tabloid online w stanie spoczynku
środa, 12 grudnia 2012

Pan sierżant Jacek Żebryk zasłynął z bohaterskiej obrony honoru i godności polskich żołnierzy prowadzących na zlecenie sojuszników wojnę w Afganistanie. Są już nawet wyroki skazujące na grzywny tych którym "misja wyzwoleńcza" się nie podoba i którzy ośmielili się mówić o tym publicznie, acz momentami kontrowersyjnie i dosadnie. Wedle Gazety Wyborczej jednak sprawa nie jest wcale tak oczywista, jednoznaczna i moralnie czysta.

Okazało się bowiem, iż za wojowniczym panem sierżantem stoi wielki koncern zbrojeniowy, finansujący jego sądowe zmagania. Bumar - bo o nim mowa - nie tylko Żebrykowi doradza prawnie, ale opłaca jego adwokata, który sierżanta reprezentuje w sądzie. Oficjalnie potwierdza to Marcin Górka pełnomocnik zarządu Bumaru. Nic więc dziwnego że Żebryk może sobie do woli pieniaczyć po sadach i wzywać przed prokuratora każdego, kto choć źle spojrzy na weterana, a już nie daj boże nazwie go najemnikiem. Żaden pacyfista i krytyk "wyzwoleńczej misji" w takim starciu raczej nie ma szans. Grube miliony i rozbudowane biuro prawne przeciwko zwykłemu obywatelowi? Czyż nie łatwo zgadnąć jaki może być wynik takiego starcia? 

I to jest to drugie dno i sedno całej tej historii czy raczej histerii. Koncern, który żyje de facto z produkcji  zabawek do zabijania ludzi, szczodrze zarabiając na ludzkim nieszczęściu, finansuje narwańca, bo ten walczy z pacyfistami. A kto jak kto ale pacyfiści, dla każdego takiego Bumaru to najgorsza zmora, wróg i generalnie swołocz.  Mamy więc tu piękny związek i udane małżeństwo: zabłąkany rycerz sponsorowany przez lobby militarne walczy z większością społeczeństwa dla której bajki o misji wyzwoleńczej i walce za ojczyznę to zwykłe banialuki, funta kłaków warte. 

Prawda obdarta nieco ze łzawego frazesu jest taka, że jak ktoś produkuje karabiny czy amunicję, to w jego interesie leży zaangażowanie wojska w konflikty zbrojne. Pamiętajmy, że polscy żołnierze w Afganistanie używają gogli noktowizyjnych, karabinów i amunicji produkowanych przez Bumar. I kto wie, czy aby kul i pocisków z tej samej bumarowskiej taśmy nie używają afgańscy talibowie, celnie lub mniej celnie rażąc nimi polskich wyzwolicieli. I co, wszystko jest OK? 

Jest OK, bo interes kwitnie. Gdyby tak więc odpuścić krytykantom coraz bardziej nieprzebierających w słowach, to antywojenne poglądy mogły by zdominować debatę publiczną, to pewnie przełożyłoby się na wyborcze decyzje, a to z kolei skutkowałoby wycofaniem wojska z Afganistanu. Czyż trzeba jakość szczególnie dowodzić,  jak odbiłoby się to z kolei na kondycji finansowej Bumaru?  I w interesie takiego lobby, działa biedny sierżant, który świadomie (albo i nie) dał się wciągnąć w dziwną i raczej nieetyczną grę. Wszystko zaczęło sie niby od obrony dobrego imienia i godności, tylko kto tu godnie i niegodnie się zachowuje?

Na koniec, zaznaczam Wysoki Sądzie, że nie użyłem tu żadnych nieparlamentarnych słów, nikogo nie chciałem obrazić i pozbawić honoru, ani nazwać po imieniu, jeno jako obywatel skorzystałem z prawa wyrażenia opinii, co poświadczyć mogą tutejsi bywalcy.  A pana sierżanta, na swój sposób sympatycznego, prosiłbym aby więcej się już nie kompromitował, albo rozpoczął walkę od nowa, na własny rachunek i za własne pieniądze. 

wtorek, 11 grudnia 2012

A nie mówiłem, a nie wieszczyłem zaledwie w przedwczoraj... Nie całego dnia trzeba było śledczemu Macierewiczowi, by poukładać te amerykańskie koocki. Wedle tezy: nie chcieli pomóc z tą komisja, znaczy też się boją, też pewnie mają coś za uszami, być może nawet cichy współudział w smoleńskiej zbrodni. Amerykanie na bank byli w tajnym związku i porozumieniu z zamachowcami i uczestniczyli nawet w przygotowaniu Planu B. O co chodzi precyzyjniej opowiedział Kaczyński.

„...w moim przekonaniu są przesłanki, żeby sądzić, że gdyby się nie udało w Smoleńsku, na przykład mój brat, jak niektórzy postulowali, pojechałby pociągiem, to on [czyli zamach] by nastąpił później (...) Osobiście jestem o tym przekonany, że nastąpiłby przy kolejnej podróży mojego brata. Tym razem do Stanów Zjednoczonych“.

