tabloid online w stanie spoczynku
piątek, 31 października 2008
Ponieważ nie przepadam za Ameryką (irracjonalny brak wiz, irracjonalne widzenie świata), przeto średnio mnie interesuje tamtejszy główny dylemat: Obama czy McCain. Zaznaczam, iż od urodzenia i genetycznie jestem anty-konserwatystą i anty-prawicowcem, więc jasnym jest, że gdyby choć trochę mnie to obchodziło, swój głos oddałbym na Obame. Może nawet nie tyle na niego, co przeciwko McCainowie. Choć w istocie rzeczy, z naszego punktu widzenia, zupełnie obojętnym jest który z nich będzie rządził.
Jednocześnie gdybym miał być choć przez minutę poważnym (co jest niesłychanie trudne i raczej niemożliwe), to krótko wytłumaczę, czemu ów McCain mi zwisa o wiele większym kalafiorem niż Obama.
Po pierwsze, jako się rzekło, jest konserwatystą, a to w moim przekonaniu na dzień dobry wyrzuca go poza nawias. Jeśli komuś to nie wystarcza, to dodam, że gość ma 70 lat z hakiem. Czy ktoś z was chciałby, aby prezydentem i jednocześnie premierem rządu waszego kraju, był schorowany emeryt, mający problem z określeniem stron świata? Zwłaszcza w obliczu wezwań jakie czekają już nie tyle cały świat, co samą Amerykę? A jak wam się podoba jako kandydat na wiceprezydenta, może i urodziwa, ale ewidentnie przygłupia cipa z tipsami z innej epoki? Chcielibyście aby wiceprezydentem w Polsce była - dajmy na to - Jola Rutowicz??? Bo to mnie więcej te same odniesienia. Tak moi drodzy, McCain to nic innego jak Gosiewski Ameryki, w sferze werbalnej, fizycznej i mentalnej.
Kto z Polaków zdrowych na umyśle powie dzisiaj, że w nadchodzących wyborach prezydenckich będzie głosował na Gosiewskiego?
Dlatego, czy komuś podoba się Obama czy też nie, czy lubi Murzynów czy może nimi pogardza, to w istocie rzeczy nie ma wyjścia. Trzeba kibicować Obamie. Na szczęście nie musimy dokonywać tak kuriozalnych wyborów. Przynajmniej na razie.
czwartek, 30 października 2008
Obrazek, a w zasadzie zabawa pod tytułem "Jesus Dress Up" wreszcie zaczyna robić karierę w Polsce. Choć nieskromnie przyznam, iż osobiście dzieło to zacząłem lansować w rodzinnym kraju Wojtyły dużo wcześniej niż poczytne dzienniki.
Jak wygląda plansza "Jesus Dress Up" możecie zobaczyć tutaj, zaś w skrócie chodzi o to, aby ukrzyżowanego Jezusika poubierać wedle własnego gustu w różne zamieszczone obok wdzianka i fatałaszki.
Oczywiście polska kariera "Jesus Dress Up" zaczyna się specyficzne, a mianowicie od oprotestowania idei będącej wedle współczesnych chrystusików elementem „kampanii antykatolickiej i celowym obrażaniem uczuć religijnych". Nic nowego!
Jak na razie kampania oprotestowywania nie nabrała szczególnego tempa, choć chrystusiki robią wszystko by wzniecić dym. Napisali protest do Rady Etyki Mediów (zabawę "Jesus Dress Up" opublikował jako pierwszy magazyn „Focus"), w którym walą z górnego „c":
"Wszystko to ukazało się w dniach, w których wielu Polaków wspomina 30. rocznicę wyboru Jana Pawła II na głowę Kościoła katolickiego. Jesteśmy oburzeni takim podejściem do osoby Jezusa Chrystusa. Jesteśmy oburzeni pogardą i nietolerancją wobec wszystkich ludzi, dla których Jezus Chrystus jest Bogiem i Zbawcą".
Jak się dowiaduje tabloid „Revelstein.blox" jedną ze współorganizatorem narodowego protestu jest Karolina Ćwik (nie znam), zaś list w tej sprawie podpisali takie tuzy narodowo-katolickiej myśli jak Wojciech Cejrowski, ksiądz Marek Gancarczyk, ksiądz Bolesław Karcz, Dariusz Karłowicz i Paweł Milcarek, oraz kato-narodowi celebryci: Jan Pospieszalski, Piotr Semka i Robert Tekieli.
Focus oraz strona JesusDressUp.com na której po raz pierwszy zamieszczono wspomniany obrazek (został on wymyślony w roku 1991), najprawdopodobniej za kilka dni wystosuje do autorów protestu list z podziękowaniami za udaną akcję promocyjną, bowiem od dłuższego czasu nie mieli tylu odsłon co w tej chwili. Liczę także na to, iż pamiętają o mnie.
