tabloid online w stanie spoczynku
piątek, 30 września 2011

----- Demencja to choroba która nie boli, acz prowokuje różne czasem śmieszne sytuacje. Niestety, cierpi na nią coraz więcej ludzi, bez względu na status posiadania, wykształcenie, oraz rzeczywiste czy wyimaginowane zasługi dla ojczyzny. To tyle tytułem wstępu.

Zdrowy na ciele i umyśle (tak przynajmniej sądzę) pan Romaszewski uważa a nawet publicznie to wyraża, iż nijaki Staruch czyli Staruchowicz, czyli herszt bandy warszawskich kiboli, to żaden tam kryminalista czy bandyta. To porządny człowiek i patriota, no katol co najważniejsze, niesłusznie oskarżony przez nieludzki i krwiożerczy reżim. Przyrównuje go nawet do protestujących w 1976 roku w Radomiu, którzy przez władze nazywani byli wtedy warchołami. I to jest właśnie ta demencja.

Bo i ile ja pamiętam tamte czasy (a pamiętam), to radomscy robotnicy nie biegali z ulicami z bejsbolami i nożami waląc w mordę i kopiąc tylko za to, że szalik jest w niewłaściwych barwach. A nawet jeśli ci robotnicy z kimś się wtedy bili (a bili się), to - delikatnie mówiąc - idea tego mordobicia była nieco inna. Nie wspomnę już o przyczynach całego zamieszania.

Więc proszę grzecznie pana Romaszewskiego, by nie gadał pierdół i pilnie zgłosił się do lekarza, który zaradzi jakoś chorobom i niedomaganiem pana senatora (przy założeniu wszak, że wiek ma swoje prawa niestety). Niech się więc leczy, miast się ośmieszać. Bo niestosowne jest przyrównywanie robotników radomskich do zgrai rzezimieszków, zaś nazywanie kiboli i pospolitych żuli „ludźmi prześladowanymi” nie najlepiej świadczy o pana senatora kondycji fizycznej, psychicznej i intelektualnej. Bo kto tu kogo prześladuje drogi panie senatorze. My bandytów, czy bandyci nas?

PS. Kibolom i kibicom Legii dziękuję za dostarczenie kolejnego argumentu, że z półgłówkami, idiotami i bandytami nie ma sensu się zadawać, a tym bardziej stawać w ich obronie. PiSowi, w tym również panu Romaszewskiemu, gratuluję koalicjanta. 

czwartek, 29 września 2011

----- Sąd uznał, że media, wbrew żądaniu pana Kurskiego, mogą pisać o jego interesach, również tych na pierwszy rzut oka podejrzanych.

Można pisać o w wszystkim, co Kurski robi, bez obawy o konsekwencje. Zakaz byłby niezgodny z konstytucją i godził w wolność prasy - twierdzi sąd. A jak się Kurskiemu to nie podoba, to niech zrezygnuje z uprawiania polityki, bo będąc politykiem musi być odporny na krytykę. Szczególnie, jeśli sam kreuje się na gościa tyleż kontrowersyjnego co i budzącego negatywne emocje, czyli totalny wkurw. Jeśli więc wiecie coś o Kurskim, piszcie! O lewych dupach, kurwach na telefon, lewych delegacjach, interesach szemranych, pijaństwach i awanturach, o czymkolwiek, byle by gość nie zszedł z afisza. A co, dobry jest!

----- Straszny afront zrobiono Kaczyńskiemu (imienia nie podaję bo już nie trzeba). Otóż odwołano wczorajszą prezentację książki Kaczyńskiego w warszawskich Łazienkach. W ostatniej chwili dyrekcja parku cofnęła zgodę na zorganizowanie spotkania w Starej Pomarańczarni.

W Łazienkach nie ma mowy o organizacji jakichkolwiek spotkań z jakimikolwiek politykami – wyjaśniono. Nie chce mi się sprawdzać, czy to prawda czy nie, acz mam wrażenie, że drzewiej zdarzało się, iż taki czy inny polityk bywał w Łazienkach z własnym szoł. Jakby jednak nie było, ta szara dzisiejsza rzeczywistość jest taka, iż Kaczyński został wydymany i w Łazienkach jest to persona non grata.

Nawet to rozumiem, bo jako miłośnik tego parku uważam, iż nie powinno go się kalać występami byle jakich polityków z swoimi jeszcze gorszymi książkami. Słowa „swoimi” używam nieco na wyrost, bo nie do końca wiadomo kto faktycznie jest autorem tejże książki, na potrzeby kampanii przypisywanej Kaczyńskiemu. Równie tajemnicze, żeby nie powiedzieć szemrane, jest wydawnictwo które to coś wydało (Akapit?), bo nikt nie chce tam na ten temat mówić, nikt nawet nie chce ujawnić swojej twarzy. Wstydzą się, czy co?

Żeby jednak prozaik Kaczyński choć przez moment poczuł się lepiej i poczuł się dowartościowany, oferuję mu całkowicie bezpłatne udostępnienie własnej łazienki do celów promocji powieści z kluczem. Wielkością coprawda znacznie odstaje od Łazienek Królewskich, ale jest na tyle duża, że spokojnie pomieści tych kilku, specjalnie wynajętych statystów, co to mają niby robić tłok i być „gorącą publicznością” proszącą o autografy. Adres łazienki podam mailem panu Marcelowi Klinowskiemu z Fundacji Republikańskiej. Uwaga, nie zapewniam alkoholu i kanapek.

środa, 28 września 2011

Nowe perspektywy i świetlana przyszłość? Głosuj rozsądnie!

20:17, revelstein
Link Komentarze (2) »

----- Biskup włocławski Mering w niewybredny sposób zaatakował księdza Bonieckiego. Za to, że Boniecki stanął w obronie Nergala, twierdząc, że nie widzi związku pomiędzy Nergalem „satanistą”, a Nergalem jurorem programu.

Biskupa Geringa trafił więc szlag. I pofolgował przeto swemu kościelnemu i biskupiemu językowi miłości.  Nazwał Bonieckiego ślepym dziadem, który nic nie widzi i nic nie kojarzy. Radził mu pilny zakup nowych okularów, wątpiąc jednak, czy to w ogóle w czymś pomoże. Wytknął mu też przy okazji, skandaliczne promowanie na łamach Tygodnika Powszechnego również skandalicznych autorytetów, choćby Środy, Węcławskiego czy Obirka.  Wolno czynić to panu Geringowi czy Meringowi to czynić? Wolno oczywiście, przy założeniu wszak, że głupiemu zawsze wolno więcej niż normalnemu.

Przypominam, że ten biskup… Mering (mam nadzieję, że nie przekręciłem nazwiska), to gość, który publicznie nawołuje do przestępstwa. Nakazuje wiernym niepłacenie abonamentu, czyli podatku. Do takiego czynu mogę sobie namawiać ja, Revelstein, ale nie prominentny urzędnik kościelny, osoba publiczna i ponoć o wielkim społecznym autorytecie. W ten autorytet to ja wątpię bardzo, bo nie może nim być gość pozbawiony siódmej a może i nawet szóstej klepki.

A najgorsze jest to, że kościelny karierowicz, strofuje w niewybredny sposób człowieka, któremu butów nie jest godzien czyścić. Na szczęście Boniecki zachował zimną krew (przynajmniej na razie) i ćwokowi nie odpalił z grubej rury. Wedle zasady zresztą, że dyskutować to można z równym sobie, zwłaszcza intelektualnie. Zniżanie się do poziomu biskupa, dla Bonieckiego jest niewykonalne i niewskazane.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9