tabloid online w stanie spoczynku
wtorek, 31 października 2006
"Zero tolerancji" - mówi edukator Giertych. Czas się zabrać nieletnim zasrańcom do dupy. Szkoły specjalne dla tych, którzy nie wierzą w Boga, noszą długie a czasem kolorowe włosy, jarają szlugi, mówią „kurwa" w obecności innych, spożywają i zażywają, generalnie wymykają się z dość prostej podziałki wymyślonej na wyborcze potrzeby przez gdyję z LPRu. Dopuszczalna jest fryzurka na zero, glany, wszelakie mundurki. Pożądana - wiara w bozię, oraz narodowe a nawet narodowo-socjalistyczne poglądy. Socjalistyczne już nie, bo to trąci komuną. W uproszczeniu tak właśnie wygląda świat oczami Wielkiego Romana. Giertych ma do tego oczywiście prawo, bo jeszcze jest demokracja, no chyba, że jego szef Kaczyński zdecyduje inaczej. Ale skoro mówi się A, to należy też dodać B, czyli owe „Zero tolerancji" musi się niestety odnosić także do drugiej strony. Oczekuję w związku z tym, kiedy szanowny pan minister zwolni wreszcie ze stanowiska tego pajaca z Łodzi, który wabi się Orzechowski, i który publicznie wygaduje głupoty nie mieszczące się we łbie nawet średnio rozgarniętego małolata. Gdyby jeszcze gościu był cieciem na Piotrkowskiej to pal licho, niech gada pierdoły i niech chleje na umór od rana do wieczora. Ale fajans ów jest urzędnikiem państwowym i - o zgrozo - wiceministrem edukacji. Wygadując takie farmazony, czyni z nas pośmiewisko dla całej Europy, a przy okazji pokazuje tymże małolatom dla których jego kumpel chce zakładać szkoły specjalne, że wszystko można i wszystko uchodzi bezkarnie, pod warunkiem że ma się układy. Tego typu „powiatowych głupków" w polskiej polityce AD 2006 jest znacznie więcej, ale w niczym nie usprawiedliwia to Orzechowskiego. Nazwisk tych inteligentnych inaczej dżentelmenów nie będę wymieniał, bo po pierwsze wszyscy ich doskonale znają, po drugie zaś po wczorajszym orzeczeniu TK mogę mieć nieprzewidziane kłopoty. Więzienie to może i fajna rzecz, pod warunkiem jednakże, że strażnikami nie są tam sympatycy PiS, a przecież takiej pewności mieć nie mogę. Na zbyt daleko idące eksperymenty zaś mentalnie mnie nie stać. Wracając więc do punktu wyjścia raz jeszcze apeluję do pana ministra i premiera również, o „Zero tolerancji", ale także w swoim własnym, przydomowym chlewie.

Hasło na mury: > Prezydent = 167 cm strefy wolnej od humoru < (zaczerpnięte z forum GW, nieco zmienione)

