tabloid online w stanie spoczynku
środa, 30 września 2009

Prezes PiS Jarosław Kaczyński został dziś skazany przez sąd za obrazę byłego ministra Janusza Kaczmarka. Musi go publicznie przeprosić i zapłacić kasę na biedne dzieci. Innymi słowy Jarosław Kaczyński jest przestępcą (co nie jest niespodzianką) i nie będzie mógł kandydować w wyborach do parlamentu. Podejrzewam też, że jako przestępca uchylający się od wyroku, wkrótce trafi do więzienia. Tam już na niego czekają. Już smarują wazeliną pewne części ciała, ale nie dlatego, że Jarosław taki piękny i przystojny, tylko dlatego, by mu udowodnić, że życie to „nie je bajka”. To je bitwa! Co prawda to nie jego Prawo i nie jego Sprawiedliwość, ale dupa bezapelacyjnie jest jego.

No, kombinuje ten Kaczyński, kombinuje… Co by tu jeszcze zrobić, co zełgać, żeby jednak za roczek raz jeszcze wybrali. I te niby przypadkowe przecieki do prasy, że to niby bez zgody, ot wypadek… Widzę właśnie te nieudolnie pozowane zdjątka na plaży w Juracie, gdzie prezydent taki zakochany i taka małpka z ludzką twarzą z niego, i w ogóle och i ach i kukuryku. I fajnie, myślę sobie, tylko po co ta ściema? Niech się nawet z tą Maryśka bzyka na tej plaży, niech ja chędoży w kuchni, w łazience a nawet i w garażu, tylko nie każcie mi drodzy kaczkowi spindoktorzy, glosować na tego facia tylko dlatego, że słodko wygląda i „ociepla” swój sflaczały interes (przepraszam: wizerunek). Ja w wyborach nie będę wybierał najbardziej uczuciowego Polaka roku, tylko prezydenta, a to kurwa zasadnicza różnica. I nawet gdyby obsypywał swoją kobitę złotem, a w playboyu opublikują ich w slipach, to i tak wszyscy doskonale wiemy, że ów „ocieplony” Kaczor, tak jak nie nadaje się na seksownego kochana, nie nadaje się też na prezydenta. Ot i finito!

wtorek, 29 września 2009

No, dobrze… W notce poniżej było o Polańskim wedle tak zwanego „rozsądku”, a teraz trza to zrównoważyć i polecieć po bandzie.

Otóż, Polański jest przede wszystkim Żydem, więc nie bardzo go obowiązują jakieś katolickie fobie i zakazy. Kiedyś u Żydów, młode i nieletnie żony były na porządku dziennym i jakoś nikt z tego powodu nie robił rabanu. To stara tradycja, która dziś już nie funkcjonuje, choć dokładnie to nie wiadomo jak to naprawdę jest. Zresztą, jakoś nie bardzo sobie przypominam, aby gdziekolwiek w szczególnie dolegliwy sposób ścigano Romów, czyli Cyganów, za permanentnie codzienne praktyki wydawania za maż małoletnich dziewczynek i to niekoniecznie za swoich rówieśników. Dwunasto – trzynastoletnie Romki rodzą jeszcze młodsze Romki lub Romków i świat kręci się dalej. Tu i ówdzie od czasu do czasu robi się mały z tego powodu teatrzyk, ale bardziej na pokaz, niż z przekonania. Innymi słowy, to co u jednych jest lub może być naganne, u drugich już niekoniecznie. Chciałbym też podkreślić mocno, iż akurat w przypadku Polańskiego, nie ma sensu rozmawiać o pedofilii, bo trudno tu dopatrzeć się takiego przestępstwa. Pedofilia wedle mojego rozumienia (choć nie tylko mojego), to świadome i celowe wykorzystywanie małoletnich do czynów seksualnych. Tu taka okoliczność nie zachodziła. Ta młoda wówczas panna w rzeczy samej była panienką na telefon, zwykłą, rozpoczynającą karierę dziweczką, mocno zresztą promowaną przez mamusię i pies z kulawą nogą wiedział, czy przypuszczał, iż jest nieletnia. Ot, młoda kurewka, jedna z wielu. Nie ma więc mowy o „świadomym” wykorzystywaniu nieletniej. Zresztą, nie znam nikogo, kto po zamówieniu panienki na telefon, zaglądałby jej w legitymację, czy żądał dowodu osobistego. To absurd. Oczywiście można brać pod uwagę całkowity brak zgody na seks z dziewczynami na telefon, usankcjonowany prawnie, i wtedy rzecz jasna Polański to seks-przestępca, bez względu na wiek świadczącej usługi. Tyle, że takiego przepisu na szczęście jeszcze nie ma.