No i czyż wszystko nie jest już jasne!!! A to chuje amerykańskie! Wyobraźcie sobie, że przygotowywali (wspólnie z Tuskiem rzecz jasna i z Putinem w roli doradcy) awaryjny zamach na prezia! Czy można się więc dziwić, że kazali nam się w dupę całować z tą komisją. Że nie pomogli? Że zlali? Narodzie polski, duma twa gwałtem w jasyr wzięta została. Wydymali cię ruskie, przez całe życie dymają cię żydy, a teraz jeszcze dupę zerżneli ci że szczególnym okrucieństwem amerykańce. Bez mydła i poślizgowego żelu. Jezus Maria!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

„Z bólem informujemy, że przed godz 8.00, 58-letni mężczyzna próbował zniszczyć Cudowny Obraz Matki Bożej. Miał on zostać oblany czarną farbą, jednak dzięki specjalnym zabezpieczeniom nie został nawet uszkodzony. Sprawcę ujęto i oddano w ręce policji“

– napisali wczoraj w komunikacie bracia w wierze Paulini z częstochowskiej twierdzy. Paulini i policjanci pomodlili się następnie za nawrócenie tego parcha. Po południu, w komendzie miejskiej rozpoczęto komisyjne liczenie żeber sprawcy i bezstresowe (chrześcijanin dba o standardy) namawianie go do wydania wspólników tudzież pomysłodawców zamachu. Niewykluczone, że był to Putin, dla którego jak widać Smoleńsk to za mało. Rola Tuska i Komorowskiego nie została jeszcze określona, ale spokojnie, mamy dopiero poniedziałek, a Macierewicz ledwie 15 minut temu zameldował się w pracy. Dajcie mu trochę czasu. Najważniejsze, że obraz szczęśliwie ocalał i czuje się dobrze. Dziś rano zjadł nawet śniadanie.

niedziela, 09 grudnia 2012

Amerykanie odpowiedzieli na petycję złożoną w czerwcu przez naród Najjaśniejszej. Petycja postulowała przeprowadzenie międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Odpowiedź Departament Stanu jest porażająco chłodna. Amerykanie dowodzą, że możemy się gonić, bo po pierwsze i Polska i Rosja przeprowadziły własne dochodzenia, godząc się przestrzegać konwencję chicagowską.

Po drugie zaś opublikowano wyniki obu śledztw, w postaci z jednej strony raportu MAK, a z drugiej raportu Millera. Więc wszystko jest OK i zgodnie ze standardami. Więc drodzy Polacy, za przeproszeniem o co caman i chodzi o co? W skrócie i po polsku odpowiedź więc brzmi: kochani znad Wisły, spierdalajcie z łaski swojej. Wszystko jest zgodnie z prawem i konwencjami.

Wnioski zaś ogólniejsze są zaś takie. Amerykanie to zdrajcy i chuje, i nie ma żadnej pewności, czy przypadkiem sami nie maczali w tym palców. Ostatecznie mieli powód, bowiem reelekcja Lecha Aleksandra Kaczyńskiego mogła by zagrozić pozycji Obamy, a Polska mogła by zepchnąć USA z pozycji światowego mocarstwa.

Jutro a najpóźniej w połowie przyszłego tygodnia, Antoni Macierewicz ogłosi też, że trotyl pochodził z amerykańskich magazynów, bo ma ku temu niepodważalne dowody (detektory piszczały po angielsku). Wszystko więc układa się w logiczną całość. Oto Obama przekonał Tuska do zamachu i dostarczył trotyl, Putin zadbał o sztuczną mgłę i pijaną obsługę wyjątkowo wrednego lotniska, tudzież wzmocnił brzozę prętami z hartowanej stali. Z kolei Tusk dał samolot i wsadził do niego niewygodną elitę sprzeciwjajacą się polityce wynarodowiania i rozbiorowi Polski. Tylko co robili Żydzi? To jedyna jeszcze kwestia, która wymaga pilnego wyjaśnienia!

sobota, 08 grudnia 2012

Być może komuś się narażę, albo zostanę uznany za wyjątkowego i obrzydliwego chama, ale gorącą mam prośbę. Błagam smoleński naród, by wreszcie przestał mówić o „elicie kraju” która zginęła (a wedle nich poległa) na pokładzie tej nieszczęsnej tutki. Bo jeśli przyjmiemy, że 90 procent zawartości samolotu stanowili politycy (lepsi, gorsi, sympatyczniejsi i wręcz nie do zniesienia, plus nieudacznicy i karierowicze) to jakaś miałka wydaje się ta elita.

A kiedy popatrzymy jak ocenialiśmy i jak nadal oceniamy naszych ukochanych polityków, kolegów i koleżanki tych nieszczęśników, to słowo elita wydaje się być może nie zamierzoną, a być może zamierzoną kpiną. Albo zimnym, obliczonym na doraźny poklask zabiegiem marketingowym. Tym bardziej, że ci sami ludzie, którzy dziś tak ochoczo mówią o elicie, wcześniej tych samych ludzi odsądzali od czci i wiary. 

Poza tym - jeśli dobrze pamiętam – mniej więcej 80% Polaków, ówczesnego prezydenta uważało za… powiedzmy człowieka specjalnej troski, a wszystkich bez wyjątku posłów i znaczną cześć ministrów za wyjątkowych idiotów i karierowiczów. No to gdzie ta elita, pytam się grzecznie i skąd ona się nagle wzięła? Dlatego, że byli w władzy z mandatu czasami jednego tysiąca wyborców? Więc na boga jedynego (choć kilku imion i wyznań), kto i gdzie tu ma miarę? Co nie zmienia postaci rzeczy, że paru naprawdę fajnych ludzi tam niestety było. Zły jednak dzień wybrali na podróż a i rejs był kulawy.