tabloid online w stanie spoczynku
niedziela, 31 października 2010

Prymas Belgii pan André Léonard (to ten na fotce), zabłysnął dość oryginalną myślą. Otóż ni mniej ni więcej twierdzi on, że nie powinno się karać pedofilów w sutannach, bo to są raczej starzy ludzi i w związku z tym coś od życia im się należy. Przyznacie, że wielce oryginalne to podejście do tematu. Pośrednio więc ten pan prymas czy jak mu tam, jest zwolennikiem teorii, że ksiądz, zwłaszcza starszy, dość się w życiu naharował, dość duszyczek rozgrzeszył i w ogóle dostał w kość niczym górnik, że teraz na starość właśnie, należy mu się odrobina przyjemności. Niech sobie bidok chociaż pobzyka dzieciaki, skoro sprawia mu to przyjemność i wynagradza mu jego trud i wysiłek. Jeśli im się tego zabroni, lub nie daj boże będzie ich się za to ciągało po sadach, to wydaje się to być „nieludzkim dokonywaniem na nich swoistej zemsty”. Oni tak wiernie bogu służyli, z takim zapałem owieczki pasali i teraz na starość jacyś niewdzięcznicy chcą ich do pierdla wsadzać za małe ruchanko dla przyjemności? Skandal. Oto judaszowa zapłata za życie pełne poświęceń. Bóg to widzi i nie grzmi? Może widzi, może nie widzi, a może bzyka właśnie młode aniołki.

sobota, 30 października 2010

Żal po stracie kolegi, pisiaki odreagowały na imieninach u wujka Tadka. Można powiedzieć, że w ten sposób zaoszczędzono na stypie. Prosto z łódzkiego cmentarza, pisi konwój ruszył więc chybcikiem na imprezkę do Torunia, gdzie ojciec Tadeusz podjął ich modlitwą, chlebem, wodą i solą, oraz rzecz jasna obowiązkową w takiej sytuacji flachą. Wedle wrednych donosicieli, na imprezce całkiem nieźle bawili się m.in. panowie Kurski, Brudziński oraz Błaszczak. Kroku dotrzymywała im najsłynniejsza spikerka wszystkich Rzeczpospolitych (niezależnie od numeru), czyli Anna Sobecka.

Owi wredni donosiciele (ech… nawet królestwo Tadeusza zostało zinfiltrowane) donieśli też, że co niektórzy ostro dali sobie w palnik. Zachodzi podejrzenie, że po północy kiedy impreza wyraźnie siadła, flaszki się skończyły (została tylko mineralna, a kobiety po pół litrze nic nie zyskały na atrakcyjności), elyta (także ta europejska) przeniosła się do pobliskiej agencji towarzyskiej. Nad ranem umyślni acz sprawdzeni taksówkarze, wynosili zmaltretowane intensywnym życiem zwłoki (dementuje tym samym informację, że to Karski meleksem ich do hoteli rozwoził). I tak pękł kolejny dzionek. Pomodlili się, popili, poruchali, teraz by jeszcze z chęcią porządzili. Na swój sposób jednak życie pisiaka jest dość monotonne.

piątek, 29 października 2010

Niezależne Wydawnictwo Polskie, które co tydzień z mozołem wydala z siebie Gazetę Wolską, planuje teraz wydalanie również pisma satyrycznego. Na szczęście wypróżnianie będzie się odbywało raz na miesiąc, a więc ból będzie nieco mniejszy, fetor łagodniejszy. Ów „miesięcznik satyryczny” ma się nazywać „Pinezki". Nawiązanie do „Szpilek” jest przeto oczywiste. Ale, co ciekawe i wręcz zaskakujące, Sakiewicz i spółka, tacy dotąd czuli na smrody PRLu, wcale w tym wypadku nie brzydzą się analogii z „komunistycznym” tytułem. Pytany o to czy aby mu to nie przeszkadza, Sakiewicz odpowiada ochoczo: „Nie szkodzi. Były przecież śmieszne”.

