tabloid online w stanie spoczynku
wtorek, 04 grudnia 2012

Nie jedz, nie oddychaj, tylko módl się głupku – to recepta na szczęśliwe życie. Gorąco namawia do tego nijaki ksiądz Pohl z parafii w jakimś wielkopolskim Pierdziszewie. Ksiądz postuluje, by nie kupować prezentów w tak zwanym adwencie, bo „zakupy i jedzenie Boga nie zastąpią".

Okey, można nie kupować, można nawet nie jeść jak ktoś ma taką fantazję, ale co do tego wszystkiego ma jakiś bóg? Ksiądz Pohl wprost odgrzewa więc starą prawdę i tzw. pierwsze prawo premiera Goryszewskiego, że nie ważne jest czy Polska będzie bogata czy też biedna, waże by była katolicka. Nie ważne jest przeto, czy będziesz syty i zadowolony, czy może głodny jak bezdomny pies, najważniejsze że wierzysz w boga. A jak zdechniesz z tego głodu, to on cię z honorami przyjmie w bożym królestwie. A w nagrodę może nawet po łbie poklepie. No, zajebista wprost perspektywa.

poniedziałek, 03 grudnia 2012

Jestem zaniepokojony brakiem nowych informacji o postępach polskiej misji wyzwoleńczej w Afganistanie. Czy kraj został już uwolniony od afgańskiego okupanta i czy demokracja czyni postępy, niezależnie od podstępów i zasadzek? Nie wiem tylko, czy moje zainteresowanie nie jest aby karalne, a ciekawość ma nie jest pierwszym krokiem do piekła.

Acz z drugiej strony - oceńcie sami - nie używam tu żadnych słów mogących uchodzić za obraźliwe, ani tym bardziej nie posiłkuje się definicjami które z założenia ranią i są konfrontacyjne, i mogą coś lub kogoś poniżać. Po prostu jako karny podatnik, a tym samym patriota, chcę wiedzieć co się dzieje i czy w przyszłym roku moje (po)datki znów przyczynią się do tego, że kolejny skrawek mej ojczyzny, nawet ten najbardziej oddalony od macierzy (dzikie pola rzec można, lub kresy nawet), oddychać będzie wolnością i cieszyć się będzie demokracją. 

niedziela, 02 grudnia 2012

Antoni Macierewicz bawiący na turnee artystycznym po Polsce powiatowo buraczanej mówi: wiemy już, że w Smoleńsku doszło do eksplozji. Musimy teraz znaleźć sprawców. My zaś mówimy: wiemy już, że Antoni Macierewicz jest obłożnie chory, najprawdopodobniej nieuleczalnie, czyli śmiertelnie. Szukamy teraz lekarza, który podejmie się eutanazji. 

sobota, 01 grudnia 2012

"Niezależny" pan prezes jak najbardziej "niezależnego" Stowarzyszenia Dziennikarzy PiSowskich (a może Polskich..., nie pamiętam już) gorąco zaprotestował  przeciwko haniebnym zwolnieniom w prywatnej gazecie ŁRzeczpospolita. Jednak pan Krzysztof Skowroński - bo o nim mowa - zapomniał, że dzisiejsi "pokrzywdzeni" i "szykanowani", w chwili gdy odzyskiwali gazetę z rąk wroga parę lat temu, przycinali tam zespół niczym trawę, równo z glebą i bez znieczulenia. I jakoś nie słyszałem, by pan Krzyś przejmował się losem szykanowanych wtedy dziennikarzy.

A jak pan Krzyś czyścił Trójkę z komunistycznych złogów, to też jakoś cicho było, a przynajmniej pan Krzyś nie miał kompleksów, ani szczególnych wyrzutów sumienia. To nie było szykanowanie, to było odzyskiwanie? I jakoś nie słyszałem też, by tak strasznie przejęty losem kolegów z kanapy, pan prezes Krzyś (tudzież jego zastępcy), w jakiś zdecydowany sposób potępił program "ostatecznego rozwiązania" zaproponowany przez pana Brauna. Publicznie lub choćby prywatnie, nie wyraził też solidarności z wszystkimi tymi zespołami, które mają być rozstrzelane, gdy tylko Polska będzie TĄ Polską. Coś panie prezesie chyba nie tak u pana z głową. 

piątek, 30 listopada 2012

Pewien emeryt, nazwijmy go Ksawerym K., pewnego dnia nie dostał emerytury. Płatnikiem tej emerytury było dotąd pewne stowarzyszenie dobroczynne, którego nazwa niechaj pozostanie tajemnicą (wszelkie ewentualne skojarzenia są nieuprawnione i niestosowne). Gdy pan Ksawery zadzwonił do rzeczonego Dobroczyńcy dowiedział się ku swojemu zdziwieniu, że emerytury nie dostał, bo... nie żyje!

Ze względu na zasady jakie obowiązują na blogach (pisać krótko i nie zamęczać) nie będę opisywał jak do tego doszło, oraz wysiłków pan K., by udowdnić, że on jednak żyje i ma sie dobrze, a jedynie ktoś spieprzył wszystko co było do spieprzenia. Panie biurwy zgodziły się więc w końcu upierdliwego petenta przywrócić do życia, pod warunkiem wszak, że zrobi badania lekarskie i zgromadzi zaświadczenia medyków jednoznacznie stwierdzające, że... żyje.

Kiedy z trudem wielkim pan Ksawery K. poskładał wreszcie do kupy te wszystkie papiery i zaświadczenia, z których wynikało, iż duchem i ciałem przynależy do tego świata, panie biurwy łaskawie (choć z niechęcią) znów wpisały go na listę uprawnionych do pobierania kasy. Sprawa, wydawało się, znalazła swój szczęśliwy finał. Tyle, ze najśmieszniejsze dopiero przed nami.

Bo kiedy do domu pana Ksawerego przyszedł wreszcie upragniony listonosz, to przyniósł trochę jakby mało tych pieniędzy. Była to tylko bieżąca emerytura, a gdzie ta za trzy miesiące kiedy uchodził za zmarłego? Emeryt Ksawery wsiadł przeto w tramwaj i po raz n-ty odwiedził Swoich Dobroczyńców. Zapytał, dlaczego nie dostał tej zaległej od trzech miesięcy emerytury. I wiecie co odpowiedziała wyfiokowana biurwa? „No jak to dlaczego? Przecież pan wtedy nie żył“! Tak, tak, to naprawdę jest Polska!