tabloid online w stanie spoczynku
sobota, 31 października 2009

Poseł PiS Stanisław Pięta, to zagubione ogniwo ewolucji, to magma wypełniająca straszną pustkę po LPR. A ponieważ ów LPR, czyli Nieustraszeni Łowcy Pedałów, zszedł nam praktycznie z tego świata, moralne obowiązki wobec ojczyzny starają się wypełnić takie bure suki jak Pięta. Ów pisior zasłynął już tym, iż miał pretensje do Obamy że jest czarny. Teraz, zawczasu atakuje Muzeum Narodowe, za to, że na rok 2010 planuje ono wystawę sztuki z wątkami homoseksualnymi. Poseł Stachu uważa to za profanację palcówki i nieprawdopodobną prowokację. Pisze protesty, śle listy, oczekuje opamiętania. Oczywiście listami Pięty nikt sobie nawet dupy nie podetrze i w tym właśnie sensie jego działalność epistolarna jest zupełnie bezproduktywna i bez sensu. Papier listowy oraz ten z drukarek, średnio, a w zasadzie w ogóle nie nadaje się do toalety. Ponieważ jednak z drugiej strony jest to dość wesoła działalność, dająca nam nieco taniej, ale jednak rozrywki, podsuńmy panu (p)osłowi nowe pomysły. Otóż zdecydowanie powinien on wystąpić do ministra kultury, aby z wszystkich polskich muzeów wycofać w trybie pilnym, dzieła artystów homo-niepewnych. Przecież do tych muzeów chodzą katolicy, a także  dzieci i młodzież, i jaki one będą miały przykład patrząc na zboczone dzieła, takiego choćby Leonadra da Vinci? Poza tym, co to za dzieła? Czy można czegoś wielkiego, wartościowego i wychowawczego oczekiwać po pedale czy rozczochranej lesbie? Panie pośle do roboty kurwa mać. Nierząd i rozpusta, tudzież kicz i deprawacje zalęgły się w polskich muzeach. Ratuj pan Polskę, ratuj pan młodzieży chowanie, ratuj się kto może, poseł Pięta idzie, nieboże.

piątek, 30 października 2009

Zastanawiam się czemu Lech Kaczyński, geniusz, strateg, patriota i intelektualista jest na szarym końcu wszelkich możliwych sondaży? Dlaczego nikt go nie kocha, ponoć nawet jego pies. Ja nie wiem, wytłumaczcie mi to wy. Wytłumaczcie mi też, jak to się dzieje, że Jolanta Kwaśniewska i Lech Kaczyński mają takie same notowanie, czyli takie same szanse bycia prezydentem? Jak to się dzieje, że w gruncie rzeczy spokojna i cicha kobieta, politycznie nieaktywna, znaczy tyle samo, co człowieczek nader aktywny, który tyle wielkich spraw dla Polski załatwił, i bez którego bylibyśmy marnym bantustanem, a jesteśmy mocarstwem? Dlaczego kobieta, która w ogóle nie mówi o godności, jednocześnie zachowuje się godnie, a gościu który od rana do wieczora o tej godności ględzi, w rzeczy samej jej nie posiada. Pytam też dlaczego, o Pani Kwaśniewskiej nie da się w żadnej sytuacji powiedzieć głupia pizda, a o panu Kaczyńskim mówi się rutynowo już głupi chuj? Dlaczego ją ludzie lubią a jego nie lubią, a nawet mają w głębokiej dupie? No dlaczego tak jest?

czwartek, 29 października 2009

Jarosław Kaczyński ma przeprosić Ludwika Dorna za sugestie, jakoby nie płacił on alimentów, ma także wpłacić 5 tysięcy na cel społeczny - orzekł prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie. Tyle mówi suchy komunikat prasowy. W praktyce oznacza to, że przestępca (i recydywista) Jarosław Kaczyński, będzie zmuszony wyskoczyć z kasy, a nawet kompletnie się poniżyć, przepraszając byłego kumpla Dorna. To szczerze mówiąc gorsze i bardziej dolegliwe od owych 5 tysięcy. Nie znam nikogo, kto by kiedykolwiek słyszał o tym, że pan prezes Jarosław Kaczyński kogokolwiek przeprosił. Generalnie bowiem Kaczyńscy nie znają słowa „przepraszam”, nigdy nikt im o tym nie powiedział, że takie słowo istnieje, i że od czasu do czasu jest używane. To rodzinna przypadłość, bowiem brat i tymczasowy prezydent Lech Aleksander, też raczej nie posługuje się tym słowem. Z kasą pójdzie dużo lepiej, bo nawet jeśli w tej chwili Jarosław nie ma takiej wolnej gotówki, to pożyczy ja od mamy, albo od brata, który przez czas jakiś ma jeszcze stałe źródło dochodu.