Wydaje mi się jednak (a nawet jestem pewien), iż schizofrenia jest naszą chorobą narodową. Otóż po pierwsze: lubię Polańskiego jako artystę, filmowca i człowiek rozlicznych talentów. Akceptuję jego życiorys, jego podejście do życia, jego fobie i strachy. Nie jestem i nigdy nie byłem mu wrogiem. Jednak tak się w jego barwnym życiu stało, że dopuścił się pewnie czynu pedofilskiego (choć małolata ta była zdaje się prostytutką). Zrobił coś, czego bez względu na okoliczności, nie można pochwalić. Być może odcierpiał już za ten czyn, a na pewno zapłacił za to po wielokroć, różne mniej lub bardziej dolegliwe kary. Przez lata też udowodnił, iż nie jest przestępcą notorycznym, a to zdarzenie sprzed lat to tylko przykry wypadek, być może wynik nieświadomości. Pozostaje mimo to jednak, rozliczyć się jakoś z tego przestępstwa z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. I to jest właśnie to po pierwsze. A na czym niby polega ta schizofrenia? Otóż czas na po drugie.

Jak czytam te gorące listy protestacyjne, te wyrazy oburzenia tzw. autorytetów polskiej kultury i mistrzów polskiego kina, to zastanawiam się właśnie nad granicami polskiej schizofrenii. Bo z jeden strony jesteśmy dumni (słusznie czy nie słusznie) ze swej wierności katolickiej tradycji, ze swojej religijności, a z drugiej strony wykonując dramatyczne gesty ujmujemy się za pedofilem, tylko dlatego pewnie, że on nie jest zwykły szaraczek. Nie sądzę aby pan Wajda, aby pan Bromski czy pani Holland byli przeciwko karaniu pedofilów w ogóle. Nie sądzę by uważali pedofilię za coś dobrego, normalnego i dopuszczalnego. Sądzę raczej, że pedofilia ich brzydzi i że uznają tego rodzaju przestępstwo za nadzwyczaj ohydne i surowo karalne. Tymczasem wychodzi na to, że pedofilów należy karać z jednym wszak wyjątkiem, Romana Polańskiego. I takiej przedziwnej mentalności, ni kuta zrozumieć nie mogę. Choć raz jeszcze podkreślam: życzę Polańskiemu wszystkiego najlepszego, a w ogóle piszę o tym tak dla zachowania równowagi i aby nie dać się zwariować.

poniedziałek, 28 września 2009

Nasz wydawało się wierny sojusznik, robi nas w trąbę na każdym kroku. I nawet podróż pana prezydenta Kaczyńskiego po to tylko, by przez moment potrzymać Obamę za rękaw marynarki niewiele dała. Tak na marginesie: źródła kaczyńsko-prezydenckie podają z całą powagą, iż podróż była nieprawdopodobnym sukcesem, a pan Lech Kaczyński nie tylko schwycił rękaw marynary Obamy, ale nawet z Obamą parę minut pogadał. Faktycznie, tyle tylko, że kontekst całej sytuacji a i rozmowy był nieco inny. Otóż jak już Kaczyński złapał tego ichniego prezydenta za rękaw, to niesłychanie wnerwiło to Obame. „Kurwa, kim jest ten pierdolony karzeł, który ciągnie mnie za rękaw? Gdzie do kurwy nędzy jest ochrona?” – zawrzeszczał. Na to speszony sekretarz rzekł cichutko: „To prezydent Polski, pan Lech Kaczyński”. „Kto kurwa?” – dopytywał wnerwiony Obama. „Kaczyński, prezydent Polski. Nasz sojusznik” – powtórzył sekretarz. Wydawało się że Obama załapał, ale chyba nie do końca. Spojrzał na Kaczora i rzekł: „Ty gościu, nie kumam skąd jesteś, ale jak jeszcze raz złapiesz mnie za rękaw to obskoczysz po tym białym ryju. Zrozumiano? Myślisz kurduplu jeden, że możesz sobie tak bezkarnie podszczypywać prezydenta USA? Waż knypie na drugi raz co robisz. A teraz poszedł mi w pizdu.” Ot i taka była cała rozmowa panów prezydentów.

Natomiast co do początku tego wpisu… Otóż strasznie nas sojusznik poniewiera. Wpierw zabrał nadzieję na tarczę i to jeszcze w dzień uświęconej klęski, czyli 17 września. Potem muzykantów i grajków jarmarcznych wyprosił za drzwi (a raczej za próg nie wpuścił), a na koniec jeszcze kazał aresztować Polańskiego. Nie wspomnę już o wizach, o które to nie musi się starać nawet stary Cygan z pod Bukaresztu, a Polak tradycyjnie musi. No, ale Cygan to obywatel Europy i świata, a Polak to tylko Polak.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9