środa, 29 października 2008
Zupełnie niespodziewanie, pojawił się spór o to, czy przekazywanie nieruchomości kościołowi niby za utracone kiedyś mienie, jest zgodne z konstytucją a i prawem. Ja tego niestety nie wiem, natomiast wiem i jestem stuprocentowo przekonany, że jest to niezgodne z logiką.
Bo niby dlaczego wręcz za friko (bo po bardzo zaniżonych cenach) jednej tylko instytucji oddaje się wszelakie dobra, zaś inni mogą sobie tylko o tym pomarzyć?
Dlaczego milionowymi majątkami obdarza się instytucję, która z natury rzeczy powinna żyć i funkcjonować skromnie?
Dlaczego oligarchowie w garniturach są podejrzani i niegodni społecznego zaufania, a oligarchowie w sutannach to prawi obywatele i osoby najwyższego zaufania?
Dlaczego wydumane interesy klechów są ważniejsze od interesów społecznych, dlaczego kłuci się to ze zdrowym rozsądkiem i elementarnym pojęciem społecznej sprawiedliwości? Na chuj tym darmozjadom te setki milionów?
Czy tylko po to by pod plebanią stanął nowy Merc albo Audi, by codziennie można kupić dwie nowe dziwki (nieważne czy damskie czy męskie) i wygrzmocić je na antycznym łóżku stojącym obok gdańskiej szafy za cirka about sto tysiaków?
I w gruncie rzeczy guzik mnie teraz obchodzi, czy to coś jest konstytucyjne, czy nie jest konstytucyjne. Nie chciałbym bowiem, aby konstytucją usprawiedliwiać zwykłe złodziejstwo i rozbój na prostej drodze. Konstytucyjność może być tylko elementem szybkiego i bezwzględnego utrącenia tego procederu. Niech bekną, niech pójdą w skarpetkach. Puśćmy ich w majtkach na ulice i przykładnie skopmy dupy.
wtorek, 28 października 2008
Oto widoczna na załączonym zdjęciu „ozdoba z nici, jedwabiu, wełny, sznurka itp. w kształcie pędzla". Zgadnijcie cóż to takiego, czyli jak się to zwie. Ostrzegam, że autorzy trafnych odpowiedzi mogą zostać nagrodzeni 3-letnią odsiadką. 

 

poniedziałek, 27 października 2008
No cóż, przyznam szczerze, iż jestem zawiedziony. Nie będzie balu u pana pRezydenta, będzie jedynie jakaś przaśna gala. Zaproszenie, o które tyle walczyłem, mogę sobie teraz wsadzić w dupę. Bo przecież na galę nie pójdę , gdyż dawno wyrosłem z akademii „ku czci". Pytam więc jeszcze raz stanowczo: co do kurwy nędzy stało się z balem, dlaczego zarzucono z przyczyn niewiadomych i tajemniczych ideę potańcówki u Lecha „Bratka" Kaczyńskiego?
Czekając na stosowne wytłumaczenie, pozwolę sobie zakwestionować sens zamiennika. To co kancelaria Bratka szumnie nazywa Galą, będzie w gruncie rzeczy zlepkiem tradycyjnych i mdłych działań propagandowych. Msza, defilada, koncercik - czy ktoś rozsądny przyjechałby z własnej woli na taką imprezę? No, nikt! I jeśli już spojrzycie na listę dostojnych gości w randze międzynarodowej, to zobaczycie tam europejską trzecią ligę, czyli tak samo zakompleksionych niby-kumpli Kaczyńskiego. Merkel, raz miała przyjechać, potem nie przyjechać, teraz znowu ktoś mówi że przyjedzie, a jak będzie w ostateczności, to się okaże. Pewnie nie przyjedzie, bo co to dla niej za honor odwiedzać kartoflisko. Ma ciekawsze zajęcia, choćby posiedzieć w domu i poczytać książkę.
Jeśli osobiście bym się na coś wybrał, to może na ten koncert pieśni patriotycznych. To może być kręcące. Chciałbym bowiem zobaczyć te „gwiazdy" patriotycznie porykujące. I o ile nie dziwię się Steczkowskiej (to koleżanka Joli Rutowicz, sprzeda się każdemu), o tyle udział w tym zbiegowisku Maryli Rodowicz jest co najmniej zaskakujący. Ba, jest nawet boleśnie zaskakujący. Oto jak na drobne, rozmienienia swą karierę, kiedyś niezła artystka.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7