W istocie rzeczy „Szpilki” były śmieszne, bo robili je ludzie z głową, choć nierzadko wcale nie było im do śmiechu. „Szpilki” miały trudno, bo na pozycję i „śmieszność” musiały sobie zapracować, mimo ewidentnych ułatwień ze strony władzy. „Pinezki” zaś, pomijając że będą pewnie popłuczynami i zwykłym pawiem czyli rzygiem, mieć będą zdecydowanie łatwiej. Władza im nie będzie przeszkadzała, a śmiesznie jest na tyle, że nawet nie trzeba się wysilać. Byle matoł więc może zrobić pismo satyryczne. Poza tym to genialny pomysł Sakiewicza, żeby wykorzystując niebywałą śmieszność Gazety Wolskiej i jej mocną pozycje na rynku wydawnictw satyrycznych, pójść za ciosem i upchnąć na rynku kolejną rolkę papieru do czytania, epatującą niewymuszoną śmiesznością. A jeśli do tego naczelnym owej rolki został Jerzy Targalski, nieugięty tropiciel komunistycznych złogów, w porównaniu do którego Adamsy to ćwoki i smutasy, no to boki zrywać wypada. Apeluje jedynie by papier był wystarczająco miękki i lekko perfumowany i żeby za dużo zdjęć nie było, bo one się nie nadają.

czwartek, 28 października 2010

Ponieważ wszelkiej odmiany chamstwo to dla mnie chleb powszedni, więc proszę się nie dziwić, że choć trochę wezmę w obronę Kubę Wojewódzkiego. Bo Kuba to cham inteligentny, a takich należy chronić, gdyż nie ma ich pod dostatkiem. Otóż ten Kuba w jednym z programów rozrywkowych, gdzie uczestnicy na wszelkie sposoby udowadniają, że nie mają krzty talentu, słownie zaatakował pewnego tańczącego Ibrahima. Powiedział: „Ja się cieszę, że facet w turbanie nie występuje tylko w programach informacyjnych, ale też na scenie. I to jest plus twojego występu.

Wojewódzki natychmiast został odsądzony od czci i wiary i ochrzczony patologicznym rasistą. Nie wnikając głębiej w sens tych telewizyjnych rozgrywek, podchodów, podkopów i małych prywatnych wojen, jedno wydaje się pewne. Jest w tej krótkiej recenzji Wojewódzkiego sporo prawdy jednak. Faktycznie, zdecydowanie lepiej jest bowiem, by Ibrahim taki, śmaki i owaki, tudzież inny Arab, występował na scenie, śpiewał, tańczył a nawet się rozbierał, niźli konstruował bomby. Bomby, które potem jego siostra lub brat, a może nawet i on sam, odpalaliby gdzieś wedle swego chorego uznania. To nie rasizm przeto, jeno trzeźwa ocena rzeczywistości.

środa, 27 października 2010

Jeckyll and Hyde polskiej polityki, czyli Jarosław Kaczyński, każdego dnia udowadnia, iż medycyna, a zwłaszcza farmakologia, jest bezradna nie tylko w przypadku chorób nowotworowych, ale nawet w przypadku najzwyklejszych zaburzeń osobowościowych. No, nie ma leku na to, żeby przekonać kogoś iż nie jest Napoleonem. Prezes Kaczyński na wczorajszej jakiejś tam swojej konwencji rzekł, iż ci ludzie którzy nie głosują na PiS, świadomie robią sobie krzywdę. I jeśli już zostawimy te pigułki w spokoju (no nie pomogły niestety, a kto wie czy nie zaszkodziły), to wniosek jest też taki, że schizofrenicy oceniają rzeczywistość wedle własnej schizofrenicznej manii. Ale nikt nam nie wmówi nie tylko to, że białe jest białe a czarne czarne, ale również to, że schizofrenia jest normą, zaś norma schizofrenią. Gdyby było inaczej, to PiS rządziłby od lat i miał cały czas stu-procentowe poparcie.

I jeszcze słowo o kandydatce do najpopularniejszego schorzenia roku. Otóż Beta Kempa gadając tu i ówdzie różne bzdury, powiedziała też, że prezes Kaczyński zaproponował „politykę miłości”, a ta została odrzucona. No nic dziwnego pani poseł, bo różni ludzie maja różne upodobania. Mnie na przykład absolutnie nie odpowiada wyznanie miłości pani prezesa, bo od urodzenia jestem heteroseksualny.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8