Nie zmienia to jednak tego smutnego faktu, że wedle tegoż Jarosława, wyrok sądu jest mega skandalem. Nie dopuszczalnym jest też, by jakikolwiek sąd wydawał jakiekolwiek wyroki dotyczące Prezesa, oraz nakazywał ich wykonanie. To pan Prezes jest od tego, żeby wydawać wyroki i wskazywać sądom kogo i w jakim trybie mają skazać. Z tej perspektywy widać jak na dłoni, że mamy do czynienia z niebezpiecznym spiskiem zawiązanym przez Układ.

Prawdę mówiąc, to był w ogóle czarny dzień dla braci Kaczyńskich i ich przyjaciół. Oto bowiem nijaki Zybertowicz, posługujący się tytułem profesora, musi w te pędy przeprosić Pana Solorza za bezpodstawne nazwanie go agentem. Zybertowicz to zaufany doradca owego tymczasowego pana prezydenta, też z Kaczyńskich. To bardzo boli, to tak jakby Lech Aleksander został skazany. I o ile Dorn nie odpuścił z kasą, o tyle Solorz okazał się człowiekiem dobrotliwym i wielkodusznym i skamlącego o litość Zybertowicza zwolnił z wpłaty 30 tysi tytułem zadośćuczynienia. No, naprawdę nie wiem, te sądy to chyba nie mają wyobraźni, albo kieruje nimi jakiś niezrozumiały instynkt samobójczy. Bo jak Jarosław zostanie powtórnie premierem, a Lechosław znów tymczasowym prezydentem… oj będzie się działo, a pióra będą fruwały aż pod sufit.

środa, 28 października 2009

We wczorajszej ramówce polskiej stacji telewizyjnej „Ale kino” zauważyłem obecność filmu pt. „Chinatown” w reżyserii Romana Polańskiego. Tak, tego Romana Polańskiego. Wzbudziło to nie tylko moje zaniepokojenie, ale również głęboki niesmak. Uważam bowiem, że dopóki jego sprawa nie zostanie dogłębnie i definitywnie wyjaśniona, polskie stacje telewizyjne, obojętnie czy komercyjne czy publiczne, powinny powstrzymać się od wyświetlania filmów jego autorstwa. Myślę, że nakazuje to nasza katolicka uczciwość. Nie może być tak, że my naród polski, wierny prawom boskim i potępiający brudny i wyuzdany seks, także z nieletnimi, przymykamy oczy, kiedy inni, rządni zysku relatywiści, promują chore i wątpliwe moralnie dzieło przestępcy, bezbożnika i Żyda. Takie praktyki powinny być natychmiast ukrócone, a próby łamania czy obejścia zakazu surowo karane. Polański to bez wątpienia przestępca. Wykorzystanie zaś nieletniej to wykroczenie najcięższe z możliwych. Choć w rzeczy samej na jego usprawiedliwienie przemawia fakt, iż w powszechnej opinii uchodzi on za gentelmana. A jak wiadomo, drodzy państwo, prawdziwy gentelman nigdy nie pyta kobiety o wiek.

wtorek, 27 października 2009

W Sokółce, czyli na kompletnym zadupiu gdzieś na krańcu świata, w rozmemłanym wadą waflu, znaleziono ludzkie (ponoć) szczątki. A miejscowy prokurator całkiem poważnie i urzędowo twierdzi, że nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa! Dla niego to normalne i zupełnie naturalne. Tam u nich, każdego przecież dnia w kropielnicy znajduje się odciętą dłoń, a w zupie w miejscowym barze pływają palce męskie i damskie, z tipsami i bez, i nikt z tego powodu nie robi taniej sensacji. No tak bywa w życiu, że coś się gdzieś zawieruszy, ale żeby zaraz z tego powodu zarządzać śledztwa? A może to rzeczywiście był cud, jak twierdzi ksiądz. I co? Prokurator waszym zdaniem powinien to kwestionować? Powinien przeciwstawiać się swojemu nieformalnemu szefowi? Ludzie, to jest Sokółka, to jest gorzej niż zadupie, to Dzikie Pola do kwadratu. Tu jak kurwa podskoczysz księdzu, to dupa blada i wyrok śmierci bez zawieszenia i prawa do apelacji. Jesteś trup jeszcze przed wyrokiem. Jak Warszawa, czy jakieś tam cudaki, są ciekawe co z tej jebanej hostii się wykluło, albo kto i co tam podrzucił, to niech sobie przyślą własnego prokuratora. Zrozumcie więc parafianie, rodacy i towarzysze, tego biednego prokuratorzynę z tej dziury. On kieruje się własnym kodeksem towarzyskim, a kodeks ten w paragrafie 23 punkt jeden mówi, że w tym wypadku nie było żadnego przestępstwa. To po prostu survival, gra o to żeby przetrwać. Czarna sotnia nie zna bowiem przebaczenia. I tu na żaden cud nie należy liczyć. Prokurator doskonale o tym wie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8