.
Przypuszczam więc, że ów pan Ołdakowski pewnie by słowa nie powiedział, gdyby pani artystka wcześniej publicznie zapewniła, że tego typu „instalacje" robić sobie będzie tylko i wyłącznie na „komunistycznych" pomnikach. Oznaczało by to jedynie niewinne i nic nie znaczące zabawy, rozhisteryzowanej i niedowartościowanej magister sztuk pięknych.
A tak na marginesie: basen czy klub w kościele (chętnie gejowski), to wcale nie taki zły, ani oryginalny pomysł. Jest pewnie wiele przykładów takiego sensownego zagospodarowania masy spadkowej po zbankrutowanych finansowo i organizacyjnie parafiach. Nie bardzo więc rozumiem, czemu Ołdakowski się dziwi.
poniedziałek, 29 września 2008
Poseł Mężydło, kiedyś PiS, teraz nie wiadomo kto i co, na marginesie żenującej dyskusji o odbieraniu emerytur, wypowiedział myśl teleż oryginalną co i kuriozalną. Rzekł:
System wartości musi być poważny, jak ktoś tego nie przestrzega, musi być ukarany".
Uff... robi się gorąco na sama myśl, dokąd zmierza polski system prawny. Z tej złotej myśli wynika bowiem jasno, że Państwo powinno karać za nieprzestrzeganie systemu wartości!!! Niekoniecznie za łamanie prawa, obligatoryjnie zaś za nieprzestrzeganie wartości. W konkretnym wypadku byłych esbeków i członków WRON, oznacza to, że jeśli nie ma prawnych sposobów dobrania się im do dupy, to należy sięgać po sposoby pozaprawne.
No i co, podoba wam się w związku z tym takie państwo?
Na wszelki wypadek i na przyszłość, radzę wam drodzy, ciągle obywatele Najśmieszniejszej (i Żałosnej) Rzeczpospolitej, byście wyhamowali tam gdzie możecie.
Chodźcie do kościoła dla świętego spokoju, by nikt nie zarzucił wam „nieprzestrzegania systemu wartości".
Jak się żenicie (czy wychodzicie za mąż), to róbcie to rozważnie, bo potem ewentualnie się rozwodząc, możecie być skazani za „nieprzestrzegania systemu wartości" (mimo, ze rozwód jest jeszcze ciągle legalny).
Jeśli się bzykacie z prezerwatywą i w celach absolutnie nie prokreacyjnych (ot, tak dla przyjemności z zabawy), to liczcie się z tym, że w końcu ktoś się o tym dowie i zostaniecie oskarżeni o „nieprzestrzegania systemu wartości".
Jeśli zaś powiecie w końcu, że pierdolicie taki kraj i w dupie macie prezydenta, biskupów, pana premiera i cała tę demokrację wałachów, to też was skażą za „nieprzestrzegania systemu wartości", zwłaszcza zaś wartości szczególnej, jaką jest ojczyna nasza ukochana kurwa mać.
This is Poland, Fuckin' Poland!

niedziela, 28 września 2008
Poseł Joachim Brudziński, znany szerzej jako Bredziński, użył dziś w publicznej debacie słowa „intelektualnie", co wprawiło mnie w niemałe zdziwienie. Powiedział coś w tym stylu, że on „nie jest przygotowany intelektualnie" do czegoś tam (prawdopodobnie tłumaczenia pokrętnych myśli prezesa).
Z jednej strony to pocieszające, bo oto pewien poseł, nie dość że z PiS to jeszcze o przeszłości żulika, zna takie słowa jak „intelektualnie". Obiło mu się ono kilka razy o uszy, więc dzisiaj je użył. Nie ganię tego, bo widać że facet chce się uczyć, choć przyswaja słowa których znaczenia nie rozumie. Niestety, to jest ta przykra strona medalu.
Poseł Bredziński, podobnie jak wielu posłów PiS, nie rozumie większości słów którymi automatycznie się posługuje. Dotyczy to zresztą samego prezesa Kaczyńskiego, który też sprawia permanentne wrażenie nierozumienia sensu wypowiadanych przez siebie słów. Oczywiście nie jest to szczególnie zaskakujące, bowiem doskonale wiemy, czym jest PiS i jakiej klasy ludzi gromadzi. Chodzi jedynie o to, że mniej wyrobiony obserwator tak zwanego życia politycznego, słysząc w gębie Brudzińskiego słowo „intelektualnie", może się nabrać i wyciągnąć błędny wniosek, że oto mówi do niego ktoś ważny, mądry i intelektualnie rozwinięty. Przeciwko takim manipulacjom protestuję. Bo Brudziński proszę państwa, niezależnie od słów jakie będzie bez zastanowienia używał, zawsze zostanie smutnym i prymitywnym bucem, z przeszłością prowincjonalnego rzezimieszka obrabiającego kolegów.
sobota, 27 września 2008
Message na weekend jest taki, że powoli nudzi mi się blox. Zakładam też, że ktoś nadgorliwy i przewrażliwiony, dojdzie wcześniej czy później do wniosku, że strony w klimacie Revelsteina, nie powinny dłużej być dostępne dla rozmiłowanej w bogu i ojczyźnie gawiedzi. Dosyć obrażania za friko, przyjemność kosztuje, a policja czuwa.
Zablokować dziada.
Nie wdając się w szczegóły i ufając przeczuciom, zapraszam was do mojego drugiego, zapasowego mieszkania. Jak mnie eksmitują stąd, dalej prywatki będą się odbywać na nowej mecie. W każdym razie przyzwyczajajcie się powoli do takiej sytuacji.
Oto nowy adres pod którym przyjmuję już gości. Wjazd gratis, nie trzeba z sobą brać flaszki.

http://tabloidonline.wordpress.com

Nowa żona starego Dorna jest zniesmaczona zachowaniem byłego kumpla męża, Kaczyńskiego Jarosława.
Kaczyński codziennie grzebie w moim domu i w mojej kieszeni. (...) Zajmijcie się panowie tym do czego jesteście powołani" - pisze w liście do pewnej gazety.
Oczywiście ma sporo racji, bo czemuż to jakiś zakompleksiony konus, ma wtrącać się w jej osobiste i rodzinne życie. Jak jest taki mądry i tyle mądrych rad ma do przekazania, to niech się wpierw sam ożeni, z Jolką, albo z Adamem, albo z kim lub czymkolwiek, i niechaj wtedy będzie domowym Wujkiem Dobra Rada. Tyle że, droga Pani Żono Ludwikowa, jest też druga strona medalu. Jeśli nie podoba się Pani upierdliwy charakter Kaczyńskiego i jego nieuzasadnione zainteresowanie waszym domem, to pretensje proszę mieć również do swego szanownego mężunia. Bo to on na kumpla wybrał sobie kiedyś tego oszołoma i skończonego chuja. I niechaj póki czas, wytrzaska Pani Ludwika po mordzie, grożąc, że jeśli jeszcze raz poda rękę temu kutasowi, choć słowo z nim zamieni, to nie wpuści go pani do domu. Może brać walizki i mieszkać na osiedlowym śmietniku, lub bujać się na drzewie. Gnidy tępimy azotoksem.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7