tabloid online w stanie spoczynku

* BIG DICK (the collection)

środa, 08 sierpnia 2012

Intelektualista rodem z ZSL, czyli europoseł (przepraszamy cię Europo) Janusz Wojciechowski, podsumował dotychczasową prezydenturę Komorowskiego. Dla Wojciechowskiego Komorowski to prezydent konfliktu i podziału, to prezydent złej kultury (?), to również prezydent specjalnej troski. Przez grzeczność, jak również chyba z powodu braku zainteresowania odpowiedzią, nie zapytam jakiej to troski prezydentem był samobójca Kaczyński. Bo zdaje się, że w tym akurat przypadku kilkakrotnie brakowało skali.

No, ale tak to bywa jak za pisanie biorą się ci z awansu. Bo zeteselowiec Wojciechowski, z uporem godnym lepszej sprawy specjalizuje się w pisaniu dyrdymał i wychodzi mu to mniej więcej tak jak Witosowi wiersze. Dowód to na to, że nawet skończenie prawa na uniwerku w Łodzi (dzięki punktom za pochodzenie, bo takie wtedy były) nie zawsze z każdego zrobi inteligenta. Mentalność bierze górę.

piątek, 06 lipca 2012

Jak wygląda poseł Pięta każdy wie, a jak nie wie, niech sobie zobaczy (foto powyżej). Ale nie dość że Pięta wygląda jak pięta, to jeszcze myśli niczym dupa, a precyzyjniej to myśli dupą. Rzec można, że fizis i psyche w jednej idą parze.  Poseł Pięta zasłynął już wieloma gównianymi (trzymajmy się tej dupy) myślami,  zaś jego myśl całkiem nowa, jest tak samo cuchnąca jak wydzielina jego mózgu. Pan poseł Pięta mianowicie chce czyścić kraj z „lewackiej hołoty”. Łazi przeto po mediach (tych prawdziwych, polskich) i opowiada o swoich fobiach.

Hmmm… Można by to traktować poważnie, tylko po co? Przecież pan Pięta to dziecko we mgle, a mentalnie to co najwyżej absolwent podstawówki i to nie najwyższych lotów. To jest klasyczna hołota, która dziwnym trafem dostała się na salony. Traktowanie poważnie tego typu wyprysków i wybryków natury, może świadczyć bardzo źle o adwersarzu. Dotykanie, poklepywanie, dyskusja, czy inne formy kontaktu, grożą bardzo poważnymi konsekwencjami, także zdrowotnymi. Nie dość że będziecie śmierdzieć, cuchnąc i zalatywać, to jeszcze inni będą na was patrzeć jak na kompletnego idiotę co to zadaje się z jakąś niezidentyfikowaną epidemiologiczne padliną. Jeśli więc już, to patrzcie na owego osobnika jak na złośliwego i upierdliwego insekta, którego miejsce jest w gablocie osobliwości (pamiętajcie o wcześniejszym potraktowaniu go azotoksem).

sobota, 02 czerwca 2012

Aktor Zelnik (był kiedyś taki i nawet przez moment nieźle sobie radził) mówi: „dopiero od dwóch lat słucham regularnie Radia Maryja. Jest mi teraz niezbędne”. No cóż… Po pierwsze aktorowi Zelnikowi szczerze współczujemy, ale każdy ma swojego robaka który go toczy. A po drugie... Ja wiem, że NFZ przeżywa kłopoty, lekarze myślą głównie o receptach zamiast o pacjentach, ale drogi panie aktorze Jerzy, jednak bez przesady proszę.

Nie wszystko da się wytłumaczyć kłopotami służby zdrowia. Należy chodzić do lekarza a nie nonszalancko zwalać całą winę na niewydolność  osiedlowej przychodni. Zbyt długo pan zwlekał z leczeniem, zbyt długo pan się opierał, za bardzo się pan zaniedbał. Nie wszystko jednak stracone. Mocne, odpowiednio dobrane farmaceutyki, przemyślana terapia,  może jakaś psychiatryczna rehabilitacja i powinien pan wrócić do jakiego takiego zdrowia. Bo nie ma drugiego takiego, co by tak zajebiście zaangażowanie te rymowanki wierszoklety Wojtyły czytał. Powodzenia.

sobota, 21 stycznia 2012

----- Ryszard Henry Czarnecki, urodzony 25 stycznia 1963 roku (pamiętajcie: za cztery dni ma urodziny) na łamach Gazety Wolskiej przyznał swoje antynagrody.  

Wśród laureatów czarneckiej nagrody są  oczywiście ci, których tenże Czarnecki z jakiś powodów nie lubi. Czyli liczą się sympatie bądź antypatie nie zaś czyny, a jeśli Czarnecki twierdzi inaczej, to najzwyczajniej kłamie. Najbardziej  rozbawiło mnie uzasadnienie antynagrody dla  Żelichowskiego: za lizusostwo wobec koalicjanta. No panie Rychu Henry, miej pan litość! Wzorem mega wypasionego lizusa, którego mało kto ma szansę przebić jesteś pan osobiście. Technikę wślizgiwania się do dupy opanowałeś pan bezbłędnie, a Żelichowski przy panu to małe miki i słodki miś. Pana brązowy nos zwiedzał już tyłki wszystkich możliwych „koalicjantów”. I łatwiej oraz szybciej byłoby wymienić członkiem jakiej partii pan nie był, niźli wymieniać wszystkie te w których pan bywał liżąc - jako się rzekło  - tyłki i masując jajeczka. Jesteś pan ekspert i szacun za to.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Z opóźnieniem, ale też głębokim i szczerym żalem odnotowujemy wreszcie fakt, iż jeden z największych i najbardziej charyzmatycznych polskich dziennikarzy telewizyjnych Jan Pośpieszalski padł śmiercią bohaterską walcząc nieugięcie z Systemem i Układem. Mimo, iż warto było rozmawiać a nie warto oglądać, teraz nic nie rekompensuje nam pustki po Panu Janku. I martwię się, że grając na kontrabasie przed którymś z warszawskich kościołów, długo nie pociągnie. Kontrabas, nie on.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10