tabloid online w stanie spoczynku

* SEKS, MORALNOŚĆ I KASETY VIDEO

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta bez Kevina są tak samo niewyobrażalne jak ksiądz heteroseksualista, lub jakiś inny papież.  Nowa wersja kultowego filmu jest już osiągalna w najlepszych salonach i sklepach prowadzonych przez Caritas. Koniecznie zobaczcie jak wiecznie młody Kevin wyprowadza tym razem w pole dwóch podstępnych i wyjątkowo niebezpiecznych gwałcicieli. Revelstein zaprasza.

czwartek, 25 października 2012

Kiedyś sprawny aborter, potem człowiek przykładnie nawrócony a nawet minister, znawca życia towarzyskiego zarodków, publicznie pochwalił się nowym pomysłem.

Otóż należy całkowicie zakazać in vitro, zaś zarodki, które już istnieją, można według niego "zaadoptować”. Pomyślałem sobie, czemu nie? Zaadoptuję sobie taki zarodek i zrobię dobry uczynek, tym bardziej, że zarodek nie będzie raczej pokaźnych rozmiarów i bez problemów zmieści i się w mieszkaniu. Nie będzie tez pewnie żarł czipsów, pił coli i palił marihuany, więc koszty utrzymania nie powinny być wysokie, jeśli w ogóle jakiekolwiek będą. Może go kunsztownie oprawię, i powieszę na ścianie z podpisem (również kunsztownie wykaligrafowanym):  „Tu wisi zarodek polski, adoptowany przeze mnie 25 października 2012 roku, a tym samym cudownie ocalony od zapomnienia, niech z zdrowiu pozostaje aż do naturalnej śmierci”.

Bardziej wrażliwi i ceniący dyskrecję, mogą go trzymać w puzderku, dyskretnie wkomponowanym w ulubiony księgozbiór w salonie. Namawiam was do tego samego i oczekuję jednocześnie deklaracji ile sztuk zarodków waćpaństwo zamierzacie przygarnąć. 

wtorek, 25 września 2012

Newsweekowy artykuł o homoksiędzach, czyli mówiąc wprost o nadającej kościołowi ton większości, wywołał gorące emocje wśród katolubnych. Obrońcy homoksięży w zasadzie nie bawią się w detale, tylko walą z bardzo prostej, acz grubej rury: to wszystko nieprawda, manipulacja, pomówienia i atak (jak zwykle bezpardonowy) na religię i jej oficerów. A wszystko to jedynie potwierdza tezę, że kościół nie ma problemu z homoseksualizmem i z homoseksualnym lobby. Kościół ma problem z tym, że sprawa wyszła na jaw i głośno się o tym mówi.

Stąd też skowyt obrońców dobrego imienia i zwolenników zamiatania problemu pod dywan, mimo że nie ma na świecie tak wielkiego dywanu pod który dało by się to zamieść. Zabawne jest obserwowanie choćby takiego Terlikowskiego, którego wrzask niesie się po wszystkich zakątkach Rzeczpospolitej. Gość się męczy a pewnie i moczy, czerwieni, zapluwa i zapędza, ale z godnym podziwu uporem trwa przy obronie czegoś, czego obronić się nie da, i czego szczerze mówiąc nie ma po co bronić. Homoseksualizm się zdarza, żadna to sensacja, a że akurat szczególnie trapi księży… Taka karma pewnie, wolą inaczej, ich prawo.

Natomiast niewątpliwie ciekawym jest skąd to się bierze. Bo to, że księża to w 70-80 procentach  homolubni, to wiedza już powszechna i zbadana. Ale dlaczego homoseksualizm aż w takiej skali dotyka księży, oto jest pytanie, i oto wyzwanie dla badających. Biologicznie ich do tych seminariów tak dobierają, czy może to wyuczone, w trakcie studiów i tak zwanej posługi?

poniedziałek, 06 sierpnia 2012

Wczoraj z Warszawy wyruszyła tzw. pielgrzymka akademicka. Nie jedyna, bo zdaje się że w drodze jest już, lub wkrótce będzie, kilka innych tego typu upierdliwych dla innych wycieczek. Taniej i szybciej byłoby pociągiem, ale oni uparli się, by leźć na piechotę i tarasować drogi. Ale nie od dziś wiadomo, że drogi w Polsce buduje się nie dla samochodów, tylko dla pielgrzymek. Jedynie od czasu do czasu wpuszcza się na nie samochody.

Szczytem idiotyzmu było żądanie któregoś z organizatorów (nie pomnę już którego i skąd), by pielgrzymkę poprowadzić... autostradą. Zdaje się, że nie dostał na to zgody (acz głowy na to nie dam), co rzecz jasna jest jaskrawym przykładem dyskryminacji katolikow, ocierającym się o obrazę uczuć religijnych.  

Generalnie jednak taka pielgrzymka to może być fajna rzecz. Mój znajomy bardzo młodego pokolenia, chwali sobie te coroczne wyprawy, zwłaszcza ze wzgledu na darmowe bzykanko co noc i to niekoniecznie tylko z oazowymi, acz mocno napalonymi pannami. Do tego jakieś winko się zrobi, pośpiewa, zamąci i zanęci.. Super jednym słowem. Taka lightowa, wędrowana agencja towarzyska. A Nycz coś mówi o  tym by nie przyjmować i nie godzić się na „pogański sposob przygotowania się do małżeństwa“. No, naiwniak kompletny!

piątek, 25 maja 2012

Czy prostytucja powinna być legalna? To wbrew pozorom dość skomplikowany problem. Moje pytanie brzmi: o jakiej prostytucji mówimy? No, bo jeśli na moment choć odstawimy na bok lepsze lub gorsze panienki z ulicy Poznańskiej, lub agencji towarzyskiej Pluszowe Misiaczki, to się okaże, że legalne jest jednak to, co wydaje się być nielegalnym.

Prostytucja w różnych odmianach jest w Polsce wszechobecna i legalna jak najbardziej. Zwłaszcza kwitnie prostytucja polityczna, a pewna agencja towarzyska na ulicy nie koniecznie miejskiej, płaci nawet za kurwienie się bardzo konkretne pieniądze (również bez podatku). Jest to zresztą agencja całkiem duża, bo będzie tam towaru z pół tysiąca z okładem,  nie licząc obsługi. Towar ten ci jest bardzo różny, raczej dla ślepych i dodatkowo głuchych, ale na bezrybiu to i rak ryba.

Całkiem dobrą kooperatywą kurewsko-towarzyską jest ta powiązana z Żoliborzem, zrzeszająca wyjątkowo zatwardziałe dziwki płci obojga. Nie chcę wymieniać ani nazwy tej kooperatywy,  ani tym bardziej nazwisk prominentnych jej dupodajek (płci obojga podkreślam), bowiem po pierwsze brzydzę się procederem,  a po drugie nie chcę być ciągany po sądach za reklamę stowarzyszeń i organizacji moralnie wątpliwych, rozwiązłych i deprawujących.

Oczywiście można by znaleźć kilka innych przykładów od lat i od zawsze legalnej prostytucji, tylko po co zamulać i tak już zamulony tutejszy blog. Innymi słowy – kończąc i podsumowując - problem z „nielegalnymi” prostytutkami może i jest, ale w niczym nie dorasta problemom z kurwami jak najbardziej legalnymi, z reguły na państwowym wikcie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13