poniedziałek, 30 października 2006
Cieszy fakt, że Watykan wreszcie zauważył, że Kościół jest siedliskiem pedofilii. Na razie papież apeluje o „rozwiązanie tego problemu" a więc wiemy, że nic nie wiemy. Czyli taka sobie mowa-trawa. Rozumiem, że Benedyktowi nie za bardzo może się podobać sposób jaki wybrali Amerykanie: procesy, odszkodowania i więzienie. Efekt: bankructwo wielu diecezji i upadek resztek autorytetu jaki tamtejszy Kościół od czasu do czasu miewał. Taki styl „oczyszczania" Kościoła źle wróżyłoby przyszłości tej instytucji w ogóle. W Europie głośno ostatnio zrobiło się o Irlandii, ale nie oznacza to, iż problem pedofilii wśród księżulków dotyczy tylko tego kraju. Pasterze zabawiają się z nieletnimi ofiarami wszędzie, i tylko kompletnie ślepy i głuchy będzie bronił Kościoła i twierdził że jest inaczej. Poza Polską rzecz jasna, bo u nas jak rozumiem księży-pedofilii nie ma, a wszystkie zanotowane przypadki to nadinterpretacja lub też zamierzona i starannie przygotowana prowokacja wrogów ziemskiego królestwa bożego. Jednak nie opuszczajcie bezradnie rąk. To, że pewien poznański biskup pozostaje w gruncie rzeczy bezkarny (bo co to za kara odesłanie go na emeryturę czy inną formę wczasów), nie oznacza jeszcze, iż wobec samowoli klechów jesteśmy bezbronni. Trzeba skrzętnie gromadzić wiedzę o tego typu przypadkach i kiedy wreszcie państwo Kaczyńskich, Ziobrów i kogo tam jeszcze, przestanie iść na pasku facetów w sukienkach, zabrać się do solidnego rozliczanie wątpliwych rozrywek moralnych autorytetów narodu.
niedziela, 29 października 2006
Bardzo poważny człowiek, minister a nawet wicepremier Giertych, mówi publicznie, iż to co robi koalicja w sferze choćby stylu sprawowania władzy, jest jak najbardziej poważne. Gdyby ta koalicja - kontynuuje mistrz intelektu - postępowała inaczej, odchodząc od „słusznych", wręcz „epokowych" reform, to mielibyśmy do czynienie z niepoważnym państwem, którym zarządzają niepoważni ludzie. To się nazywa żelazna logika, rodem z katechizmu politycznego LPR. Jeśli więc tym całkiem sporym państwem nad zasyfioną rzeką Wisłą, rządzą poważni politycy, to pytam się: kto w takim razie jest w tym państwie niepoważny? Sam jakoś sobie tego nie potrafię wyobrazić. No bo jeśli rządzą nami czubki i niedorozwoje, to kto jest jeszcze niżej od nich? Zaznaczam, że w drugą stronę operacja jest znacznie, ale to znacznie prostsza. I proszę mi nie pisać, że koalicja czyli władza jest taka, jak wybierający ją elektorat, bo za nic nie uwierzę, że rok temu na wybory poszły tylko Głupie Jaśki, spod osiedlowej budki z piwem. W naszej ulubionej Kolbuszowej znajdzie się oczywiście jakiś Jaś walący na śniadanie denaturat, ale oprócz niego na ten Pis czy LPR, głosował jeszcze ktoś inny, zakładam, że w miarę „normalny' obywatel X. Dlaczego go tak zamroczyło? Dlaczego nagle stracił instynkt i poczucie smaku, choćby politycznego? I nie są to pytania błahe, bo teraz śpimy tak jak nam ktoś pościelił owej pamiętnej jesieni roku ubiegłego. Na betonie, z sadystami i głupkami w roli nadzorców.

(zaczerpnięto bez zgody i wiedzy ze strony rat.bzzz.net)

sobota, 28 października 2006
Teraz wiecie co znaczy Prawo i Sprawiedliwość. Żadnych zgniłych kompromisów, pełna odnowa moralna i przejrzystość wręcz do granic absurdu. Innymi słowy, nowe standardy moralne, do których zresztą zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Nic dziwnego więc, że zgodnie z tymi zasadami, sędzią Trybunału został wybrany szanowany i poważany przez pewien rodzaj ludzi prawnik Marek Kotlinowski. Szanowany, szanowny i o czystych rękach. I tak oto, znów ktoś nam udowodnił, że białe jest białe a czarne jest czarne. I nie pytajcie tylko kto tu jest Sprite a kto Pragnienie.
piątek, 27 października 2006
Znów w telewizorze pokazał mi się Aleksander Wspaniały w randze szefa kancelarii urzędującego ciągle Prezydenta Niektórych Polaków. Wyglądał jak zawsze, mówił jak zawsze. Jak zawsze też - po wysłuchaniu wywodów - można się było wyrzygać. Czyli polska norma. Przekładając to na nasze: wszyscy dotychczasowi prezydenci to zwykłe szmondaki, on zaś Lech Aleksander jest największy, czyli wielka nadzieja białych. Tak bez mrugnięcia okiem pierdoły wmawiał nam pałacowy kamerdyner. I tak bez końca już od roku. Zacięty facet z zaciętym suwakiem od spodni.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9