tabloid online w stanie spoczynku
środa, 31 października 2012

Jezus nie był jakimś tam parchatym Żydem jeno Azjatą - twierdzi tak jezuita Jan Kanior, znawca (jak sam o sobie mówi) kultury dalekiego wschodu. Całość wywodu jest dość skomplikowana, choć nie ulega wątpliwości, że Jezus w takim samym stopniu był Azjatą jak i Polakiem. No ale gdyby – popuśćmy wodze fantazji – rzeczywiście gość ten był azjatyckiej rasy, to dla nas Polaków nie ma lepszej wiadomości. Bo nareszcie nie musielibyśmy modlić się do Żyda i w razie tej intronizacji  królem Polski nie byłby Żyd, tylko jakiś porządny pewnie człowiek. 

W pewnym sensie usprawiedliwiony byłby też nasz odwieczny antysemityzm, bo te wstrętne Żydy zamordowały nie jednego z siebie, ale całkiem niewinnego człeka innej rasy. Za to pewnie, że był żółty i miał skośne oczy. W rachubę wchodzi tu zwykła nienawiść rasowa, co jak wiadomo jest karalne i stąd nasza kliniczna i genetyczna niechęć do narodu morderców zbawcy. Jeśli ojciec Kanior się postara (to doktor ostatecznie),  to pewnie za czas jakiś wyjaśni, skąd ten Azjata tak bliski sercom Polaków wziął się w Judei, i jak to się stało, że matką jego była Pra-Polka Maryja z domu Kowalska.

wtorek, 30 października 2012

ŁRzeczpospolita, świadomie czy nie, wylała miód na zbolałe serce pana Kaczyńskiego i niczym nieograniczone ambicje pana Macierewicza. Wzwód więc u panów w pełni i buzują im hormony.

A ja niezmiennie pytam się, czemu to wszystko (ten zamach niby) miałoby służyć? Bo nawet gdyby były trzy wybuchy, dziesięć albo jeszcze pięć więcej, to i tak w niczym nie tłumaczyłoby to ruskiej beztroski. Trzeba by być kompletnie pomylonym (a w pewnych sprawach ruscy pomyleni nie są, są precyzyjni wyjątkowo), by eliminować w karykaturalny sposób największego nieudacznika wśród prezydentów, który za chwilę i tak by się przestał liczyć, przy użyciu archaicznych środków wybuchowych i to jeszcze nad dachem własnego domu?

Ale w ogóle to o czym ja tu piszę? Ano w dwóch zdaniach staram się napisać, iż komuś strasznie zależy na destabilizacji państwa. Nie wykluczam, że tymże ruskim, ale żeby tak naiwnie dać się na to nabierać na szkolną wręcz grę? To do niedawna zupełnie wykluczałem.

Halloween to okultyzm i magia, to grzech, zdrada, i zezwierzęcenie - grzmi warszawska kurwia metropolitalna. Czy grzmią słusznie, czy zło czai się za każdym rogiem, czy może chodzi o to by utrącić łeb konkurencji?

Halloween, obchodzone jest 31 października. Jego korzenie tkwią w kulturze starożytnych Celtów, którzy wierzyli, że w tym dniu, który był też u nich uznawany za ostatni dzien lata, dusze zmarłych wychodzą z grobów i błąkają się po ziemi w poszukiwaniu ciał żywych, do których mogłyby wniknąć. No dobrze, ale prosiłbym jednak o jakąś szczątkową choć konsekwencję. Bo o ile mnie pamięć nie zawodzi, to wielki guru wszystkich tych katolubnych nijaki Jezus Chrystus (nota bene Żyd, o zgrozo) też pewnego dnia wyszedł był z grobu i zdaje się do dziś błąka się gdzieś po tym świecie. I jakże wiele przez ten czas żywych ciał napotkał, w które niepostrzeżenie acz podstępem wniknął, czyniąc w ich ciałach i umysłach niepowetowane straty. Biskupi niechaj będą przykładem.

Poza tym - dzieląc z panami biskupami troską o dobre zdrowie psychiczne owieczek - czym prędzej bym zakazał tych niby niewinnych zabaw święconą wodą, tego kultu zmarłych, tych debilnych pisanek, i choinki (jak można sie modlić do drzewka), wszystkich tych K+M+B bazgranych na co niektórych drzwiach, tych całych trzech króli, matek boskich zielnych, srelnych i pierdzielnych. No i tych wszystkich cudów opisywanych na wyścigi... To wszystko okultyzm i poganskie, durne obyczaje, to wstyd dla rozumu i hanba dla nauki. Niestety, wydrążone dynie biskupów zioną beznadziejną pustką.

poniedziałek, 29 października 2012

Przyznam, że już tracę wątek i nie ogarniam tematu. Za cholerę przeto nie wiem z kim właściwie ta Kaczyńska (Marta) ma dzieci i ile ich tak naprawdę ma. Podejrzewam, że może być tak,  iż ona sama do końca nie wie jak sprawy się mają. To znaczy pewnie ogarnia ile ich ma, ale które z którym, to już nie do końca.

W każdym razie jeśli jesteście bieglejsi w te klocki i dobrze zorientowani w życiu intymnym i uczuciowym prezydentówny, to wytłumaczcie mi proszę kwestii parę. Co jest wreszcie z tym pierwszym mężem pani Marty obywatelem Sunnickim? Jest on tym ojcem, czy też nie jest, a jeśli nie jest,  to kto za przeproszeniem puknął drogą panią M.?  A ten pan  Rakowski,  to jedynie dobry znajomy z „pracy w fundacji”, czy może jeszcze lepszy znajomy z certyfikatem na uzywanie, czyli nowy Dubieniecki ewentualnie? No i  czy ten rzeczony Dubieniecki,  to już kolejny były maż  pani Marty, czy dalej figurant z papierami na wyłączność niby? Powaga dynastii wymaga poważnego potraktowania problemów i szczerej odpowiedzi na drażliwe pytania.

(PS. Na zdjęciu powyżej pani Marta i pan Rakowski. Jeśli ktoś ma problem z identyfikacją, to śpieszę wyjaśnić, że Pani Marta to ta osoba z prawej)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10